
Wesela? Odwołane albo odłożone. Koronawirus nie ma litości także dla zakochanych.
„Jak się żenić, to się żenić” – wołał Pan Młody do Radczyni w „Weselu” Wyspiańskiego. Tylko jak się żenić, gdy z powodu koronawirusa zamknięte są restauracje i hotele, salony krawieckie i jubilerskie, a w kościołach nie może przebywać więcej niż pięć osób? Narzeczeni, którzy pragnęli pobrać się na wiosnę, opowiadają „Super Nowościom” o trudnościach, na jakie napotkali przez pandemię.
Weronika i Szymon są lekarzami. Zaplanowali ślub na maj. Po ceremonii zamierzali zaprosić ponad stu swoich gości do hucznego świętowania, ale… nie wierzą, że przyjęcie się odbędzie. – Do naszego wielkiego dnia pozostało dwa miesiące, ale rozważamy przesunięcie wesela, podkreślamy: wesela. Ślub chcemy wziąć. Nie wyobrażamy sobie innego terminu, to rocznica naszego związku, wymarzyliśmy sobie ten dzień – wyznają. – Czy się uda? Nie wiemy. Jesteśmy lekarzami, więc nasza sytuacja się komplikuje. W każdej chwili możemy zostać wezwani do chorych, możemy otrzymać dodatkowy dyżur…
Weronika i Szymon wydali już sporo pieniędzy, ale nie myślą o odzyskiwaniu ich. – Najbardziej boli nas to, że ślub może się nie odbyć – podkreślają.
Za późno na miłość?
Inne pary pandemia zastała w środku przygotowań. Łukasz i Wioletta, których termin ślubu przypada na początek lipca, martwią się, że nie zdążą wybrać obrączek, opłacić krawców i dopiąć fotografa… – Na piątek umówiliśmy się na pierwsze przymiarki w salonie sukien ślubnych. W środę mieliśmy się spotkać z jubilerem. Jak długo te miejsca pozostaną zamknięte, nie wiemy. Dlatego rozważamy przesunięcie ślubu i wesela na jesień albo zimę. Poza salą, cateringiem i muzykami nie mamy właściwie nic – żalą się zakochani.
Ich sytuacja jest o tyle dobra, o ile właściciel restauracji, w której zamierzają urządzić przyjęcie weselne, zgodził się przełożyć ich termin na jesień. – Nie stracimy więc ani grosza – podkreślają.
Zaliczki stracone?
Kamil, perkusista zespołu, który przed koronawirusem bawił weselników co sobota, liczy straty, ale pozostaje uczciwy. – Codziennie odbieramy telefony, odpowiadamy na pytania o to, czy uda się przełożyć weselne granie na inny termin – przyznaje. – Sęk w tym, że jesień i zimę mamy już zajętą, „wykupioną”. To, co możemy w tej chwili zaoferować, to wesele w tygodniu, albo w sobotę lub niedzielę, tyle że… dopiero na wiosnę przyszłego roku – tłumaczy. – Oczywiście rozumiem zniechęcenie wielu par, które w obecnej sytuacji rezygnują z naszych usług. Zaliczki zwracamy w całości.
Iwona i Andrzej nie wyobrażają sobie ślubu bez przyjaciół i rodziny, więc przenoszą go na sierpień 2021 r. – Usługodawcy idą nam na rękę jak mogą, ale większość par zmienia terminy się na jesienne, pokończyły się więc miejsca. Nie ma kto grać, nie ma kto fotografować ani podać do stołu. Podjęliśmy decyzję o tym, że pobierzemy się w przyszłym roku, gdy już zapanuje spokój.
Marcin Czarnik



3 Responses to "Miłość w czasach zarazy"