
Kandydat na prezydenta Polski ujawnił, jakie pakiety wyborcze mamy otrzymać do głosowania korespondencyjnego. – Nie ma na nich żadnych zabezpieczeń. Taki pakiet każdy może sobie wydrukować w domu w dowolnych ilościach – twierdzi Stanisław Żółtek.
Choć na razie nie ma ku temu podstawy prawnej, rząd głównie rękoma wicepremiera i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina oraz Poczty Polskiej, już przygotował dla nas pakiety wyborcze. Dotychczas nie wiemy, jak miałby wyglądać taki pakiet i jak ma być zabezpieczony? Jeden z kandydatów na prezydenta Polski w nadchodzących wyborach, Stanisław Żółtek, twierdzi, że pracownik wielickiej firmy, która jest podwykonawcą i zajmuje się kompletowaniem pakietów wyborczych przekazał mu jeden z nich. – Zrobił to z troski, będąc przerażony tym, że ani oświadczenie, ani nawet karta wyborcza nie mają żadnych zabezpieczeń – przekonywał Żółtek na konferencji prasowej w Krakowie. Poczta Polska nie komentuje doniesień kandydata, ale jak ustalili dziennikarze sprawą zajmuje się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Polacy w temacie wyborów korespondencyjnych są zdezorientowani. A to dlatego, że wszystko odbywa się na „wariackich papierach”. Ustawa dotycząca wyborów jest w Senacie, dziś będą się nią zajmować senackie komisje. Z izby wyższej naszego parlamentu „wyjdzie” w środę (6 maja) i wówczas albo nazajutrz zajmie się nią ponownie Sejm. Po tym, jak szef „Porozumienia”, czyli jednego z ugrupowań Zjednoczonej Prawicy, Jarosław Gowin zadeklarował, że jest przeciwny wyborom korespondencyjnym 10 maja, wcale nie jest pewne, że ustawa „przejdzie” w Sejmie. Mimo to rządzący do wyborów korespondencyjnych prą z uporem godnym lepszej sprawy i bez pardonu. A prą, bo wiedzą, że o ile te wybory Andrzej Duda ma spore szanse wygrać, to w odbywających się na przykład jesienią tego roku, czy przyszłorocznych najprawdopodobniej przegra. Dlatego władza nie waha się łamać prawa i wicepremier oraz minister aktywów państwowych, Jacek Sasin przed wejściem ustawy o wyborach korespondencyjnych w życie zlecił Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych druk kart do głosowania, a Poczcie Polskiej przygotowanie pakietów wyborczych oraz dostarczanie ich obywatelom.
Tajne i powszechne. Czy aby na pewno?
Zgodnie z zasadami wybory powinny być tajne i powszechne. To ostatnie oznacza, że każdy kto ma czynne prawo wyborcze, ma możliwość wybierać prezydenta RP. Jednak w tych wyborach nie jest to oczywiste, bo dysponujące rejestrami wyborców samorządy w większości odmówiły wydania ich Poczcie Polskiej bez podstawy prawnej. Rząd poratowało jego własne ministerstwo cyfryzacji, które ma nasze dane. Tyle, że akurat tych dotyczących wpisu do rejestru wyborców poza miejscem zameldowania nie ma. Co to znaczy dla nas? To, że ci, którzy zadbali o to, by móc głosować tam gdzie mieszkają, a nie tam gdzie są jedynie zameldowani, nie dostaną pakietu wyborczego. „Pójdzie” on tam, gdzie jesteśmy zameldowani! A tam ten, kto pakiet ze skrzynki pocztowej wyjmie, może znając zaledwie kilka naszych danych zagłosować za nas! Już samo to stawia pod znakiem zapytania sens i legalność przeprowadzenia tych wyborów, ale okazuje się, że to zaledwie niewielki „szczególik” w morzu samowolki i chaosu, jakie uprawia rząd w związku z wyborami.
Karty bez żadnych zabezpieczeń?
