
RZESZÓW. Jak najmłodsi radzą sobie w nowej rzeczywistości?
Mniejsza liczba dzieci, dezynfekcja pomieszczeń oraz zabawek, usunięcie pluszaków, a także dywanów i wykładzin – to jedne z wielu wytycznych, jakie musiały spełnić żłobki i przedszkola, aby mogły do nich wrócić dzieci. Rzeszów należy do nielicznych miast, które 6 maja były gotowe na powrót maluchów do placówek. Jednak, jak się okazuje, nie wszyscy rodzice, którzy deklarowali potrzebę opieki nad swoimi pociechami, przyprowadzili je już pierwszego dnia. Czy to oznacza, że w najbliższych dniach część placówek ponownie zostanie zamknięta?
Wg informacji podanej przez wiceprezydenta Rzeszowa, Stanisława Sienko, z zapisanych do żłobków 1360 dzieci rodzice przyprowadzili w środę 102, czyli 8 proc. ogółu. Z deklaracji wynikało, że opieki potrzebowało 204 dzieci (ok. 15 proc.). Z kolei w przedszkolach z zapisanych 6329 dzieci w placówkach pojawiło się 410 maluchów, a zatem 6,5 proc. Wcześniej rodzice 1556 z nich (ok. 25 procent) deklarowali, że chcą oddać swoich podopiecznych do placówki. W trzech z nich w środę nie pojawiło się żadne dziecko, ale codziennie są otwarte i czekają na swoich podopiecznych. Władze miasta nie planują zamykania któregokolwiek z przedszkoli. – Oczekiwaliśmy więcej dzieci, jest troszkę mniej. Może z racji pogody, może z racji przemyśleń rodziców. Trudno powiedzieć. Przedszkole oraz kadra są przygotowane. Spodziewaliśmy się, że przedszkola mogą zostać otwarte, wobec tego staraliśmy się to zorganizować – mówi Barbara Machniak, dyrektor Przedszkola Publicznego nr 6. Nauczycielki mają zapewnione środki ochrony indywidualnej, takie jak przyłbice czy maseczki. – Oczywiście te, które są przy drzwiach i mają kontakt z rodzicami obowiązkowo, natomiast w salach z dziećmi to jest wybór każdego. Używają ich, jeśli chcą, ponieważ w wytycznych ministerialnych nie ma takiego obowiązku – tłumaczy dyrektorka.
Zakaz wstępu dla rodziców
Wszystkie przedszkola są zobligowane do spełnienia wskazań GIS. Dlatego z sal zniknęły dywany i pluszaki, a pozostałe zabawki zostały zdezynfekowane. Najważniejsze – maluchy muszą być zdrowe. Nie mogą mieć żadnych objawów chorobowych, ani kontaktu z kimś, kto przebywa na kwarantannie. Przed wejściem, dzieci obowiązkowo mają mierzoną temperaturę. Rodzice nie wchodzą z nimi na teren placówki. Do szatni i potem na swoją salę dziecko przyprowadza opiekunka. Większość rodziców, ale i nauczycieli, najbardziej obawiało się o to, czy wśród maluchów uda się zachować reżim sanitarny. – U nas to funkcjonuje bardzo dobrze. Jak wszyscy, mieliśmy pewne obawy, ale wbrew pozorom najmłodsi potrafią się odpowiednio zachować. Zresztą dzieci bardzo szybko adaptują się do danej sytuacji. Może nam dorosłym jest trudniej, niż im – zauważa Renata Smyczyńska, dyrektor Przedszkola Publicznego nr 12 w Rzeszowie. – Wiadomo, gdyby w sali było po 25 osób, byłby problem, ale przy 12 jest to do można utrzymać reżim sanitarny – zapewnia dyrektorka. W czwartek w przedszkolu pojawiło się ośmioro dzieci, ale według deklaracji rodziców już od poniedziałku ma ich być więcej. – Te które przyszły, cieszą się. Rozmawiają, ale utrzymując odpowiedni dystans, proszą o zabawki lub same biorą te, które są dostępne. Później odkładają je w umówione miejsce do dezynfekcji – przekonuje Renata Smyczyńska. – Dzieci są też przygotowane przez rodziców. Od dawna się o tym mówi, więc nie są obojętne na informacje. Na pewno chodziły z rodzicami na spacery, widzą, jak oni ubierają maseczki, jak zachowują odstęp – wylicza.
Również na zewnątrz
Jeśli pogoda się poprawi, już w przyszłym tygodniu maluchy będą mogły wyjść również na zewnątrz. – Nie możemy opuszczać terenu placówki, ale mamy ogród z dwóch stron budynku, więc możemy podzielić grupy i wyjść na powietrze – dla higieny dzieci i ich dobra. Oczywiście z zachowaniem wszelkich wymogów sanitarnych – podkreśla nasza rozmówczyni.
Wioletta Kruk



2 Responses to "Bez szturmu na żłobki i przedszkola"