
WYBORY PREZYDENCKIE. – Niewyobrażalne jest zorganizowanie w warunkach epidemii pracy 27 tys. komisji wyborczych z udziałem ponad 300 tys. ich członków – piszą autorzy apelu do rządu.
W Polsce wprowadzono stan epidemii, pozamykano szkoły, cześć sklepów, zakazano niepotrzebnego wychodzenia z domów, lecz wciąż nie odwołano… wyborów prezydenckich. Niepokój obywateli rośnie. Aż 70 proc. Polaków chce przełożenia daty głosowania. W czwartek apel w tej sprawie wystosowało do rządu blisko 50 organizacji pozarządowych i stowarzyszeń.
Środowisko przychylne obecnej władzy wciąż stoi na stanowisku, że wybory prezydenckie, zaplanowane na 10 maja, powinny się odbyć. W ostatnich kilkunastu dniach, rządzący mówiąc o zagrożeniu koronawirusem oraz potrzebie zmniejszenia kontaktu w grupach, zdążyli zamknąć szkoły, przedszkola, uczelnie, część sklepów i restauracje, ograniczyć możliwość wychodzenia z domu, skierować obywateli do pracy zdalnej, lecz wciąż nie przesunęli daty głosowania. O takie rozwiązanie apeluje opozycja, a także niemal wszyscy kandydaci na prezydenta. Sami obywatele obawiają się terminu 10 maja, co potwierdza sondaż Instytutu Badań Pollster dla „Super Expresu” – 70 proc. Polków chce zmiany daty wyborów prezydenckich.
– Wybory nie powinny się odbyć, gdyż nie ma możliwości prowadzenia normalnej kampanii wyborczej. Inna sprawa dotyczy zagrożenia dla naszego zdrowia i życia, a także kilku aspektów prawnych. Przede wszystkim nie ma sposobności przeprowadzenia wyborów w stosunku do osób przybywających na kwarantannach, które nie będą mieć możliwości głosowania, gdyż nie istnieje w naszym kraju głosowanie on-line czy dostarczenie urny wyborczej do domu – mówił dwa dni temu Super Nowościom Michał Wawrykiewicz, adwokat z inicjatywy Wolne Sądy.
Masowy apel
Blisko pięćdziesiąt organizacji pozarządowych i stowarzyszeń mających wpływ na wolność słowa, praworządność i prawa obywateli w Polsce wystosowało do rządu apel z prośbą o przesunięcie terminu wyborów. – Mamy do czynienia z odmianą klęski żywiołowej w postaci katastrofy naturalnej w rozumieniu art. 232 Konstytucji RP oraz ustawy z dnia 18 kwietnia 2002 r. o stanie klęski żywiołowej (…) Obecnie ustanowiony stan epidemii pociąga za sobą ograniczenia praw i wolności obywatelskich porównywalne z tymi występującymi w warunkach konstytucyjnego stanu klęski żywiołowej. Nie powoduje jednak przesunięcia terminu wyborów Prezydenta RP, co przewiduje art. 228 ust. 7 Konstytucji (…) – piszą autorzy apelu. Jak podkreślają, niewyobrażalne jest zorganizowanie w warunkach epidemii pracy 27 tys. komisji wyborczych z udziałem ponad 300 tys. ich członków i narażanie zdrowia tych osób a także samych wyborców. Co więcej?

– Przeprowadzenie wyborów w warunkach epidemii pociągnęłoby za sobą także drastyczne zmniejszenie frekwencji wyborczej – czytamy w piśmie. Autorzy apelu wzywają Radę Ministrów do niezwłocznego wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Pod pismem podpisała się m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka (HFPC), Komitet Obrony Demokracji, Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, Obywatele RP czy Fundacja im. Stefana Batorego. – Przy obecnych obostrzeniach w kraju doszliśmy do momentu, że stan klęski żywiołowej powinien zostać ogłoszony. Chodzi o bezpieczeństwo obywateli, i o to aby wybory były reprezentatywne, z dużą frekwencją, a mandat wybranego prezydenta pełny – mówi dr Piotr Kładoczny z zarządu HFPC.
Jak wskazują eksperci, partia rządząca prze dziś do wyborów bo wie, że Andrzej Duda otrzymałby w maju olbrzymie poparcie. Z sondażu Kantar dla „Gazety Wyborczej” wynika, że prezydent w trakcie wyborów w czasie epidemii otrzymałby 65 proc. głosów, a frekwencja wyniosłaby ok. 30 proc. Gdyby wybory przeniesiono na termin po epidemii, Andrzej Duda mógłby – zgodnie z sondażem, liczyć w pierwszej turze na wynik o 21 punktów proc. niższy – 44 proc. i do rozstrzygnięcia wyścigu do Pałacu Prezydenckiego potrzeba byłaby druga tura. Według sondażu w drugiej turze wyborów w przesuniętym terminie przewagę z 53 proc. głosów miałby obecny prezydent, a 39 proc. Kidawa-Błońska, jednak 8 proc. uczestników sondażu jest niezdecydowanych – wynika z czwartkowej publikacji „GW”.
kl



43 Responses to "Polacy nie chcą umierać na wyborach"