Nie jestem za aborcją, ale przeciwko jej zakazowi

W środę pod obrady Sejmu, jak bumerang, wrócił obywatelski projekt nowelizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży „Zatrzymaj aborcję”. Projekt zakłada zniesienie możliwości przerwania ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkich i nieodwracalnych wad płodu (do 21. tygodnia ciąży).

Jego skutkiem było to, że już w 2018 roku w regionie nie wykonano ani jednej aborcji (w Polsce 1076). A działacze rzeszowskiej Fundacji Pro Prawo do Życia, wywiesili przed szpitalem w Rzeszowie, w którym wykonywano legalne aborcje, plakaty z rozczłonkowanymi płodami i napisem „tu zabijają dzieci z zespołem Downa”. Tymczasem w placówce wykonano tylko 3 takie zabiegi. W dwóch przypadkach płód nie miał mózgu, a w trzecim była ciężka wada serca, uniemożliwiająca życie. Teraz zabiegów nie wykonuje żaden szpital na Podkarpaciu. Kobiety mogą więc zrobić badanie prenatalne, które wykaże dysfunkcje płodu, a potem muszą wyjechać w poszukiwaniu placówki, która im pomoże na własną rękę (lekarz prowadzący ciążę może odmówić wykonania aborcji ze względu na konflikt sumienia, nawet nie wskazując, gdzie pacjentka ma realną możliwość przeprowadzenia zabiegu indukcji). Dlatego jestem za utrzymaniem aktualnie obowiązującego kompromisu aborcyjnego, bo to daje kobiecie wybór. Niełatwy, ale wybór. Nikt nie ma prawa oceniać tych kobiet-matek, które w trzech dopuszczalnych obecnie przypadkach zdecydowały się na usunięcie ciąży. To ich decyzja i nikt nie wie, czym okupiona, jakim cierpieniem i dramatem, może trwającym do dziś? I nikt nie jest na tyle bez winy, by mieć prawo rzucać w nich kamieniem. Uważam zresztą, że katolikom nie potrzeba żadna ustawa, która mówi: nie zabijaj. Mamy przecież 10 przykazań bożych, będących podstawą wiary katolickiej. To nie wystarcza? A środowiskom pro-life, które tak bardzo chcą przeforsować ustawę, podpowiadam, by zamiast jeździć i rozwieszać plakaty z rozerwanymi ciałami „abortowanych” dzieci, poczytały trochę na ten temat, by nie opowiadać głupot, a potem w takim samym stopniu zaangażowały się w pomoc matkom, które zdecydowały się urodzić niepełnosprawne dziecko. Bo to one, często pozostawione przez męża czy partnera, dźwigają cały ciężar opieki. Ich wspomóżcie – finansowo i psychicznie – a nie odwracajcie wzroku jak od trędowatych. Bo to one dźwigają prawdziwy krzyż.

Radziłabym także odwiedzić hospicja dla dzieci i zobaczyć bezmiar cierpienia ich podopiecznych. Polska już w tej chwili jest jednym z trzech krajów Unii Europejskiej, obok Irlandii i Malty, które mają najbardziej restrykcyjne ustawy antyaborcyjne. Czy chcemy wrócić do średniowiecza? Czy chcemy, by w XXI wieku kobiety nie mogły korzystać z nowoczesnych badań prenatalnych, aby lekarze bali się przeprowadzać badania płodu, bo za to może im grozić więzienie?! By do traumy u kobiety, która poroniła, dochodził strach przed oskarżeniem o zamordowanie dziecka? Czy o to nam chodzi?

Redaktor Anna Moraniec

One Response to "Nie jestem za aborcją, ale przeciwko jej zakazowi"

Leave a Reply

Your email address will not be published.