Prawie dwa tygodnie temu, 6 kwietnia, przygotowano projekt ustawy. Dzień wcześniej projekt uchwały o zmianie regulaminu Sejmu RP, który umożliwiłby szybkie jej przyjęcie, nocne obrady i te wszystkie dziwne rzeczy, które obserwujemy od dawna. Przez te dwa tygodnie ten projekt ustawy leżał gdzieś w teczkach posłów wnioskodawców (m.in. Jarosława Kaczyńskiego, Jarosława Gowina i Mateusza Morawieckiego), aż ujrzał w środę, 15 kwietnia, światło dzienne.
To druk sejmowy 337 – o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, która wydłuża kadencję prezydenta Andrzeja Dudy do siedmiu lat. Obecną kadencję.
Po co – pytam? Przecież konstytucja określa jasno, że projekt rozpatrywać będzie można dopiero 30 dni po jego złożeniu. A zatem w połowie maja, już po planowanych korespondencyjnych pseudowyborach, dodatkowo Senat ma sześćdziesiąt dni na jej zatwierdzenie, co daje połowę lipca. A żeby dołożyć do piachu – wnioskodawcy nie uzyskają 2/3 głosów dla jej zmiany. Chyba że… przeprowadzą je po cichu w nocy, bez zawiadamiania opozycji. Nie zmienia to faktu, że i tak odbyć by się mogło to wszystko po zaplanowanym terminie pseudowyborów, co zdaje się oznacza, że nawet PiS w ten termin nie wierzy.
Albo… to kolejna „wrzutka” dla przykrycia tego, z czym mierzą się obywatele oraz doprowadzenia do wyborów w maju za wszelką cenę. Albo… do tego jeszcze wrócę….
Wykresy pokazują spadek wzrostu zakażeń, w czasie gdy tysiąc osób na Dolnym Śląsku czeka bezskutecznie na wynik i ludzie wychodzą z 14-dniowej kwarantanny bez jego uzyskania. Albo nie ma testów, gdy tak jak w Krakowie i Poznaniu (pisaliśmy o tym) kończą się odczynniki. Spada liczba testów– spada liczba zakażonych. Słupek na wykresie musi się jednak zgadzać. Rozgonimy zatem zgony do innych tabelek (choroby współistniejące), nie zrobimy testów (bo nie) i nagle okaże się, że jest bezpiecznie, więc tak jak zapowiadaliśmy rozmrozimy gospodarkę i ludzie się ucieszą, więc teraz można zrobić wybory. Pseudowybory.
Tylko, że oni wiedzą, że tak nie będzie i to się nie uda. Że są media oraz obywatele, i my możemy powiedzieć: sprawdzam, a poseł Kaczyński wobec takiego jasnego sprzeciwu musi ugiąć swoje ego. A jeśli wyborów teraz nie będzie, to plan pewnie jest taki, żeby je przesunąć jak najdalej wprzód – „w imię woli obywateli i troski o ich zdrowie w obliczu epidemii”.
Czyli przekładając na nasze – krótki stan wyjątkowy, a potem obrady Sejmu, które w zamierzeniu mają doprowadzić do tego, żeby w ogóle żadnych wyborów nie było, czyli zmienić Konstytucję RP i przedłużyć kadencję – tuż przed jej końcem – o dwa lata. Być może będzie to jedyna możliwość, żeby w ogóle mieć jakiegokolwiek prezydenta bez narażania życia i zdrowia ludzi. Wybory albo zmiana konstytucji? „Diabelska alternatywa”, której konsekwencje wziąć będzie musiała cała opozycja parlamentarna.
Ot, krótka historia zamachu stanu w 40-milionowym kraju.
Tymczasem epidemia gaszona jest statystykami, zaraz wypuszczą ludzi na ulicę w ramach „odmrożenia”, nikt nigdy nie dowie się, ile osób tak naprawdę było zakażonych i zmarło, a na koniec otrzymamy spektakl troski o nas i o Polskę podszyty fałszem i żądzą władzy. Po trupach do celu.
Utkwił mi w pamięci jeden z komentarzy internauty pod moim felietonem sprzed kilku dni – piętnującym łamanie prawa przez posła Kaczyńskiego, który za nic sobie mając przepisy i bezpieczeństwo obywateli jeździł limuzyną po Warszawie wraz z oficjelami ze swojej partii, najważniejszymi osobami w państwie (deja vu w dziesiątą rocznicę) – składając hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej. Pan Mirek napisał o Kaczyńskim: „Dużo robi dla Polski, to mu się należy trochę więcej.”
A ja się pytam, ile to jest „trochę więcej”? Czy stawianie siebie ponad prawem to już jest „trochę”? Czy plan zmiany konstytucji „bez trybu”, to jest trochę? Czy gdy poseł Kaczyński łamie prawo, to możemy ustalić, gdzie jest ta cienka granica, którą zwiemy „trochę”. Co to jest „trochę” panie Mirku? Ile uważamy, że można? Jak często?
Żyjemy w niejednoznacznym świecie uwikłanym w tragedię pandemii. Może warto pomyśleć o tym, co bardziej niż „trochę” możemy zrobić dla innych. Bardzo tego teraz wszyscy potrzebują.
Jakub Karyś, redaktor naczelny



5 Responses to "Druk 337"