KRAJ. Prowadzone w Polsce i na całym świecie badania próbują ustalić, kiedy skończy się epidemia. Postanowiliśmy porównać te prognozy z faktycznymi liczbami zakażeń. Wyniki są zaskakujące.
Liczba osób zarażonych w Polsce może wynieść około 9 tysięcy i powinna zostać osiągnięta w okolicach 25 kwietnia – wynika z modelu opracowanego przez spółkę ExMetrix zajmującą się prognozowaniem gospodarczym i społecznym. Zarówno prognozy amerykańskich naukowców, jak i nasze analizy zdają się potwierdzać tę tezę. Minister Łukasz Szumowski przyznaje, że wprowadzone obostrzenia i izolacja przyniosły efekty. Trudno jednak mówić o końcu epidemii. – To może być w grudniu, w styczniu lub jak zostanie opracowana szczepionka, czyli za 1,5 roku – zauważa szef resortu zdrowia.
Opublikowany 23 marca model przewidywał ok. 9 tysięcy potwierdzonych infekcji w Polsce i ich maksimum w okolicy 20 kwietnia 2020. Najszybszy przyrost osób zakażonych miał przypaść na okres 28 marca do 8 kwietnia, zaś po tym czasie liczba zachorowań powinna rosnąć w wolniejszym tempie. Według autorów raportu, sprawdzalność dotychczasowych prognoz dziennych wyniosła 94,4 proc.
Na początku kwietnia eksperci zaktualizowali swoje przewidywania, poddając model drugiej już aktualizacji. Prognoza nie uległa zasadniczej zmianie. Po wprowadzeniu nowych danych nadal przewiduje się, że szczyt zakażeń w naszym kraju osiągnie ok. 9 tys. przypadków, natomiast maksimum epidemii przesunięto w okolice 25 kwietnia.
Postanowiliśmy porównać prognozy ExMetrix z faktycznymi liczbami zakażeń. 22 marca różnica między prognozą a rzeczywistą liczbą przypadków wyniosła 46. W kolejnych dniach jedynie 24, 10 i 38. Nieco większe wahania zauważyć można w końcówce miesiąca. 1 kwietnia różnica wyniosła aż 152, ale przypomnijmy, że tego dnia przynajmniej w jednym laboratorium w Krakowie zabrakło odczynników do testów. W efekcie, statystyki Ministerstwa Zdrowia nie odnotowały żadnego przypadku koronawirusa. W kolejnych dobach różnice były stosunkowo niewielkie. Wyraźne odchylenie widać jednak 4 kwietnia. Ministerstwo postanowiło wtedy publikować 2 zamiast 3 raportów dziennie dotyczących statystyk zakażeń koronawirusa. Ich przyrost był więc odpowiednio mniejszy.
Co mówią najświeższe dane? Według zauktualizowanego modelu 7 kwietnia przewidywano 4979 zakażonych. Wartość rzeczywista to 4848. Na dzień 8 kwietnia prognozowano 5422. Według MZ zakażonych było 5205. Jeśli raport ExMetrix się sprawdzi, 10 kwietnia przekroczymy 6 tysięcy, a 12 kwietnia – 7 tysięcy.
Do podobnych wniosków co Polacy doszli naukowcy z amerykańskiego ośrodka badawczego. Współpracujący m.in. z Białym Domem The Institute for Health Metrics and Evaluation, oszacował, że szczyt epidemii, mierzony największą liczbą ofiar śmiertelnych ma przypaść 24 kwietnia. Wtedy należy się spodziewać nawet 104 ofiar śmiertelnych w ciągu jednego dnia. Przy czym prognoza zakłada margines błędu o kilka dni.
W maju liczba zgonów ma stopniowo maleć, zaś na przełomie maja i czerwca spaść do zera. Instytut z Waszyngtonu szacuje również, że liczba ofiar śmiertelnych w Polsce wyniesie od 1233 do 2956.
Nie zmarnujmy tego, co zyskaliśmy
Eksperci przypominają, że model pokazuje prognozę, która nie jest odporna na nagłe rozluźnienie dyscypliny. – Jeżeli zachowamy nadal ogromną dyscyplinę, jest szansa, że Polska uniknie drogi podobnej niż włoska czy hiszpańska. Być może unikniemy też scenariusza niemieckiego i miejmy nadzieję, że potoczy się optymistyczny scenariusz polski – podkreśla główny analityk ExMetrix Ryszard Łukoś.
Szef resortu zdrowia jest podobnego zdania. – Modele, które były aktualne tydzień temu, nie są aktualne dzisiaj. Obecne pokazują, że szczyt zachorowań będzie w ciągu najbliższych tygodni. Ale równie dobrze, jeśli będziemy mocno trzymali się reżimów sanitarnych, możemy ten szczyt przesunąć dalej – powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską Łukasz Szumowski. Stwierdził, że trudno mówić o końcu epidemii. – To może być w grudniu, w styczniu lub jak zostanie opracowana szczepionka, czyli za 1,5 roku – zauważył.
Wprowadzone obostrzenia przyniosły rezultaty. – Mamy dane, że jeżeli byśmy uwolnili naród, państwo, ludzi na święta, to byśmy mieli o 10, 20, 30 proc. więcej, a czasami o 50 proc. więcej zachorowań. Widzimy, że te krzywe przyrostu, w których oczekiwaliśmy, że będziemy już mieli 10 tys. zakażeń, jednak troszkę są wypłaszczone. Widać, że tu mamy efekt tej izolacji – podkreślił w radiowej Trójce Łukasz Szumowski.
Rozprzestrzeniania koronawirusa nie da się zatrzymać, ale można go spowolnić, zachowując się odpowiedzialnie oraz pozostając w domu – i w najbliższe święta i 10 maja. W końcu nie można zmarnować tego, co już udało nam się zyskać.
Wioletta Kruk




4 Responses to "Ile to jeszcze potrwa?"