Jeszcze tydzień, dwa temu poruszaliśmy się wszyscy – ci, którzy mogli – po wymarłych miastach. Puste ulice, dwa, trzy spotkane przypadkowo samochody, zbłąkany przechodzień w bezskutecznym poszukiwaniu jakiegoś życia. Od kilku dni przystaję w korkach. Nie jakichś przesadnych, ale kilka samochodów na światłach, czasem nawet dwie zmiany, przechodnie na pasach, lekceważąco skupione grupy ludzi przed supermarketami.
Poczuliśmy nieśmiertelność? „Oj tam wirus – nic mi się nie stało, to i nic już się stać nie może. Przetrwaliśmy – myśli wielu, wracajmy do życia.”
Bardzo bym chciał. Bardzo też się boję, że ta nasza dezynwoltura odbić się może tragicznie, bo przecież żaden wykres nie spada – ani zakażeń, ani zgonów. W ogóle nic nie spada, może poza liczbą przeprowadzanych testów i zaufaniem do optymistycznych zapowiedzi o rozmrażaniu gospodarki, które na razie kierują przedsiębiorców do uwolnionych od obostrzeń, niemniej jednak porażonych suszą – lasów. Chyba tylko po to, żeby znaleźć możliwie mało wyschniętą gałąź do zawieszenia sznura.
Oczywiście zawsze znajdzie się temat zastępczy w postaci wyborów, który w obliczu permanentnego łamania prawa wznieci na chwilę wojnę polsko-polską i zagrzeją się „internety” toną komentarzy i opinii, żeby na chwilkę zapomnieć o codziennych problemach. Bo, o co pytają Polacy na tydzień przed wyborami prezydenckimi? Pytają czy w ogóle będą wybory. Już sam ten fakt powinien uniemożliwić ich przeprowadzenie. Bez przepisów, bez prawa, bez sensu – w obliczu ludzkich tragedii.
Tymczasem na weekend majowy zapowiadają się dawno nie widziane opady, więc jest mała szansa, że lud wytrzyma jeszcze trochę w domach, żeby zagrożenia nie eskalować, a lasy, parki, ogrody i skwery zazielenią się wreszcie prawdziwą wiosenną soczystością, byśmy jak najszybciej – może już na początku lata – mogli rozłożyć się bezpiecznie w słońcu i popatrzeć z pełnym nadziei uśmiechem na rodzący się powoli na nowo do życia świat po katastrofie. Z wiarą, że „jeszcze będzie przepięknie i jeszcze będzie normalnie” – życzę tego wszystkim Państwu z całego serca – dedykując słowa niezapomnianej Kory Jackowskiej: „I już wiem, że spadnie deszcz, drzewo znów się zazieleni, choć milknie głos co krzyczy we mnie, nie daje mi wytchnienia”.
Jakub Karyś, redaktor naczelny



12 Responses to "Wielka Majówka"