Wybory korespondencyjne – Absurd goni absurd!

W trakcie wyborów prezydenckich prawdopodobnie nie udamy się do lokali wyborczych. Fot. Paweł Dubiel

KRAJ. Wybory wg konstytucji muszą być tajne, powszechne, równe i bezpośrednie. Tymczasem do koperty wraz z głosem mamy wrzucić nasz PESEL i podpis, a koperty ma zbierać Poczta Polska, której prezesem został… wiceminister obrony narodowej! To zresztą nie wszystko…

W poniedziałek wieczorem Sejm uchwalił zgłoszoną przez Prawo i Sprawiedliwość ustawę, która umożliwia przeprowadzenie zaplanowanych na 10 maja wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej. W ocenie prawników, przyjęty dokument jest pełen luk, w wielu miejscach niezgodny z konstytucją i uderza w prawa obywatela.

Jeszcze wczoraj informowaliśmy czytelników Super Nowości, że wicepremier a zarazem minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, podał się do dymisji. Ponadto w poniedziałek w południe Sejm nie zajął się projektem PiS dotyczącym głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich. Opozycja odtrąbiła sukces, mówiono o „zwycięstwie demokracji i rozsądku”. Ku zaskoczeniu, jeszcze wieczorem tego samego dnia, posłowie znowu zajęli się projektem uchwały z wprowadzonymi drobnymi poprawkami. Tym razem partia rządząca dopięła swego. Projekt ustawy o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na prezydenta zarządzonych w 2020 r. poparło 230 posłów, 226 było przeciw, a dwóch wstrzymało się od głosu. Rządzący przeforsowali zmiany.

W związku z nowymi wytycznymi głosowanie korespondencyjne ma odbywać się bez przerwy od godz. 6 do 20. Wyborcy – samodzielnie albo za pośrednictwem innej osoby – będą zobowiązani do wrzucenia koperty zwrotnej do specjalnej nadawczej skrzynki pocztowej na terenie danej gminy. Wraz z kartą do głosowania trzeba będzie dołączyć oświadczenie ze swoim imieniem, nazwiskiem i numerem PESEL, co ma na celu potwierdzenie, że obywatel brał osobiście… udział w głosowaniu. Tyle teorii, a jak sprawa wygląda w praktyce?

Walka w Senacie

Projekt umożliwia przesunięcie głosowania o tydzień: z 10 na 17 maja. Tymczasem marszałek Sejmu ogłasza przecież termin wyborów najpóźniej 75 dni przed upływem kadencji prezydenta i stało się to już 5 lutego! W ocenie fachowców, to niepokojące. PiS chce w ten sposób dać sobie więcej czasu na organizację wyborów korespondencyjnych. W jaki sposób? Tematem głosowania korespondencyjnego zajmie się teraz Senat. Izba ma 30 dni na procedowanie ustawy. Prawdopodobnie zostanie ona „przetrzymana”, szczególnie że marszałek Senatu Tomasz Grodzki już zapowiedział, że izba wyższa „zajmie się nią z najwyższą starannością”. – „Wątpliwości jest mnóstwo i władza prze do tych wyborów zasłaniając się potrzebami konstytucyjnymi i jest to niepokojące (…) Chcemy zasięgnąć opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, Państwowej Komisji Wyborczej, Sądu Najwyższego” – wyznał Grodzki. „Przetrzymanie” ustawy przez miesiąc będzie oznaczać, że do podpisu prezydent otrzyma ją na chwilę przed ciszą wyborczą. Nowe prawo obowiązywałoby od 7 maja, czyli trzy dni przed wyborami prezydenckimi. Poczta Polska, która będzie „operatorem przedsięwzięcia” mogłaby nie zdążyć rozesłać wszystkim wyborcom pakietów z kartami wyborczymi. Dodatkowy tydzień ma więc dać PiS-owi i poczcie „chwilę oddechu”.

