Politycy PiS walczą z samorządami o wybory

Rzeszów, podobnie jak i wiele innych miast w naszym regionie nie zamierza udostępniać Poczcie Polskiej danych wyborców. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE, KRAJ. Chociaż na Podkarpaciu PiS w minionych wyborach parlamentarnych mógł się cieszyć z dobrego wyniku, dziś na to, że podkarpaccy włodarze miast i gmin chętnie przekażą Poczcie Polskiej dane wyborców, liczyć nie może.

Partia rządząca najwyraźniej mocno się przeliczyła, sądząc, że samorządy lekką ręką oddadzą z jej polecenia Poczcie Polskiej rejestry wyborców ze swoich terenów. Coraz więcej włodarzy miast i gmin odmawia rządowi uczynienia tej „uprzejmości”, a to dlatego, że wydanie rejestrów jest zwyczajnie bezprawne. Tymczasem „dobra zmiana” nie odpuszcza, dochodzi już nawet do atakowania niechętnych łamaniu prawa samorządowców w mediach społecznościowych. Chociaż na Podkarpaciu PiS w minionych wyborach parlamentarnych mógł się cieszyć z dobrego wyniku, dziś na to, że podkarpaccy włodarze miast i gmin chętnie przekażą Poczcie Polskiej dane wyborców liczyć nie może. Wzorem samorządowców z całej Polski nasi rodzimi także nie chcą narażać się na ogromne kary za złamanie przepisów RODO. I trudno się dziwić, bo jak łatwo można się dowiedzieć „prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych może nałożyć karę pieniężną do 20 mln euro (…) za najpoważniejsze naruszenia, m. in. zasad przetwarzania danych, praw osób, których dane dotyczą, lub nie-stosowanie się do nakazów organu nadzorczego, a za pozostałe naruszenia do 10 mln euro (…). Ponadto można liczyć się z odpowiedzialnością odszkodowawczą w przypadku pozwu, a także karną w przypadku zawiadomienia do prokuratury”. (za portalem odo24.pl). Premier Mateusz Morawiecki i inni politycy PiS szczebli różnych przekonują samorządy, że żadnych kar nie będzie, bo żądania rządu w sprawie danych osobowych są zgodne z prawem. Nie jest to jednak ani pewne, ani nawet specjalnie przekonujące. Ustawa o wyborach korespondencyjnych na razie jest w Senacie i nie ma aktu prawnego, na podstawie którego można w ogóle przygotowywać wybory w formie korespondencyjnej. Mimo to rząd to robi! I robi to w pospiechu i jak się to mawia „na kolanie”. Najpierw samorządowcy dostawali maile nie wiadomo skąd, podpisane przez służby wojewodów z żądaniami bezzwłocznego wydania spisów wyborców Poczcie Polskiej. Adresaci, co było do przewidzenia, spisów nie wydawali, za to pozwalali sobie na krytykę takiego sposobu komunikacji z nimi w tak ważnej sprawie. Teraz żądania wydania rejestrów mają być opatrzone podpisami elektronicznymi, a jako podstawa prawna – chyba – podawane ma być polecenie premiera RP.

Są na „nie”

