
KRAJ. Rząd jest dumny z obostrzeń, które wprowadził, tymczasem prawnicy alarmują, że są niezgodne z prawem.
Zakaz wychodzenia z domu poza załatwianiem niezbędnych spraw, konieczność opieki dorosłego nad każdą osobą, która nie ma ukończonych 18 lat, nakaz zachowywania 2-metrowej odległości od innego przechodnia – to pomysły rządu, jak zahamować rozprzestrzenianie się koronawirusa. Kto się nie zastosuje, może liczyć się z bardzo dotkliwą karą finansową, nawet 30 tys. złotych. Od 1 kwietnia kary nałożone przez sanepid przekroczyły kwotę miliona złotych, a policja nałożyła blisko 8 tys. mandatów. Tymczasem prawnicy ostro krytykują te rozwiązania jako niezgodne z prawem, a także ze zdrowym rozsądkiem i zgodnie dodają: – Jeśli ktoś uzna, że dostał niesprawiedliwie mandat, to nie należy go przyjmować!
Wszyscy rozsądni ludzie mają dziś na ustach hasło „zostań w domu” i nic w tym dziwnego. Im bardziej ograniczymy swoje kontakty z innymi ludźmi, tym mniejszą szansę na zakażenie nas i innych damy koronawirusowi. Jednak wprowadzone przez rząd rozporządzenia dotyczące ograniczeń dla obywateli dały służbom narzędzie do karania Polaków niemal za wszystko. Policja może na podstawie kodeksu wykroczeń ukarać nas mandatem do 500 zł, a w skrajnych przypadkach nawet do tysiąca złotych. Sanepid ma większe pole do popisu, tu kara może wynieść nawet 30 tys. złotych.
Dwumetrowy absurd
– Wyszedłem z domu jedynie po papierosy – zwierza się nam mieszkaniec Podkarpacia. – Zaczepił mnie patrol policji i funkcjonariusze chcieli mi dać mandat, bo papierosy, ich zdaniem, nie są artykułem pierwszej potrzeby. Może dla nich nie są, a dla mnie są. W tej idiotycznej sytuacji uznałem, że nie będę ich uczył o nałogu palenia, przeprosiłem i skończyło się na pouczeniu „żeby to było ostatni raz” – śmieje się mężczyzna. – No cóż, obiecałem, ale palił i tak będę i jak mi „fajek” braknie, to i tak wyjdę, tylko że kupię coś jeszcze do jedzenia, żeby się mnie nie czepiali – wyznał. To, że jedynie od uznania kontrolujących zależeć ma, czy wyszliśmy z domu mając pilną potrzebę, czy też nie, budzi uzasadniony niepokój, także prawników – Absurdem jest to, że ocena tego, czy ktoś miał potrzebę wyjść z domu i czy ta potrzeba była uzasadniona, zależy tylko od widzimisię funkcjonariuszy podejmujących interwencję – zauważa w rozmowie z Super Nowościami sędzia Waldemar Żurek. – Zatem jest tu pełna dowolność interpretacji danej sytuacji ze strony funkcjonariuszy. To niedopuszczalne – podkreśla i dodaje. – Nie wzywam do anarchii i uważam zachowywanie ostrożności za słuszne, ale niektóre obostrzenia są absurdalne. Na przykład to, że nie można iść po ulicy w odległości mniejszej niż dwa metry z kimś, z kim się mieszka w jednym domu i śpi w jednym łóżku – śmieje się Waldemar Żurek. – Zdaje się, że niektórzy policjanci wykazują się nadgorliwością. Mam większe zaufanie do sądów, niż do takowych funkcjonariuszy i ich oceny sytuacji. Dlatego każdemu, kto uważa, że nie zasługuje na mandat, radziłbym go nie przyjmować. Wówczas sprawa trafi do sądu – przypomina sędzia Żurek.
W sądzie wygra, ale… za kilka lat
Były senator i poseł PiS, mecenas Andrzej Matusiewicz, także jest zdania, że wprowadzone obostrzenia powinny być traktowane przez pilnujących ich przestrzegania „z głową”. – Trzeba logicznie myśleć, a logika wskazuje, że to ograniczenie co do odległości nie dotyczy osób nam najbliższych, z którymi mieszkamy i przebywamy na co dzień – stwierdza A. Matusiewicz. – Egzekwowanie obostrzeń nałożonych przez rząd przez powołane do tego służby nie może być sprzeczne z logiką, ani mieć charakteru celowej represji. Dlatego jeśli ktoś jest przekonany, że nie zasłużył na mandat za łamanie tych obostrzeń, to tak jak w przypadku każdego innego mandatu, może go nie przyjąć. W takim przypadku sprawa trafi do sądu, a ten będzie ją rozstrzygał biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności – dodaje prawnik.
