Na święta w domu czekały od miesięcy

SKOPANIE. Na razie adrenalina pozwala im żyć, ale jeśli coś się zacznie dziać, obawiają się, że obudzą się demony.

Od ponad trzech tygodni nie opuszczały ośrodka. Nie mogą zobaczyć się z bliskimi. Nie spędzą z nimi także świąt, choć wiele z nich na nagrodę, jaką jest wyjazd do domu, „pracowało” wiele tygodni. Do tych zakazów dochodzi jeszcze lęk, bo przecież do ośrodka w każdej chwili może zostać skierowane dziecko, będące nosicielem.

To będą bardzo trudne święta dla wychowanków z domów dziecka. Są dzieci, które widzą się z bliskimi tylko w tym wyjątkowym okresie. Pandemia odebrała im tę możliwość. – W naszym ośrodku przebywa 30 wychowanków. Na czas świąt, część z nich wyjeżdżała do domów, do części przyjeżdżali bliscy – przyznaje Damian Szwagierczak, dyrektor Centrum Opieki nad Dzieckiem w Skopaniu koło Tarnobrzega. – W tym roku sytuacja jest bardzo trudna, bo tych spotkań, na które czekały dzieci, nie będzie. One to niby rozumieją i jestem z nich bardzo dumny, że tak sobie radzą, ale widzę też, że jest i będzie im ciężko. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym pozwolić dzieciom wyjechać do środowisk, co do których nie mam żadnej pewności, że są wolne od zakażeń. Przecież one po kilku dniach wróciłyby do nas i gdyby nie daj Boże, któreś zostało zakażone, mielibyśmy taką samą sytuację jak w DPS-ach. Chorych wychowanków i chory personel – dodaje.

– Nikogo los domów dziecka, dzieci i opiekujących się nimi wychowawców nie obchodzi – mówi Damian Szwagierczak, dyrektor Centrum Opieki nad Dzieckiem w Skopaniu. W ośrodku, z dala od rodzin spędzi święta 30 wychowanków. Fot. Bogdan Myśliwie

Bunt, ucieczka…

Na razie wychowankowie z Centrum Opieki nad Dzieckiem w Skopaniu ze zrozumieniem przyjęli decyzję dyrektora. Damian Szwagierczak nie kryje jednak, że placówki takie jak ta, mają swoją specyfikę. Wychowankom zdarza się buntować, uciekać. W głowie układa więc różne scenariusze. – Sytuacja już jest napięta, a może być jeszcze gorzej. Zgodnie z piątkową instrukcją Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, przyjęcia dzieci do ośrodków opiekuńczo-wychowawczych mają odbywać się tak, jak zwykle. To znaczy, że do środowiska, które przebywa na kwarantannie od kilku tygodni, jesteśmy zmuszeni wprowadzać nowe osoby z zewnątrz, być może nosicieli – przyznaje Szwagierczak.

– Pisaliśmy w tej sprawie do premiera, ale bez odzewu. Nikogo los domów dziecka, dzieci i opiekujących się nimi wychowawców nie obchodzi – kontynuuje. – Miałem w ostatnich dniach kilkanaście telefonów z pytaniem o to, czy mamy miejsce dla nowych dzieci, którym trzeba znaleźć miejsce z interwencji. Na szczęście nie mam i mogłem odmówić przyjęcia – przyznaje Damian Szwagierczak. – Jeśli jednak będzie skierowane do mnie dziecko z powiatu tarnobrzeskiego, to muszę znaleźć dla niego miejsce  i zapewnić mu opiekę, najlepiej w warunkach izolacji. Brakuje nam środków do dezynfekcji. Brakuje fartuchów. Nie mamy ozonatorów. Jesteśmy pozostawieni sami sobie i możemy liczyć tylko ludzi dobrej woli, którzy nam w tym trudnym czasie pomogą. Wspiera nas Starostwo Powiatowe. Dajemy sobie więc jakoś radę, z tym, że na ten moment, wszyscy jesteśmy zdrowi. Na razie adrenalina pozwala nam żyć, jeśli jednak coś zacznie się dziać obawiam się, że obudzą się demony. Wszyscy się tego obawiamy i ja rozumiem ten strach, który towarzyszy pracownikom, którzy przychodzą codziennie do ośrodka do pracy. Każdy z nas ma rodziny, każdy chce chronić siebie, chcemy też chronić dzieci, które mogą liczyć tylko na nas. Zrobimy wszystko, aby te święta nie były dla nich do końca stracone – zapewnia.

mrok

6 Responses to "Na święta w domu czekały od miesięcy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.