
TARNOBRZEG. Jedni marzą o nowym samochodzie, drudzy o nowej pracy, a jeszcze inni o wakacyjnym wypadzie. Jemu najbardziej potrzeby jest teraz używany wózek kąpielowo-toaletowy.
36-letni Arek skończył studia i chciał realizować się zawodowo, niestety seria nieszczęść i niepowodzeń, które go dotknęły, przerosły go. Cztery lata temu wyskoczył z okna na czwartym piętrze. Jego mama poświęciła wszystko, by ratować jedynaka.
Nie o takim losie marzyła dla swojego syna pani Mariola Mytych-Turek z Tarnobrzega. Stało się jednak tak, jak się stało i mimo iż Arek znajduje się od czterech lat w śpiączce mózgowej, stara się, aby ich życie biegło możliwie normalnie.
Do nieszczęścia, którego skutki Arek i jego mama dźwigają do dziś doszło 18 marca 2016 r. Arek wyskoczył z mieszkania z czwartego piętra.
– Gdy Arek skoczył, przyjechała karetka, policja. Rozpoczęła się reanimacja. Przewieziono go na OIOM tarnobrzeskiego szpitala. Spędził tam trzy i pół miesiąca. Po wybudzeniu ze śpiączki, był w stanie wegetatywnym, bez szans na powrót do zdrowia. Diagnoza, jaką usłyszała mama Arka była taka, że powinna umieścić syna w hospicjum, bo szans na poprawę jego stanu nie ma – wspomina pani Mariola.
Matka 36-letniego obecnie mężczyzny nie poddała się jednak i od tamtej pory walczy o poprawę stanu zdrowia syna i o jego ciągłą rehabilitację. Tarnobrzeżanka otrzymuje wiele wsparcia, ale obecnie najważniejszą rzeczą, jaka jest im potrzebna jest zakup używanego wózka kąpielowo-toaletowego.
– Arek przeżył dwie operacje na mózgu. Uraz zabrał wszystko: ruch, mowę, czucie. Wzrok wrócił po kilku miesiącach od przebytego urazu. Arek nie mówi, nie spożywa pokarmów ustami – karmiony jest dojelitowo przez pega – wyjaśnia pani Mariola. – Oddycha przez rurkę tracheostomijną. Jest w kontakcie wzrokowym skierowanym na wprost rozmówcy. Bardzo powoli wychodzi ze stanu wegatywnego, z roślinki. Lekarze skazali go na hospicjum „wykańczalnię życia-umieralnię”. Nie poddałam się. Zabrałam syna ze szpitala do domu, nie myśląc czy dam radę.
Od tamtej pory minęły już cztery lata. Lata walki o wszystko.
– Najpierw o bicie serca, o oddech, następnie o rehabilitację, o sprzęt do rehabilitacji, o życie jedynego dziecka. Nie sposób wszystkiego wymienić – nie kryje pani Mariola.
Opieka 24 godziny na dobę jest dla tarnobrzeżanki wyzwaniem. – Uwierzcie Kochani! Arek utracił mowę, nie zawoła o pomoc, trzeba być czujnym na wszystko, trzeba być w jego ciele – mówi pani Mariola.
– Ponad cztery lata rehabilitacji, praktycznie w warunkach domowych, zaowocowało powrotem nieskoordynowanych ruchów kończyn, wydobywaniem się nieokreślonych dźwięków z krtani, odpowiadanie mruganiem oczami na proste pytania oraz powrotem czucia ciała przy pogłębiającej się spastyce i przykurczy kończyn – wyjaśnia mama Arka. – Dotychczasowy wózek toaletowo-kąpielowy zużył się i zostaliśmy bez wózka. Mycie myjką na łóżku, to nie to co kąpiel pod bieżącą wodą. Dlatego proszę o wsparcie finansowe na kupno wózka. Wiem, że wózek nie jest tani, ale jest dostosowany do potrzeb syna. Uwierzcie Państwo, przy wzroście Arka prawie dwa metry i schorzeniu neurolopedycznym połączonym obecnie z agresją, to jedyne rozwiązanie kąpania, mycia głowy i golenia. Ciało syna zaczyna się powoli budzić. Nie wiem, ile zajmie to czasu, ale wiem, że jako matka będą walczyć o niego do końca moich sił.
Koszt zakupy wózka to 1300 zł.
mrok




One Response to "Ich świat runął jednego dnia"