
PODKARPACIE. Policjanci interweniowali ponad 170 razy. Posypały się mandaty i wnioski do sądu.
Od 16 kwietnia Polacy mają obowiązek zasłaniania nosa i ust w miejscach publicznych. Zapytaliśmy policjantów, czy mieszkańcy naszego regionu wzięli sobie do serca nakaz noszenia maseczek lub innych nakryć twarzy. Okazuje się, że portfele kilkudziesięciu osób zdążyły się już uszczuplić z powodu mandatu, a sprawy kilkudziesięciu kolejnych trafią do sądu. Przypominamy, że brak nakrycia twarzy może nas kosztować nas nawet 500 zł.
– Nie ruszam się z domu bez maseczki – mówi pani Monika z Rzeszowa. – Skoro jest taki nakaz, to musimy go przestrzegać. Ale z tego co zaobserwowałam, nie wszyscy tak do tego podchodzą. Zdarzyło mi się już widzieć na ulicach osoby bez maseczek. I starsze i młodsze – dodaje. Jak przyznaje Super Nowościom rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie, od 16 do 23 kwietnia policjanci interweniowali w regionie ponad 170 razy wobec osób niezasłaniających nosa i ust. – Najczęściej osoby te pouczano, mam odnotowanych 250 takich przypadków, bo interwencje dotyczyły też grup osób – mówi nam nadkom. Marta Tabasz-Rygiel. – 30 osób, które zlekceważyły ten obowiązek zostało ukaranych mandatem. Skierowanych zostanie też 65 wniosków do sądu wobec tych, którzy odmówili jego przyjęcia – dodaje. A jak to wygląda w samej stolicy województwa? – Od 16 kwietnia interweniowaliśmy 20 razy wobec osób nieposiadających nakryć twarzy – mówi nam nadkom Adam Szeląg, rzecznik rzeszowskiej policji. – Większość osób zostało pouczonych, w przypadku 4 prowadzone są czynności wyjaśniają-ce w kierunku wniosków o ukaranie do sądu – dodaje. Jakie są z tego wnioski? – Tak naprawdę, zdecydowana większość mieszkańców naszego regionu stosuje się do przepisów – komentuje Super Nowościom Marta Tabasz-Rygiel. – 170 interwencji, 250 pouczeń, kilkadziesiąt mandatów, to może wydawać się dużo, ale… wystarczy przeliczyć. Do tych wszystkich interwencji doszło w ciągu 8 dni, czyli dziennie wychodziło po 20. A mamy 21 powiatów. To nie jest jakaś duża skala, bo szacunkowo to jedna interwencja na powiat. Policja nie podchodzi do tego aż tak represyjnie, przede wszystkim zwracamy uwagę. Jednak tam, gdzie dochodzi do incydentów i ignorowanie przepisów jest ewidentne, musi się skończyć się jakimiś konsekwencjami.
Katarzyna Szczyrek


