
KOLBUSZOWA. Niespotykana od dekad recesja gospodarcza, będąca efektem pandemii koronawirusa, uderza w drobnych przedsiębiorców, którzy w dramatycznych okolicznościach walczą o przetrwanie. Jedną z nich jest pani Monika Janusz, właścicielka kwiaciarni na kolbuszowskim Rynku. Sytuacja jej branży wydaje się być tragiczna. No, bo kto teraz kupuje kwiaty?
– Nigdy w mojej 20-letniej już działalności nie było tak „pod górkę” – nie kryje pani Monika. – Kocham to, co robię, ale moja branża, niestety, upada. Zatrudniam osobę na czas nieokreślony. Nie mogę więc zawiesić działalności. Muszę płacić ZUS i czynsz za lokal. Przywiozłam do kwiaciarni świeże bratki i zaczęłam normalny handel. Może ktoś zaglądnie. Nie patrzę na ryzyko, muszę zarobić na opłaty…
Aby przetrwać, pani Monika zmodyfikowała funkcjonowanie swojej firmy. Teraz zbiera zamówienia od swoich klientów drogą telefoniczną i elektroniczną, a potem w sposób bezpieczny zawozi kwiaty pod wskazany adres. Stara się też, aby zapłata za dostawę nie odbywała się bezpośrednio, tylko przelewem na wskazane konto. Swoje funkcjonowanie modyfikują także kolbuszowskie lokale gastronomiczne. Na dowóz żywności do klientów nastawiają się m.in. pub La Zizanie, pizzeria Klan i restauracja Pod Palmami.
pg