Choć Michał Dworczyk, szef Kancelarii Rady Ministrów publicznie wyraził nadzieję, że samorządowcy „opozycyjnie nastawieni wobec rządu nie ulegną „pokusie politycznej” wykorzystania pandemii koronawirusa do prowadzenia rozgrywki politycznej”, prezydent Rzeszowa, Tadeusz Ferenc zapowiedział, że spisów wyborców nie wyda, bo nie widzi podstawy prawnej do takiego działania. – Nic nie wiem o tym, by stanowisko pana prezydenta w tej sprawie miało się zmienić – poinformował nas wczoraj Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa. Prezydent Tarnobrzega, Dariusz Bożek także nie widzi możliwości spełnienia żądań wydania rejestrów wyborców w obecnym stanie prawnym. – Decyzję podjęliśmy po zapoznaniu się z opiniami prawnymi. Zarówno te naszych prawników, jak i ekspertyzy Fundacji Batorego, Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego i wielu innych, cieszących się niekwestionowanym autorytetem instytucji, są zgodne w tym, że w obecnej chwili udostępnienie takich informacji byłoby złamaniem rozporządzenia o ochronie danych osobowych. Aza to grozi odpowiedzialność karna i finansowa. Jeżeli ustawa o głosowaniu korespondencyjnym przejdzie cały przewidziany prawem tryb, zostanie uchwalona przez Sejm RP, podpisana przez Prezydenta RP i opublikowana w Dzienniku Ustaw, to dopiero wtedy można będzie wrócić do tematu. Dziś, bez odpowiedniego aktu prawnego regulującego sprawę głosowania korespondencyjne-go, nie wyobrażam sobie podjęcia innej decyzji, niż odmowa udostępnienia spisów wyborców – powiedział „Super Nowościom” prezydent Tarnobrzega Dariusz Bożek. Podobne zdanie wyrazili burmistrz Ustrzyk Dolnych, Bartosz Romowicz oraz prezydent Mielca Jacek Wiśniewski, a także prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun. Gdy ten ostatni ogłosił swą decyzję publicznie na konferencji prasowej on-line, wicemarszałek województwa podkarpackiego, przemyślanin Piotr Pilch na swoim profilu facebookowym napisał tak: – Jeżeli prezydent nie dopełni swojego obowiązku, ewidentnie złamie prawo i ograniczy lub złamie prawa wyborcze bardzo wielu mieszkańców Przemyśla, którzy chcieliby oddać głos w najbliższych wyborach. W tym mój i mojej rodziny – stwierdził P. Pilch. „Wywołany do tablicy” Wojciech Bakun odpowiedział: – Panie Marszałku proszę konkretnie o odpowiedź jakie przepisy zostaną złamane, proszę również o przytoczenie przepisów dotyczących głosowania korespondencyjnego, oraz przepisów stanowiących, że to Poczta Polska jest odpowiedzialna za przeprowadzenie wyborów. Podpowiem tylko, że art.99, który tak chętnie jest przytaczany nie wyczerpuje odpowiedzi na powyższe pytania. Działajmy w granicach obowiązującego prawa, tylko tyle – odpisał członkowi zarządu województwa pod-karpackiego. Dyskusja na profilu Piotra Pilcha wczoraj jeszcze trwała i była bardzo burzliwa. Wicemarszałek przekonywał wszystkich, z prezydentem na czele, że powinien on udostępnić spis wyborców, bo… w Przemyślu w ostatnich wyborach do Europarlamentu oraz do Sejmu i Senatu RP wielu mieszkańców głosowało na PiS. Bakun odpowiadał, że nie ma to znaczenia, bo za jakiś czas epidemia minie, a w urzędzie wrócą normalne kontrole. – Nie ma więc żadnego powodu żeby przestać stosować obowiązujące prawo – stwierdził Bakun. Nie obyło się bez obrażania prezydenta Przemyśla przez zwolenników „dobrej zmiany” oraz apeli by „pozbawić go stanowiska i do sądu”. Nie zrobiło to jednak na Bakunie wrażenia: – Spisu nie wydam, bo to byłoby sprzeczne z prawem – zadeklarował.

Mobilizacja obywateli

Niezależnie od decyzji samorządowców sami obywatele organizują się, by zapobiec wyciekowi ich danych osobowych do Poczty Polskiej. Między innym w ten sposób, że w mediach społecznościowych rozpowszechniają wzory pism, jakie należy wysłać do swego włodarza miasta czy gminy, by poinformować, że nie wyraża się zgody na udostępnianie swoich danych. Rządzący na razie udają, że problemu nie mają, bo jak podkreślają państwo jest w stanie odtworzyć sobie spisy wyborcze, to tylko kwestia czasu. No i zapomnieli, że jeszcze prawa, ale tym politycy PiS się nie przejmują. Opór samorządów i obywateli w sprawie rejestrów wyborców to jedno, a problem ze skompletowaniem składów komisji wyborczych, to drugie. W samej stolicy nie ma jeszcze 2/3 pełnych komisji obwodowych, bo nie ma chętnych. Jednocześnie Poczta Polaka szuka „członków komisji ds. dystrybucji pakietów wyborczych”, czyli tych, którzy zechcieliby dostarczać nam karty wyborcze. Zachęca Polaków, by polecali tę ofertę rodzinie i znajomym, co w dobie pandemii brzmi jak ponury żart.

Monika Kamińska, mrok

3 Responses to "Politycy PiS walczą z samorządami o wybory"

Leave a Reply

Your email address will not be published.