„Za szybko i na kolanie”

Zgodnie z konstytucją, wybory w Polsce powinny być czteroprzymiotnikowe: muszą odbywać się w głosowaniu tajnym, być powszechne, równe i bezpośrednie. Zdaniem ekspertów, wybory korespondencyjne naruszają m.in. art. 2 konstytucji, dotyczący istotnej zmiany prawa wyborczego w trakcie trwającej już procedury wyborczej. – Zgodnie z myślą artykułu, istotna zmiana w kodeksie wyborczym może zostać wprowadzona najpóźniej na 6 miesięcy przed pierwszą czynnością wyborczą – mówi rzeszowski adwokat Marek Kasza. A jak wiadomo, do wyborów pozostał tylko ponad miesiąc…

Przyjęta uchwała naruszać ma także „zasadę rzetelności wyborów” i „zasadę zaufania obywatela do państwa i prawa” (art. 2 konstytucji i preambuła do niej). Wprowadzone rozwiązanie (głosowanie korespondencyjne) może powodować, że rządzący nie zagwarantują, iż pakiet wyborczy zostanie dostarczony do wyborcy na czas, a karta do głosowania zostanie osobiście wypełniona przez wyborcę. Nie ma także pewności, że wola wyborców pokryje się z wynikami wyborów. – Mogą pojawiać się wątpliwości czy np. członek rodziny nie oddał głosu za drugiego członka – ocenia mecenas Kasza.

Konstytucja mówi, że wybory powinny być tajne. Trudno jednak o tajność, skoro w jednej kopercie znajdzie się zarówno nasz „tajny” głos, a także dane osobowe. Nawet zakładając, że ufamy osobom, które będą odbierać nasze głosy (a zajmie się tym podmiot podległy Skarbowi Państwa), wielu wyborców może mieć w głowie przeświadczenie, że każdy może otworzyć kopertę. Tu, zdaniem konstytucjonalistów, pojawia się uzasadniony lęk przed głosowaniem. Głosowanie korespondencyjne powoduje ponadto, że wybory przestają być powszechne. Jest mało prawdopodobne, że pracownicy Poczty Polskiej będą w stanie na czas dostarczyć wszystkim pakiety wyborcze. Kolejna kwestia to kwestia zameldowania i mieszkania. Chcąc głosować, należy dopisać się do spisu wyborów. Aby to uczynić musimy złożyć wniosek w urzędzie gminy, a obecnie nie pracują one w normalnym trybie, często w ogóle nie przyjmują obywateli. Może się okazać, że mało kto zdąży dopełnić formalności…

Trzy lata więzienia za kradzież karty

– Wybory nie są usługą pocztową – mówią zgodnie konstytucjonaliści. Zaangażowanie w proces wyborczy Poczty Polskiej wydaje się być abstrakcyjne. W trakcie wykonywanych zadań poczta ma zostać zwolniona z obowiązku „świadczenia innych usług pocztowych”. A przecież wybory nie są usługą pocztową. Należy pamiętać, że Poczta Polska jest spółką należącą do Skarbu Państwa i nie jest organem o charakterze Państwowej Komisji Wyborczej.

Zastanawia także art. 17 ustawy, który brzmi: „1. Kto kradnie kartę do głosowania lub oświadczenie, o którym mowa w art. 3 ust. 3 pkt 5 – podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”; „2. Tej samej karze podlega, kto umieszcza w nadawczej skrzynce pocztowej, o której mowa w art. 5 ust. 2, przerobioną lub podrobioną kartę do głosowania lub oświadczenie, o którym mowa w art. 3 ust. 3 pkt 5.”. Zdaniem prawników, oprócz faktu że wybory mogą sprowadzić ryzyko zakażenia się wirusem, to mogą być represyjne dla obywateli.

Co w sytuacji, gdy karta do głosowania trafi do skrzynki pocztowej obywatela, a ten np. nie będzie wiedział, że ją otrzymał lub o niej zapomni? Czy może pojawiać się wątpliwość, że karta została skradziona (kara 3 lat więzienia)? Wciąż istnieje więcej pytań, niż odpowiedzi. – Nie na tym polega demokracja, aby w nietransparentny sposób przyjmować nowe przepisy prawa dotyczące wyborów, tylko po to, aby kierować się własnym interesem politycznym – tłumaczy mecenas Kasza.

Gorzkim podsumowaniem dla całego projektu ustawy o głosowaniu korespondencyjnym niech będzie fakt, że posłem sprawozdawcą w Sejmie był… pełnomocnik komitetu wyborczego Andrzeja Dudy, podkarpacki poseł PiS – Krzysztof Sobolewski.

Kamil Lech

25 Responses to "Wybory korespondencyjne – Absurd goni absurd!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.