Świat sportu zmagał się z już klęskami żywiołowymi i terroryzmem, z tak potężnym i podstępnym przeciwnikiem jak koronawirus – nigdy. Zaraza prowadzi, ale to dopiero pierwsza połowa meczu.
Wstrzymano niemal wszystkie rozgrywki ligowe, odwołano tysiące wydarzeń, choroba nie oszczędza nawet tych, którzy objęci są najlepszą opieką medyczną: piłkarzy i trenerów najważniejszych lig europejskich, koszykarzy NBA. Z wirusem zmaga się Bartosz Bereszyński, piłkarz Sampdorii Genua i reprezentacji Polski. Za chwilę będą kolejni. To sytuacja bez precedensu, przechodzimy błyskawiczny kurs z postępowania w okolicznościach nadzwyczajnych, stąd tak wiele błędnych decyzji. PZPN jeszcze w czwartek wysyłał piłkarzy ekstraklasy, pierwszej i drugiej ligi na mecze, uznając, że wystarczy zamknąć stadiony dla publiczności i dziennikarzy. Zaledwie kilkanaście godzin później, pod naciskiem samych zawodników, trenerów i działaczy, związek się ugiął. Kluby poniosły jednak straty, Stal Mielec o odwołaniu spotkania z Miedzią dowiedziała się w drodze do Legnicy. To jednak pestka, bo nie bardzo wiadomo, co począć z rozgrywkami. Pomysł, by uznać za wiążące to co w tabeli tu i teraz, budzi wielki sprzeciw. Gorąco zaprotestowała choćby Stal Stalowa Wola, jej argumenty są sensowne, bo utrzymanie status quo na 12 kolejek przed końcem sezonu, to skrajna niesprawiedliwość. Trudno będzie znaleźć salomonowe rozwiązanie, ale trzeba o tym dyskutować w szerokim gronie, a nie w pięć osób za zamkniętymi drzwiami.
Wielkie kluby, tak jak odzieżowe sieciówki, KFC albo McDonalds, z kryzysem wywołanym przez Covid-19 sobie poradzą. W Polsce zapaść ekonomiczna może być gwoździem do trumny dla wielu sportowych organizacji, zawodników i samych klubów. Żyją one ze sprzedaży praw telewizyjnych i biletów, a wciąż najważniejsi w budżetowej układance pozostają sponsorzy. Spójrzmy na nasze podwórko, gdzie dobrodziejami klubów są przedsiębiorstwa z branży deweloperskiej, spożywczej, informatycznej, chemicznej, transportowej, poligraficznej; jakiej tylko zdołamy sobie wyobrazić. Biznes w XXI wieku to system naczyń połączonych. Zadyszka u azjatyckiego dostawcy komponentów realnie wpływa na cenę końcowego produktu. W sytuacji zagrożenia przedsiębiorca przystąpi do cięcia kosztów i raczej nie pomyśli o ratowaniu sportu, który schodzi wówczas na daleki plan. Gdy przestanie pomagać klubom, ich los będzie przesądzony. Wiele z nich przez dziesięciolecia z mozołem wspinało się, by osiągnąć przyzwoity poziom organizacyjny i sportowy. Niewykluczone, że z powrotem spadną na najniższy szczebel drabiny.
Jak blisko jesteśmy od spełnienia się apokaliptycznej wizji? Tego nie wie nikt, bo sytuacja jest zbyt dynamiczna, a straty będzie można oszacować po pokonaniu pandemii. Jutro ma jednak zostać ogłoszony komunikat o przełożeniu mistrzostw Europy w piłce nożnej, poważnie zagrożone są również igrzyska olimpijskie w Tokio. Robi się coraz niebezpieczniej…



2 Responses to "1-0 dla zarazy"