No to się porobiło! Ledwo Koalicja Obywatelska ogłosiła, że wymienia kandydatkę na prezydenta RP z Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na kandydata Rafała Trzaskowskiego, a ekipa rządząca i jej sympatycy jakby obuchem w głowy dostali. Niby szyderczo się śmieją, że nic z tego nie będzie, ale gołym okiem widać, że to śmiech nader nerwowy i pełen strachu. A mają się czego bać, bo jeśli wygrałby kandydat KO, mogą zapomnieć nie tylko o robieniu sobie z Polski prywatnego folwarku, ale i o bezkarności za to, co wyprawiają dotychczas. A Trzaskowski nie udaje, że byłby dla nich łaskaw. Przeciwnie, otwarcie powiedział na przykład, że jego prezydentura to będzie koniec reżimowej TVP. W tzw. mediach narodowych i tzw. prawicowych zawrzało, podobnie jak w Internecie. Telewizji rządowej broni Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Jego szefowa, Jolanta Hajdasz, w wydanym na tę okoliczność oświadczeniu napisała: – Do jej (TVP – przyp. Autor) dziennikarzy skierował wyjątkowo szydercze słowa: „Śpieszcie się zadawać pytania, bo niewiele tygodni wam zostało”. Jest to próba zastraszenia przez polityka KO dziennikarzy mediów publicznych, która nigdy nie powinna mieć miejsca bez względu na jego ocenę ich pracy – stwierdziła Hajdasz.
Tu można byłoby się oczywiście zastanawiać, gdzie było CMWP SDP przez lata rządów PiS, gdy TVP z telewizji publicznej w błyskawicznym tempie stała się telewizją rządową, a następnie wręcz reżimową! Gdy zeszła do poziomu „Dziennika Telewizyjnego” w czasów PRL-u i to w najgorszym możliwym stylu. Gdy zajmowała się nie rzetelnym informowaniem obywateli, z których – przypomnijmy – ogromnych pieniędzy z woli rządzących korzysta, a opluwaniem tych, którzy tej władzy nie są przychylni. Po prostu na takie „drobiazgi” CMWP SDP uwagi nie zwracało przez te kilka lat. Podobnie jak na pomysły PiS z poprzedniej kadencji, jakoby politycy mieli weryfikować, kto może być dziennikarzem, a kto nie! Teraz jednak się „obudziło” i ochoczo broni „rzetelnych” dziennikarzy z TVP przed „złym wilkiem” Rafałem Trzaskowskim, co to ich zastrasza. No, ale czym ich w zasadzie miałby zastraszyć? Niby tym, że TVP i TVP Info przestałyby za jego prezydentury istnieć w takim kształcie, w jakim są obecnie? No i co? Świat się zmienia i telewizje też się zmieniają, łącznie z ich pracownikami. Tyle tylko, że pracownicy TVP zarabiają naprawdę duże pieniądze za pokorne, a nawet ochocze wykonywanie tego, czego życzy sobie od nich władza! Perspektywa utraty takich poborów otrzymywanych za bycie posłusznym może każdego załamać – wiadomo. I choć nie wiadomo w sumie jakim sposobem Trzaskowski, jako prezydent RP miałby samodzielnie zlikwidować TVP w obecnej formule, to blady strach i tak padł na tych, którzy dziś tworzą jej trzon. Padł, bo doskonale wiedzą, że kandydat KO powiedział po prostu to, co uważa każdy myślący i przyzwoity obywatel: TVP przestało być medium publicznym i służy tylko jako propagandowa tuba aktualnej władzy! Nie taka ma być rola medium publicznego utrzymywanego z pieniędzy podatników i trzeba to jak najszybciej zmienić, oczywiste. A że powiedział to na antenie TVP, niejako w oczy dziś tam pracującym na rzecz partii rządzącej ludziom, to się chwali, że za plecami nie gada, tylko prosto w twarz.
Liczyć na to, że coś się po tej deklaracji Trzaskowskiego w TVP zmieni, nie należy. Ci, którzy tam pracują nie mają już nic do stracenia, bo twarze już stracili. Należy się zatem spodziewać większego hejtu na opozycję i bardziej jeszcze służalczego gloryfikowania władzy. Pamiętajmy jednak, że żadna władza nie jest wieczna, a tych, którzy jej bezkrytycznie służą tonąc pociąga za sobą…
Redaktor Monika Kamińska



4 Responses to "Słowa Trzaskowskiego wzbudziły strach. I słusznie"