SIATKÓWKA. PIOTR MACIĄG, prezes Asseco Resovii o budowie drużyny, wyborze zawodników, minionym sezonie i przyszłości klubu.

– Skąd pomysł na zarządzanie siatkarskim klubem, biorąc pod uwagę pana wykształcenie i pracę na uczelni. Czy to realizacja marzeń czy może bardziej spełnienie prośby Adama Górala o zajęcie się sprawami klubu przez osobę, do której będzie miał on pełne zaufanie?
– Główny sponsor był bardzo rozczarowany wynikami drużyny w minionym sezonie i niewątpliwie ta kwestia zaufania prezesa Górala, mojego wujka, do mojej osoby, na pewno odegrała tutaj istotną rolę. Natomiast ja już od ponad 20 lat mocno żyłem siatkówką. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy chodziłem jako dziecko na mecze rozgrywane na hali ROSiR-u, gdzie przyjeżdżał Mariusz Wlazły z zespołem ze Zduńskiej Woli. Tak więc przy siatkówce byłem zawsze blisko i bardzo się nią interesowałem. Nie ukrywam, że kiedy otrzymałem propozycję aby poprowadzić klub w Rzeszowie, to nie zastanawiałem się długo. Odbieram tę pracę jako coś bardzo pasjonującego, ciekawego i mogę też powiedzieć, że jest to spełnienie moich marzeń.
– Jakie cele założył pan sobie po objęciu stanowiska prezesa Asseco Resovii? Czy już od dłuższego czasu przygotowywał się pan do objęcia tej funkcji i miał pewne plany co do tego jak powinno wyglądać zarządzenia klubem?
– W żadnym wypadku nie byłem przygotowywany do takiej roli. Natomiast moja ścieżka zawodowa była taka, że na uczelni zajmowałem się kwestiami organizacji i zarządzania. Wydaje mi się, że posiadam wiedzę i umiejętności do pełnienia funkcji prezesa klubu. Co do planów, to one są takie, żeby klub dobrze zorganizować, w taki sposób aby możliwe były do osiągnięcia wysokie cele sportowe. Natomiast w kontekście przyszłego sezonu celem zespołu będzie znacząca poprawa jakości gry. Nie chciałbym jednak w żaden sposób deklarować walki o konkretne miejsca w PlusLidze.
– Objął pan klub w bardzo trudnym momencie, bo pod względem sportowym to był najgorszy sezon Asseco Resovii od chwili powrotu rzeszowskiego klubu do ekstraklasy, czyli sezonu 2004/2005. Na pewno musiał pan przeanalizować przyczyny takiego stanu rzeczy i do jakich wniosków doszedł? Dlaczego ten sezon był taki fatalny?
– Główną przyczyną słabych wyników był fakt, że drużyna został źle zbudowana. W zespole było zbyt dużo zawodników spełnionych, którzy nie byli do końca głodni sukcesu i to był spory problem. Naszym planem jest odwrócenie tych proporcji i doprowadzenie do sytuacji, w której doświadczeni zawodnicy pełnić będą rolę takiego wsparcia, substytutu dla zawodników młodszych, którzy chcą wygrywać i są w najlepszym wieku dla siatkarzy.
– Czy nie obawia się pan, że z racji powiązania rodzinnego z Adamem Góralem będzie postrzegany przede wszystkim jako siostrzeniec właściciela klubu, a nie jako samodzielny prezes, który ma swoje pomysły, założenia i nie boi się tego, żeby wziąć odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje?
– W ogóle się nad tym nie zastanawiam, ponieważ moim zadaniem jest jak najlepsza praca dla klubu i całkowicie koncentruję się na moich zadaniach, a nie na tym co ktoś o mnie mówi czy pisze. To co będzie miało znaczenie, to są wyniki klubu i jego organizacja. Jestem odpowiedzialny za te aspekty i przyszedłem do klubu, żeby wykonać określoną pracę.
– Czy może pan ujawnić kto decydował i w jakim zakresie o transferach przed sezonem, bo polityka transferowa klubu w ostatnich latach, to chyba jedna z największych bolączek? Brakowało długofalowego planu i konsekwencji, czego efektem były wymiany co sezon 7-9 zawodników, a do tego dochodziła zbyt duża liczba obcokrajowców, co powodowało problemy z limitami. Czy nie warto zbudować w końcu jakiś mądry, wieloletni plan zakładający zbudowanie mocnego szkieletu drużyny i dokonywanie tylko niezbędnych zmian po każdym sezonie zamiast co roku „wietrzyć” szatnię?
