
RZESZÓW. – Jeżeli będziecie postępować w ten sposób, nie będzie miał kto was leczyć – przestrzega personel szpitala.
Około 20 osób – lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, a także pacjenci, którzy oczekiwali na pomoc na SOR-ze w Szpitalu Klinicznym przy ulicy Lwowskiej w Rzeszowie poddani są przymusowej 14-dniowej kwarantannie. Wszystko dlatego, że w ubiegłą środę w nocy pojawił się tam pacjent – jak się później okazało – zakażony koronawirusem. Nikt z personelu nie miał świadomości, że ta osoba może być w grupie ryzyka…
Pacjent przyjechał ze skierowaniem od lekarza rodzinnego. – Skarżył się na objawy grypowe – mówi pragnąca zachować anonimowość osoba z otoczenia szpitala. – Nie było podstaw, żeby zatrzymać go w szpitalu, bo nie miał ciężkiego oddechu. Dopiero na samym końcu, gdy miał już wracać do domu przestraszył się i wyjawił, że jest w grupie ryzyka zakażenia koronawirusem. Natychmiast pobrano od niego próbki do badań, a wszystkim obecnym kazano pozostać w szpitalu. Gdy przyszły wyniki, zarządzono kwarantannę dla tych, którzy mieli lub mogli mieć z nim styczność, a pacjenta odesłano do Łańcuta. Teraz prawie 20 osób nie dość, że nie może fizycznie pomagać ludziom, to jeszcze niepokoi się o swoje zdrowie. To skrajna nieodpowiedzialność. Jak tak dalej będzie się działo i ludzie zaczną przychodzić do nas nie mówiąc nam o ryzyku, zabraknie lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych. Nie będzie miał kto leczyć i ratować ludzi! – ostrzega nasz rozmówca.
Trzeci alarm
Informację o kwarantannie potwierdziła Małgorzata Waksmundzka-Szarek, rzecznik wojewody podkarpackiego. – W związku z przyjęciem osoby, u której potwierdzono zakażenie Covid-19, szpital pod nadzorem służb sanitarnych objął kwarantanną 14-dniową osoby, które mogły mieć bezpośrednią styczność z chorą osobą oraz zostały przeprowadzone niezbędne procesy dekontaminacyjne (odkażanie) w szpitalu – poinformowała.
Jak dowiedzieliśmy się, był to trzeci alarm spowodowany zagrożeniem koronawirusem w szpitalu przy ul. Lwowskiej. Dwa poprzednie okazały się na szczęście fałszywe. – Wcześniej na nogi postawiona została cała ortopedia dziecięca – mówi nasz rozmówca. – Jedno z przebywających na oddziale dzieci dostało wysoką gorączkę. Biorąc pod uwagę sytuację, w jakiej się znajdujemy, podejrzenie w pierwszej kolejności padło na zakażenie koronawirusem. Personel, który miał styczność z dzieckiem musiał pozostać w szpitalu całą dobę, zanim dotarły do nas wyniki badań. Na szczęście okazało się, że to zwykła infekcja i wszystkich wypuszczono do domów – opowiada.
Z zewnątrz nie wejdzie nikt
Jak aktualnie wygląda sytuacja w szpitalu? – Wszyscy zdajemy sobie sprawę z istniejącego ryzyka i przestrzegamy wprowadzonych w szpitalu zasad. Jakich? – dopytujemy. – Nikt z zewnątrz nie może wejść do szpitala, bo jest zamknięty. Nie ma odwiedzin, a pacjent może dostać się tylko będąc przywiezionym karetką. Personel szpitala przy wejściu ma mierzoną temperaturę, jest obowiązek dezynfekowania rąk. Tak samo jest przy wyjściu – obowiązkowe mierzenie temperatury i również dezynfekcja rąk. To jest bardzo rygorystycznie przestrzegane.
– A co z pacjentami, którzy są na oddziałach? – Jest zakaz chodzenia po korytarzach nawet w obrębie swojego oddziału. Pacjent może wyjść ewentualnie do łazienki czy kuchni – kontynuuje nasz rozmówca. – A jak wygląda sytuacja na oddziałach na których leżą dzieci? – Podobnie – słyszymy. Z dzieckiem może zostać jeden z rodziców, ale również ma zakaz wyjścia ze szpitala dopóki dziecko nie zostanie z niego wypisane. Z rygorami, które zostały wprowadzone nikt nie ma problemu, każdy zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Trzeba być ostrożnym i uważnym. Od odpowiedzialności nas wszystkich zależy to, co będzie dalej.
My panikować nie możemy
Jak przyznaje nasz informator, w szpitalu nie ma paniki. Jest najwyższa ostrożność. – Nie możemy panikować, to nic nie da, a na pewno w niczym nie pomoże. Personel medyczny odpowiada za swoje emocje i pacjentów. Oni widzą nasze zachowanie. Jak my zaczniemy panikować to i oni zaczną się denerwować. A nie ma potrzeby, bo prawdę mówiąc, szpital jest teraz chyba najbezpieczniejszym miejscem w jakim mogli się znaleźć.
W piątek pojawiła się informacja, że Szpitalny Oddział Ratunkowy przy ul. Lwowskiej częściowo wznowił pracę. Połowa SOR została wyłączona, bo stworzono odrębną ścieżkę dla pacjentów z podejrzeniem koronawirusa.
Lekarze apelują, by jeżeli podejrzewamy u siebie zakażenie koronawirusem nie zgłaszać się na SOR-y, ale udać się do szpitala zakaźnego lub zadzwonić do stacji sanitarno-epidemiologicznej. Tam zostaną podjęte odpowiednie kroki.
Katarzyna Szczyrek



3 Responses to "Na rzeszowski SOR trafiła osoba z koronawirusem. Personel: – Nie przyznała się!"