W tym roku nie pobziukają

Bziukaniem zajmują się strażacy, którzy traktują tradycję jako wielki honor i wyróżnienie. Fot. Bogdan Myśliwiec

KOPRZYWNICA. Tym razem nie uda się zobaczyć zionących ogniem strażaków. Koronawirus pokonał zwyczaje sięgające czasów pogańskich.

Najpierw nabierają nafty w usta. Potem wypluwają ją wysoko ponad głową i podpalają. Śmierdząca ciecz w jednej chwili przemienia się w fontannę ognia tryskającą na kilka metrów w górę. Spektakularne widowisko przyciąga co roku do Koprzywnicy setki widzów. W tym roku słynnego bziukania jednak nie będzie.

Słupy ognia, które można było podziwiać od lat w Koprzywnicy w wielkosobotnią noc sięgały nawet 5 metrów w górę. Efekt był niesamowity, niebo rozświetlało się od buchającego złotem blasku. Twarze uczestników widowiska stawały się jaśniejsze, dzieci szerzej otwierały oczy. Na dorosłych, którzy od dekad uczestniczyli w bziukach, ogień co roku robił takie samo imponujące wrażenie. Uroczystość organizowana na dziedzińcu miejscowej parafii przyciągała setki okolicznych mieszkańców i tłumy turystów.

Tradycja tzw. bziukania, czyli ziania ogniem w Wielką Sobotę sięga w Koprzywnicy daleko wstecz. Jej źródło datowane jest jeszcze w czasach przedchrześcijańskich. Koprzywnicka parafia Matki Boskiej Różańcowej stoi bowiem na wzgórzu, na którym przed wiekami była pogańska świątynia Łady i Nii. Podobno czczono w niej właśnie ogień. Bliższe współczesności przekazy, mówią o tym, że tradycja bziukania sięga czasów powstania styczniowego, kiedy władze carskie zabroniły świętowania Wielkiej Nocy. Strażacy nabierali nafty w usta i wydmuchiwali ją na płonące pochodnie. Miało to być sposobem na ciche świętowanie. Powstające w ten sposób wysokie na kilka metrów słupy ognia, okoliczni mieszkańcy nazwali bziukami.

Miejscowa kronika Ochotniczej Straży Pożarnej informację o pierwszym koprzywnickim bziukaniu datuje na 1911 rok. Miejscowi strażacy podtrzymują tę tradycję i przekazują sobie ją z pokolenia na pokolenie. Kiedyś było ich nawet dziesięciu, w ostatnich latach tylko czterech. Chodziło o kwestie bezpieczeństwa. Teren, na którym odbywa się pokaz bziukania nie jest duży, a chętnych, którzy chcą zobaczyć pokaz z roku na rok przybywa. Pozostali druhowie pomagają, by cały pokaz poszedł zgodnie planem. Podają naftę, niosą pochodnie, trzymają koce gaśnicze. Gdyby doszło do wypadku, spieszą kolegom z pomocą.

Skąd nazwa bziukanie? Wzięła się ona ponoć od specyficznego odgłosu, jaki towarzyszy wydmuchiwaniu nafty na płonące pochodnie. Jest to prawdopodobnie jedyny tego typu zwyczaj w Polsce. Dwa lata temu, powstał pomysł, aby tradycję koprzywnickiego bziukania zgłosić na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

mrok

One Response to "W tym roku nie pobziukają"

Leave a Reply

Your email address will not be published.