– Wokół drużyny w Rzeszowie narosło bardzo wiele mitów. Generalnie sprawa była zawsze prosta. Za budowę drużyny w pierwszej kolejności zawsze odpowiadał trener, który oczywiście był ograniczony pewnymi uwarunkowaniami budżetowymi. Gdy sporządził listę zawodników, których chciał mieć w zespole, zawsze musiał otrzymać akceptację prezesa klubu. To jest całkowity mit, że sponsor angażował się w budowę drużyny. Można zapytać wszystkich trenerów, którzy u nas pracowali, że to oni budowali drużynę po konsultacji z prezesem klubu. W minionym sezonie za budowę drużyny odpowiadał przede wszystkim Piotr Gruszka, a na kolejnym miejscu był to Krzysztof Ignaczak. Tak ten proces budowania wyglądał i tak jest nadal.
– A może też w kontekście budowy zespołu i transferów trzeba pomyśleć o osobie doświadczonego dyrektora sportowego, który będzie się znał przede wszystkim na kwestiach sportowych?
– U nas zawsze za te kwestie odpowiada trener i to on musi wziąć odpowiedzialność za budowę drużyny. Taka funkcja dyrektora sportowego paradoksalnie powoduje, że rozmywa się odpowiedzialność za wyniki zespołu, zarówno te dobre, jak i złe. Często jest tak, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. To jest dobre powiedzenie nie tylko w naszym klubie, ale w ogóle w sporcie.
– Od kilku lat do Asseco Resovii przylgnęła łatka, że podpisuje kontrakty z siatkarzami już „wypalonymi” albo z graczami, którzy wymagają leczenia i w trakcie sezonu są notorycznie niezdolni do gry. Czy ktoś w klubie odpowiadał za zbadanie dokładnie stanu zdrowotnego danego gracza przed podjęciem decyzji o podpisaniu z nim umowy?
– Zgadzam się, że to była ogromna bolączka i problem naszego klubu. Mieliśmy bardzo wiele przykładów zawodników, jak choćby Mateusz Mika czy Julien Lyneel, którzy przychodzili do klubu i nie byli w pełni sprawni, gotowi do gry. To jest jedno z największych wyzwań i ja widzę w tym aspekcie bardzo duże pole do poprawy.
– Czy prawdą jest, że młodzi utalentowani polscy zawodnicy nie chcą grać w Asseco Resovii? Spotkał się pan z taką odmową, a jeśli tak do dlaczego tak się dzieje i kto za to odpowiada ?
– Nasza marka sportowa dalej jest silna. Natomiast wyniki sportowe, które zanotowaliśmy w ostatnich latach, też nie zachęcały tych najmłodszych zawodników do tego aby chcieli grać w naszym klubie. Mogę zapewnić, że robię wszystko, żebyśmy zbudowali mocny zespół i znacząco poprawili jakość naszej gry.
– Kto budował zespół na najbliższy sezon i jakimi kryteriami się kierował? Czy decyzje personalne co do zawodników były konsultowane z trenerem, a jeśli tak, to z którym – czy Emanuele Zaninim, który przyjechał w tym roku do Rzeszowa w roli takiego strażaka gaszącego już zgliszcza, czy z Alberto Giulianim ?
– W dalszym ciągu budujemy drużynę i liczymy, że uda nam się ją zbudować na wyższym poziomie w porównaniu do tego z ostatniego sezonu. Nie będę komentował tych spekulacji, które pojawiają się w mediach, na temat tego jak ta nasza kadra ma wyglądać. Jesteśmy na etapie budowy zespołu i wszystko jest teraz w grze. W momencie gdy sfinalizujemy proces budowy drużyny, to ogłosimy to w oficjalnych komunikatach. Razem z trenerem Giulianim liczymy, że uda nam się zbudować ciekawy zespół, który będzie grał znacząco lepiej niż ten z sezonu 2019/2020.
– Skoro Alberto Giuliani był już od dłuższego czasu przymierzany do Asseco Resovii i nie był związany kontraktem z innym klubem – to dlaczego nie pojawił się w Rzeszowie już w trakcie obecnego sezonu? Podobno już od listopada, po fatalnym początku sezonu, trwały poszukiwania trenera. Być może gdyby zmiana nastąpiła wcześniej, to zespół walczyłby bardziej o miejsce w fazie play-off niż o honor i uniknięcie spadku?