Zatem prawnicy są tu zgodni: jeśli mandat ma być wystawiony „za nic”, należy go nie przyjmować. Ale jak się okazuje, mandat to „małe piwo”. Sanepid bowiem, na wniosek na przykład policji, może na nas nałożyć znacznie dotkliwszą karę, bo do 30 tys. złotych i kara ta jest natychmiast egzekwowana. Na przykład 12 tys. zł kary spadło na rowerzystę, który samotnie przemierzał krakowskie bulwary. – Ustawodawca nadał tym karom rygor natychmiastowej wykonalności, więc decyzja nie musi być ostateczna, a już jest wykonalna – wyjaśnia sędzia Żurek. – To oznacza, że jest natychmiast wykonywana. W praktyce oznacza to, że fiskus natychmiast zajmuje konto ukaranego i ściąga z niego pieniądze. Jeśli ukarany nie posiada takiej kwoty na koncie, zajęte zostanie mu to, co ma, a reszta będzie natychmiast egzekwowana z majątku nieruchomego, albo ruchomego, jaki posiada. A jeśli nie ma i tego, taki obywatel będzie miał po prostu dług wobec państwa – tłumaczy sędzia. – Pomijając już, że te kary są niekonstytucyjne, bo nie został wprowadzony ani stan wyjątkowy, ani stan klęski żywiołowej, to są one niewspółmierne do czynów! Ktoś może stracić oszczędności, z których teraz, w czasach epidemii, miałby się utrzymać, za drobne wykroczenie! To zwyczajnie nieludzkie i bezprawne – stwierdza W. Żurek, dodając, że: – Od kary można się odwołać do sądu administracyjnego, ale już po jej wyegzekwowaniu. Następna instancja to Naczelny Sąd Administracyjny, ale pamiętajmy, że sądy obecnie nie prowadzą rozpraw i nie wiadomo, jak długo ten stan potrwa. Może się okazać zatem, że taki ukarany sprawę w sądzie wygra, ale… za kilka lat. Waldemar Żurek zwraca też uwagę na to, że w karaniu i ograniczaniu obywateli władza posuwa się już bardzo daleko. – Według mnie, to także forma „zamordyzmu” – mówi wprost sędzia. – Władza nałożyła na nas tak ostre ograniczenia po to, by potem je „łaskawie” luzować i zyskiwać sympatię – dodaje. – Za nic ma przy tym prawo i oczywiście Konstytucję!
Równi i równiejsi?
Liczne zastrzeżenia do rządowych obostrzeń ograniczających znacznie swobodę obywateli ma też Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar. – Rada Ministrów nie ma uprawnienia do wprowadzenia generalnego zakazu przemieszczania się. Mimo to, działając poza granicami upoważnienia ustawowego, w § 5 rozporządzenia wskazała, że poza wyjątkami, od 1 kwietnia 2020 r. do 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze RP przemieszczania się osób. Narusza to m.in. art. 92 ust. 1 Konstytucji, zgodnie z którym rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Stanowi to jednocześnie o naruszeniu art. 31 ust. 3 Konstytucji, wskazującym warunki ograniczenia w zakresie korzystania z praw i wolności, do których nieodzownie należy ustanowienie ograniczeń w drodze regulacji ustawowej – wskazuje rzecznik.
– Podczas epidemii grypy w 2008 roku ci sami parlamentarzyści i prawnicy, którzy teraz domagają się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej twierdzili, że epidemia takim stanem nie jest – przypomina mecenas Andrzej Matusiewicz. – Dlatego wówczas stworzono Ustawę o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, po którą teraz sięgnął rząd.
Wszyscy chyba zgadzamy się z tym, że czasowe izolowanie się od innych jest sensowne w walce z koronawirusem, Czy jednak rząd nie łamie prawa nakładając na nas drastycznie wysokie kary? I czy jesteśmy wobec prawa równi? To ostatnie pytanie nasuwa się samo, gdy przypomnimy sobie, jak najważniejsze osoby w państwie, a także zwyczajny poseł Jarosław Kaczyński i jego krewni, mogli się bezkarnie gromadzić przy okazji 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej.
Monika Kamińska



20 Responses to "Nie czujesz się winny, nie przyjmuj mandatu!"