PODKARPACIE, KRAJ. Polska służba zdrowia nie jest wystarczająco przygotowana do pandemii. Skutki mogą być tragiczne.
Prowadzenie testów i izolacja – te działania zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia są szczególnie ważne w walce z koronawirusem. Niestety, pod względem liczby wykonanych testów na milion mieszkańców Polska wypada blado na tle innych krajów Unii Europejskiej. – Przy obecnym poziomie 5,9 tys. testów w ciągu doby na 38-milionowy kraj to zdecydowanie za mało! – nie ma wątpliwości diagnosta laboratoryjny Łukasz Tucki. – „To może być celowe działanie. Nie robimy badań, więc nie mamy wyników pozytywnych. A to wpływa na iluzoryczny sukces rządu” – zauważa.
„Najskuteczniejszym sposobem, by zapobiegać infekcjom i ratować życie, jest przerwanie łańcuchów przenoszenia COVID-19. Aby to zrobić, należy przeprowadzać testy i izolować. Nie można gasić pożaru z zasłoniętymi oczami. I tak samo nie możemy powstrzymać tej pandemii, jeśli nie wiemy, kto jest zainfekowany” – podkreśla Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Tymczasem w Polsce jest obecnie 49 laboratoriów z możliwością przeprowadzania badań na koronawirusa, które testują ok. 5,9 tys. próbek na dobę (dane z soboty).
Są naciski, żeby nie badać wszystkich
Służby medyczne w Polsce od wykrycia pierwszego przypadku COVID-19 do 4 kwietnia wykonały 72 901 testów na obecność koronawirusa. Statystycznie to jedynie 1918 na milion mieszkańców. W porównaniu z innymi państwami Unii Europejskiej naprawdę niewiele. W tym samym czasie w sąsiednich Czechach zrobiono 6 964 testów/1 mln osób (łącznie 74,2 tys.), a w Niemczech – 5837/1 mln osób (łącznie 483,3 tys.).
– Liczba wykonywanych testów jest zbyt mała, tym bardziej, że teraz z dnia na dzień będziemy mieli coraz więcej zakażonych – ocenia Łukasz Tucki, diagnosta laboratoryjny, wiceprzewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych. Z czego to wynika? – Przede wszystkim nie byliśmy przygotowani do takiej skali badań. Testy potwierdzające koronawirusa to badania genetyczne, które są wykonywane przez wykwalifikowanych diagnostów na specyficznej aparaturze. Zaczynaliśmy właściwie od jednego laboratorium – Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie, a potem dołączały kolejne. Niektóre województwa, jak Podkarpacie, mają tylko jedno laboratorium, które diagnozuje koronawirusa – tłumaczy nasz rozmówca. – Druga kluczowa rzecz to naciski, żeby tych badań nie wykonywać wszystkim. Przedstawiciele służb medycznych – lekarze, czy ratownicy mówią, że testy nie są przeprowadzane u szeregu osób, nawet jeśli dana osoba ma objawy lub z wywiadu wynika, że miała kontakt z osobą zakażoną – przyznaje.
Jak się okazuje, do tej pory nie wykorzystano całego potencjału laboratoriów w kraju. – Z żalem muszę przyznać, że dopiero w piątek wyszło rozporządzenie Ministra Zdrowia powołujące zespół, mający koordynować laboratoria w Polsce, które mogłyby wykonywać te badania genetyczne. Jest wiele placówek – prywatnych i publicznych, które mają takie możliwości -zauważa Łukasz Tucki. – Myślę, że decyzje zapadły z nieuzasadnionym opóźnieniem, bo epidemia trwa już długo, a do tej pory ich nie uruchomiono. Przez to moce przerobowe w testowaniu były ograniczone i spowolnione.
Jesteśmy mocno spóźnieni
Z każdym dniem w Polsce przybywa zakażonych koronawirusem. Do 6 kwietnia odnotowano ponad 3,8 tys. zakażeń. Wraz z początkiem miesiąca przybyło 243 zakażonych, 2 kwietnia – 392, a kolejnego dnia – już 437. – Zamysł był taki, że gdy zamkniemy ludzi, wirus nie będzie się rozprzestrzeniał, ale widać to nie skutkuje. Do tego liczba ofiar śmiertelnych rośnie. Przy obecnym poziomie 5,7 tys. testów w ciągu doby na 38-milionowy kraj to zdecydowanie za mało – nie ma wątpliwości Łukasz Tucki.
Względnie niska liczba testów może jednak oznaczać, że zarażonych jest zdecydowanie więcej niż podają oficjalne dane. -To może być celowe działanie. Nie robimy badań, więc nie mamy wyników pozytywnych. A to wpływa na iluzoryczny sukces rządu. Zauważmy, że nawet w stosunkowo małym kraju, jakim jest Izrael, tych zakażeń jest więcej – podnosi wiceprzewodniczący związkowców. I dodaje: – Zdarzają się sytuacje, w których osoba przebywająca na kwarantannie umiera bez pobrania od niej próbek do testu. To skutkuje tym, że nie ma potwierdzenia związku z zakażeniem i nie jest wykazywana w statystykach.
Wbrew zapewnieniom rządu, coraz częściej słychać także głosy, że w służbie zdrowia wcale nie jest tak dobrze. – Nie byliśmy przygotowani i nadal nie jesteśmy gotowi na tę epidemię. Kiedy WHO ogłosiła pandemię, stwierdziła, że jedynym rozwiązaniem problemu są “testy, testy, testy” – o co apelował dyrektor generalny. Jeśli nie wdrożymy tego na masową skalę, to naprawdę może się źle skończyć i doprowadzić do scenariusza włoskiego. Lekarze, pielęgniarki, diagności, czy ratownicy trafią na kwarantannę lub do szpitali i za chwilę system się posypie, bo nie będzie miał kto leczyć! – bije na alarm Łukasz Tucki.
Każde ogniwo w systemie jest ważne
Diagności boją się, że mogą zostać zakażeni, nawet o tym nie wiedząc. – Wirus może być w materiale osób, które nie są podejrzewane o zakażenie tzw. bezobjawowe. Kał, krew lub inna wydzielina od pacjentów przebywających w szpitalu trafia do laboratorium. Diagności obawiają się, że w ten sposób może dojść do zakażenia – wyjaśnia Tucki. – Stąd cały czas nasz apel o zabezpieczenie we wszystkich laboratoriach w Polsce, nie tylko pracujących przy testach na koronawirus, ale i tych, którzy pracują z próbkami mogącymi go zawierać – dodaje.
Przy okazji pandemii dostrzeżono rolę diagnostów, ale nadal nie przekłada się to na ich pensje. – Od jakiegoś czasu walczymy o podwyżki pensji i godność tego zawodu. W kryzysie epidemicznym nie sposób zaprzeczyć, że kluczowe diagnozy opierają się na badaniach wykonywanych przez pracowników laboratoriów medycznych – mówi wiceprzewodniczący KZZPMLD. – Praca lekarzy zależy też od diagnostów, którzy wykrywają np. zakażenie koronawirusem. Podkreślam, że to pracownicy laboratoriów medycznych z determinacją rozpoczynają walkę z epidemią, na kolejnym etapie wkraczają inne grupy medyczne. Każde ogniwo w systemie zdrowia jest ważne. O tym należy pamiętać! – zaznacza Łukasz Tucki.
Wioletta Kruk



10 Responses to "Liczba zakażeń rośnie, a my nadal wykonujemy zbyt mało testów"