Dotychczas nie znamy wzoru karty do głosowania, ani nie wiemy, jak taka karta miałaby być zabezpieczona. Wielu pewnie uważało, że karty i inne elementy pakietu wyborczego będą mieć jakiś znak wodny, albo hologram uniemożliwiający ich podrobienie lub powielanie. Otóż najprawdopodobniej nie! Kilka dni temu kandydat na prezydenta RP, Stanisław Żółtek na konferencji prasowej w swoim rodzinnym Krakowie pokazał publicznie elementy pakietu wyborczego twierdząc, że to dokładnie taki sam pakiet, jaki mają otrzymać Polacy, by móc zagłosować w wyborach prezydenckich 10 maja. Ani koperty, ani oświadczenie o osobistym i tajnym głosowaniu, ani nawet karta wyborcza nie mają żadnych zabezpieczeń! Ta ostatnia z prawej strony ma czerwony pasek oraz opatrzona jest czerwoną, okrągłą pieczątką z godłem. Tyle, że nie wiadomo, czyja to jest pieczęć. – Taki pakiet każdy może sobie wydrukować na laserówce w domu w dowolnych ilościach – przekonywał Żółtek, który elementy pakietu wyborczego umieścił także na Twitterze i Facebooku.
Nie czarujmy się, Żółtek liczącym się kandydatem na prezydenta RP nie jest, niektórzy nawet do niedawna nie wiedzieli o tym, że kandyduje, tym bardziej, że z powodu koronawirusa nie ma przecież kampanii wyborczej. Skąd zatem ów kandydat miałby wiedzieć, jak będzie wyglądał pakiet wyborczy, czy sama karta do głosowania? Jak sam zdradził, pakiet miał mu przekazać pracownik pewnej prywatnej firmy z Wieliczki, zatroskany tym, że jego elementy są kompletnie niezabezpieczone i nijak nie da się zweryfikować autentyczności oddanego głosu.
Jak ów pracownik wszedł w posiadanie pakietu wyborczego? Firma, w której pracuje jest podwykonawcą innej prywatnej firmy z Piotrkowa Trybunalskiego, która dla Poczty Polskiej zajmuje się m. in. kompletowaniem pakietów wyborczych. Takich prywatnych podmiotów jest cała sieć, a o jakichkolwiek przetargach nic nie wiadomo! Wiadomo natomiast, że u jednego z pracowników piotrkowskiej firmy wykryto koronawirusa. Trafił do łódzkiego szpitala 28 kwietnia, a jego rodzinę oraz współpracowników poddano kwarantannie.
A może jednak z zabezpieczaniami?
Poczta Polska na pytania mediów w sprawie „wycieku” pakietu wyborczego odpowiedziała, że nic jej nie wiadomo na temat konferencji i medialnych doniesień Żółtka, więc się nie wypowie. Za to Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych zapewniła, że przygotowany na 10 maja pakiet wyborczy ma najlepsze zabezpieczenia. Nie podano jednak jakie. Nie wiadomo też czy PWPW wie co mówi, bo jak poinformowała TVN24 spółka, która według decyzji rządu została zobowiązana do wydrukowania odpowiedniej liczby oświadczeń o zagłosowaniu tajnym i osobistym, instrukcji głosowania oraz kart do głosowania miała druk tych ostatnich zlecić prywatnej firmie. Tymczasem, jak podało RMF FM Poczta Polska, która rzekomo o żadnym wycieku pakietu wyborczego nic nie wie, zawiadomiła o nim agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Stanisław Żaryn rzecznik ministra – koordynatora służb specjalnych pytany o to przez dziennikarza TVN24 skwitował sprawę krótko:- Nie komentujemy. Jednak jak donosi stacja ABW zajmuje się tą sprawą od chwili, gdy S. Żółtek na konferencji pokazał rzekomy pakiet wyborczy.
Z drukarki, internetu, bazaru…
Jeśli zatem rządzącym uda się jednak przeprowadzić 10 maja wybory korespondencyjne, to wcale nie jest pewne, że każdy z nas otrzyma pakiet wyborczy. Ale ponieważ można sobie go już dziś wydrukować na zwyczajnej laserowej drukarce, byle z kolorowym tuszem, a za kilka dni najpewniej będzie można kupić sobie takowy w Internecie, albo na bazarze, nie mamy się czym przejmować. Każdy będzie miał tyle pakietów ile zechce. I będzie mógł z nimi zrobić także co zechce. Ktoś może zechcieć użyć ich do głosowania – a proszę bardzo. Wypełni, podpisze i wrzuci do skrzynki. Tylko, że przypominamy, iż organizatorzy wyborów nie dysponują wzorami naszych podpisów. Zatem może się potem „okazać”, że głosowaliśmy 5 razy, na 5 różnych kandydatów. To nie ma żadnego znaczenia, ponieważ i tak wygrać ma tylko jeden – ten, który ma wygrać.
Monika Kamińska



7 Responses to "Pakiet wyborczy kupisz albo sam sobie wydrukujesz?"