– Krzysztof Ignaczak wraz z Piotrem Gruszką dali z siebie wszystko. Natomiast ich decyzje personalne jeśli chodzi o dobór zawodników w ub. sezonie nie były udane i obaj ww. muszą wziąć odpowiedzialność, za to co się wydarzyło. Trener, jak i prezes, dostali pole do tego, żeby zbudować silną drużynę. Trudno też było skreślać Piotra Gruszkę po kilku nieudanych meczach. Pomysł żeby po dwóch miesiącach przychodzić z nową koncepcją, rewolucyjną, zakładającą całkowite zmiany, na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem.
– Tutaj jednak od razu nasuwa się pytanie, dlaczego wówczas nie zaakceptowano kandydatury Alberto Giulianiego i wybrano Emanuele Zaniniego, a teraz postawiono na szkoleniowca reprezentacji Słowenii?
– Nie można na to patrzeć w ten sposób. Kiedy ówczesny prezes wypracował pewną koncepcję związaną z Piotrem Gruszką, trudno było dokonywać zmian rewolucyjnych. Zawsze za te wybory, które zostały dokonane, trzeba brać odpowiedzialność. To nie jest tak, że my co 2-3 tygodnie będziemy podawać nowe nazwisko trenera, bo to tak nie działa.
– Czy w związku z przyjściem osoby trenera Alberto Giulianiego w sztabie trenerskim pojawią się duże zmiany? Kto będzie trenerem od przygotowania fizycznego, drugim trenerem, czy statystykiem?
– Na ten moment nie mam w tym temacie żadnych informacji do przekazania. Klub niezwłocznie będzie informował o kolejnych ruchach w komunikatach. Mamy podpisany kontrakt z Alberto Giulianim i liczymy, że uda się nam zbudować dobry sztab i drużynę. Wszystko jest teraz w grze. Umowę mamy z trenerem na rok, ale mamy nadzieję, że nasza współpraca będzie dłuższa.
– W jednym z wywiadów przed laty Adam Góral stwierdził, że jego marzeniem jest zbudowanie w Rzeszowie drużyny złożonej przede wszystkim z Polaków, reprezentantów Polski, najlepiej związanych z regionem po to, żeby ta drużyna miała korzenie i perspektywy na przyszłość. Do tej pory tego nie udało się zrealizować, czy jest to możliwe?
– Naprawdę będziemy się starali zbudować drużynę najlepszą jaką tylko można. Chcemy mieć w niej zawodników, którzy będą się identyfikowali z klubem. Asseco Resovia zawsze zachowywała się uczciwie w stosunku do wszystkich zawodników i liczymy na to, że uda się zbudować taką drużynę, w której gracze będą walczyć i będą oddani klubowi. Szczegółów nie mogę teraz zdradzić, bo jak wspomniałem – drużyna cały czas jest w budowie.
– Alberto Giuliani jest już siódmym trenerem ekipy z Rzeszowa w ciągu trzech ostatnich lat po Roberto Serniottim, Andrzeju Kowalu, Gheorghe Cretu, Piotrze Gruszce, Wojciechu Serafinie i Emanuele Zaninim. Co się takiego wydarzyło, że Asseco Resovia, która przez lata słynęła z dużej stabilizacji i cierpliwości do osoby trenera, stała się klubem, który tak często zmienia trenerów?
– Wszyscy wiemy, że wyniki sportowe w ostatnich latach były bardzo słabe. Generalnie to zawsze trener jest współodpowiedzialny za wynik. W tym sezonie mieliśmy trzech szkoleniowców. Piotr Gruszka nie dał rady poprowadzić zespołu w taki sposób, żeby osiągnąć wyniki na miarę oczekiwań i środków, jakie były zainwestowane w drużynę. Później na dwa mecze trenerem był Wojciech Serafin, a kolejnym szkoleniowcem został Emanuele Zanini. I tu chciałbym podkreślić, że ten ostatni przyjechał do Rzeszowa jako strażak i my mamy ogromny szacunek do pracy, jaką wykonał. Trener Zanini podjął się bardzo trudnego zadania odbudowy zespołu, który znajdował się w bardzo słabej dyspozycji. Widać było już symptomy poprawy. W klubie uznaliśmy jednak, że najlepszym kandydatem do objęcia funkcji trenera na nowy sezon będzie Alberto Giuliani. Jest to szkoleniowiec silnie zmotywowany do pracy w Rzeszowie i niezwykle utytułowany.
