Oswajanie bezprawia i samowolki

Protest na Starym Mieście w Olsztynie w związku z wyborami prezydenckimi, które się nie odbyły. Fot. Arkadiusz Stankiewicz / Agencja Gazeta

KRAJ. Sytuacja z wyborami prezydenckimi zaczyna przypominać jakąś farsę. Kolejne bezprawne kroki rodzą następne.

Polacy są już zupełnie zdezorientowani, jeśli chodzi o wybory prezydenckie, ich termin oraz zgodność z prawem. Według założeń porozumienia pomiędzy Jarosławem Gowinem a Jarosławem Kaczyńskim, Sąd Najwyższy miał uznać nieważność wyborów, które miały się odbyć w niedzielę (10 maja), ale się nie odbyły. Tymczasem stanowisko Państwowej Komisji Wyborczej ujawnione po tychże „wyborach” jest takie, że wybory się nie odbyły. Teraz niektórzy twierdzą, że Sąd Najwyższy w tej sytuacji nie będzie orzekał o ważności niebyłych wyborów, więc marszałek Sejmu, Elżbieta Witek, ma 14 dni na ogłoszenie daty nowych wyborów. Tymczasem każdy z nas może złożyć protest wyborczy, a Sądowi Najwyższemu nie można zabrać kompetencji oceny ważności wyborów. Sytuacja robi się coraz bardziej absurdalna, a Polacy coraz mniej rozumieją z tego, co się dzieje.

– To przykład tego, jak jedna sprzeczna z prawem decyzja zrodziła następne i mamy teraz totalny chaos oraz „efekt domina”. Nie wiadomo, dokąd nas to zaprowadzi – komentuje całą sytuację Patryk Wachowiec, specjalista od prawa konstytucyjnego.

Karkołomne interpretacja PKW

O co właściwie chodzi? O to, że PKW potraktowała sprawę tak, jakby wszyscy kandydaci z wyborów 10 maja się wycofali. Tymczasem tak nie było. – To dość karkołomne interpretacja PKW i zupełnie niezgodna ze stanem fakty6cznym – zauważa Patryk Wachowiec. – Kandydaci wszak nie wycofywali się z wyborów, są i były zarejestrowane ich komitety wyborcze – wyjaśnia. Słychać głosy, jakoby takie stanowisko PKW zabierało Sądowi Najwyższemu możliwość orzeczenia o nieważności niedzielnych wyborów. – Nic podobnego – zastrzega nasz rozmówca. – Sąd Najwyższy ma kompetencje do oceny, czy wybory były ważne czy nie. Nie można zwolnić go z tego obowiązku, bo wynika wprost z konstytucji. To, że PKW twierdzi, że jej stanowisko nie podlega zaskarżeniu, nic nie znaczy. Poza tym zarówno komitety wyborcze kandydatów, czego należy się spodziewać, jak i zwyczajni obywatele mogą składać do Sadu Najwyższego protesty wyborcze i ów musi je rozpatrzeć – dodaje.

Może właśnie o to chodzi?

Wiele wskazuje na to, że takie, a nie inne działanie PKW w tej sprawie z założenia miało rządzącym ułatwić zorganizowanie wyborów prezydenckich w czasie możliwie najkrótszym i z zachowaniem pozorów zgodności z prawem. – Moim zdaniem, uchwała PKW jest niezgodna z prawem, bo wykracza poza jej kompetencje – stwierdza P. Wachowiec. – PKW, jak każdy organ państwa, ma działać zgodnie z prawem i w granicach prawa, działanie sprzeczne z nim jest niedopuszczalne – podkreśla. Tymczasem Marszałek Witek ma dwa tygodnie na ogłoszenie terminu nowych wyborów, ale ten termin nijak będzie miał się do konstytucyjnego zapisu, że wybory mają odbyć się najpóźniej 75 dni przed upływem kadencji aktualnego prezydenta. Ten termin mija już 23 maja, bo kadencja Andrzeja Dudy kończy się 6 sierpnia. Co się stanie, gdy nie da się przeprowadzić wyborów przed upływem jego kadencji? – W razie upływu kadencji i braku nowego prezydenta, obowiązki głowy państwa pełni zawsze marszałek Sejmu – odpowiada Patryk Wachowiec.

Może zatem rządzącym właśnie o to chodzi? Aby ta bardzo „zamieszać” sprawę wyborów, by bez ich przeprowadzania nadal prezydenckie obowiązki pełnił tak czy siak ich działacz. Obserwując to, co się dzieje niczego już nie można wykluczyć, ani przewidzieć.

Monika Kamińska

33 Responses to "Oswajanie bezprawia i samowolki"

Leave a Reply

Your email address will not be published.