PODKARPACIE, KRAJ. Medyczne autorytety nie mają złudzeń – wybory 10 maja mogą narazić miliony osób.
„Groźba gwałtownego rozszerzenia się epidemii jest bardzo realna, co pokazały tragiczne doświadczenia niedawnych wyborów samorządowych we Francji” – piszą w liście do prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego profesorowie medycyny. Pod apelem o odwołanie majowych wyborów widnieje już ponad 540 nazwisk, kolejne nadal wpływają. Na liście są również profesorowie z Rzeszowa.
„Nasilająca się pandemia COVID-19 stwarza dla całego świata wyjątkowe zdrowotne i materialne zagrożenie” – czytamy w apelu. Profesorowie nie mają wątpliwości, że zasoby polskiego systemu ochrony zdrowia są znacznie skromniejsze niż zamożnych państw Europy Zachodniej i mogą się okazać niewystarczające, by sprostać temu wyzwaniu. „W obecnej sytuacji planowane na dzień 10 maja bieżącego roku wybory prezydenckie stwarzają ogromne ryzyko zarówno dla członków komisji wyborczych, jak i wszystkich osób, które wezmą udział w tych wyborach”- nie mają wątpliwości.
Miliony Polaków w grupie ryzyka
– Chodzi o bezpieczeństwo epidemiologiczne – mówi dr hab. n. med. prof Mariusz Dąbrowski, dyrektor Zakładu Żywienia Klinicznego w Kolegium Nauk Medycznych Uniwersytetu Rzeszowskiego. – U nas jeszcze nie ma tak dużej skali zachorowań, ale spójrzmy na doświadczenia Francji, gdzie wybory odbywały się tradycyjnie – tam epidemia się rozlała. Czy to miało bezpośredni związek, trudno powiedzieć, natomiast jakiś na pewno – tłumaczy jeden z lekarzy, który podpisał się pod apelem.
Sporo Polaków jest w grupie ryzyka. – Ok. 3 miliony choruje na cukrzycę, 9 milionów na nadciśnienie, bardzo wiele osób bierze leki, które według niektórych mogą zwiększać ryzyko infekcji koronawirusa – wylicza prof. Dąbrowski. – Nie można w ten sposób narażać społeczeństwa – dodaje.
– Minister zdrowia Łukasz Szumowski mówi, że nie mamy ciągle danych, które nam pozwolą przewidzieć w sposób całkowicie merytoryczny dalszy przebieg epidemii w Polsce. Nie wiadomo, czy restrykcje jakie wprowadził rząd, dadzą oczekiwane rezultaty – zauważa dr hab. n. med. prof. UR Jacek Tabarkiewicz, immunolog i dyrektor Przyrodniczo-Medycznego Centrum Badań Innowacyjnych Uniwersytetu Rzeszowskiego. On również podpisał się pod listem, bo jak mówi, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak rozwinie się epidemia do 10 maja.

– Do wyborów trzeba zaangażować tysiące ludzi. Tak naprawdę nie wiemy w jakim stopniu i ilu mielibyśmy narazić i jak de facto złamać restrykcje, które być może będą jeszcze obowiązywać w czasie przygotowywania i w dniu głosowania – stwierdza prof. Tabarkiewicz.
Za chwilę zabraknie lekarzy i pielęgniarek
„Zorganizowanie skutecznej ochrony przed zakażeniem dla 300 tysięcy członków komisji wyborczej oraz kilkunastu milionów głosujących obywateli naszego kraju przekracza aktualne możliwości naszego państwa” -piszą w liście do premiera i prezydenta medyczne autorytety. Tymczasem z kolejnych szpitali w kraju płyną rozpaczliwe głosy o brakach środków ochrony. – To, że nie wszystkie szpitale się z tym zmagają, nie oznacza, że tak nie będzie 10 maja. Moim zdaniem lepiej te środki przerzucić na front walki z wirusem, choćby do szpitali jednoimiennych, gdzie ilości sprzętu medycznego topnieją w zastraszającym tempie – ocenia prof. Jacek Tabarkiewicz. – Oczywiście nie tylko medycy powinni być dziś zabezpieczeni, lecz także służby porządkowe – dodaje.
Prof. Mariusz Dąbrowski również jest zdania, że te zasoby powinny trafić do osób z „pierwszej linii frontu”. – Pamiętajmy, że do każdego szpitala może się zgłosić pacjent zakażony koronawirusem i konieczna jest procedura kwarantanny. Za chwilę zabraknie personelu lekarsko-pielęgniarskiego – ostrzega.
Wybory to nie wyjście do sklepu
Niedawno usłyszeliśmy od prezydenta Andrzeja Dudy, że jeśli są warunki, żeby chodzić do sklepu, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zagłosować. Lekarzy to jednak nie przekonuje. – Myślę, że takie wypowiedzi padają z ust osób, które nie chodzą do sklepu osobiście – nie ma złudzeń prof. Tabarkiewicz. – W przypadku wyborów, miliony ludzi mają iść do lokali wyborczych w ciągu jednego dnia. Nie mówmy, że wszyscy pełnoletni Polacy ruszają jednego dnia na zakupy. Poza tym myślę, że na moim osiedlu jest jednak więcej sklepów niż będzie lokali wyborczych – dodaje. Nawet jeśli będą obostrzenia w liczbie osób w lokalu, przed nimi pojawią się kolejki. Kontrola zachowania odpowiedniej odległości między ludźmi będzie zaś wymagała zaangażowania kolejnych osób.
Wioletta Kruk



4 Responses to "Profesorowie apelują o odwołanie wyborów: – To przekracza możliwości państwa"