– Czy patrząc z perspektywy czasu – dużą czkawką nie odbija się przedwczesne zwolnienie trenera Roberto Serniottiego po zaledwie 2 miesiącach pracy i to w takim momencie sezonu, gdzie zespół miał do rozegrania mecze z niżej notowanymi rywalami i było pewne, że poprawi sytuację w tabeli?
– Nie ma co już wracać do przeszłości. Przeanalizowaliśmy sobie bardzo dobrze ostatnie sezony i wyciągnęliśmy wnioski z błędów. My teraz martwimy się o kwestie ekonomiczne i gospodarcze nie tylko naszego klubu, ale całej ligi. Stoimy przed ogromnym wyzwaniem związanym z koronawirusem. My tak naprawdę nie wiemy w tym momencie co się stanie z ligą.
– Czy myśleliście już o kwestii cen karnetów, które w Rzeszowie utrzymują się wciąż na bardzo wysokim poziomie, chyba najwyższym w kraju, a drużyna od 4 lat sukcesywnie co roku sportowo notuje duży spadek. Czy prezes ma jakieś pomysły, żeby odbudować dobre relacje klubu z kibicami i przyciągnąć ich na Podpromie – zwłaszcza teraz, kiedy tak wiele osób na skutek epidemii będzie borykać się z problemami finansowymi i może w pierwszej kolejności rezygnować z zakupu karnetu?
– Na pewno weźmiemy wszystkie te okoliczności pod uwagę. Kibice zawsze wspierali nasz zespół i jestem ogromnie wdzięczny, że mimo tak fatalnych wyników jakie osiągaliśmy, nie odwrócili się od nas, a frekwencja na meczach w Rzeszowie była w czołówce ligi. Trudno jednak teraz w obecnej sytuacji z wirusem przewidywać co będzie za trzy tygodnie, a tym bardziej we wrześniu i w sposób odpowiedzialny już teraz wypowiadać się w kwestiach cen biletów i karnetów.
– Czy nie ma obaw, że po takim kiepskim sezonie i wobec aktualnej sytuacji gospodarczej – od klubu odwrócą się dotychczasowi sponsorzy?
– Jestem bardzo szczęśliwy i zadowolony, że firma Asseco Poland zadeklarowała chęć pozostania w klubie na kolejne sezony. Natomiast bardzo wiele przedsiębiorstw, które sport wspomagało, znalazło się teraz w ogromnych tarapatach. Cała nasza energia i siła musi być nakierowana na to, abyśmy wspólnie pokonali konsekwencje, które spowoduje koronawirus. Liczymy, że PlusLiga wróci do normalnego grania od września czy października. W wielu klubach mamy problem z tym, że sponsorzy, którzy wydawali pieniądze na siatkówkę teraz walczą o swój byt, o miejsca pracy. W tym momencie sport zszedł na dalszy plan, a jego finansowanie jest bardzo zagrożone. I tu wdzięczność dla firmy Asseco Poland, która w tak trudnej sytuacji w dalszym ciągu chce wspierać siatkówkę. Musimy zrobić wszystko aby spróbować utrzymać tę siatkówkę na poziomie zbliżonym do dotychczasowego. Wydaje się, że funkcjonowanie ligi na dotychczasowych zasadach stoi pod dużym znakiem zapytania.
– Odnośnie osoby prezesa Asseco – Adama Górala – kiedyś przynajmniej kilka razy w sezonie bywał na meczach i kiedy drużyna miewała kłopoty organizował spotkania „motywacyjne” w szatni. Teraz próżno go znaleźć na trybunach – czy to oznacza, że w pewien sposób stracił cierpliwość i może nawet wstydzi się za to, jak prezentuje się na boisku współczesna Asseco Resovia?
– Prezes, mój wujek, większą cześć czasu spędza w Warszawie. Musi też bardzo dużo podróżować. Jest odpowiedzialny za ogromną firmę i nie jest w żaden sposób zaangażowany w bieżące zarządzanie klubem, więc z braku czasu nie może być też na meczach. Natomiast jak wspomniałem, Asseco Poland zadeklarowało nadal wspieranie siatkówki i z tego należy się cieszyć.
Rozmawiał Rafał Myśliwiec



One Response to "Za budowanie zespołu zawsze odpowiada trener"