
W wywiadzie dla Super Nowości Marcin P. relacjonuje przebieg strajku przedsiębiorców. Jak sam zaznacza, chce zachować pewną anonimowość, gdyż obawia się ewentualnych represji ze strony władzy.
16 maja ulicami Warszawy miał przejść strajk przedsiębiorców. Protestujący zostali zatrzymani przez Policję i zamknięci w kręgu, gdzie doszło do wielu kontrowersyjnych scen. Marcin P. (nazwisko do wiadomości redakcji), były zawodowy żołnierz, podzielił się z nami relacją z wydarzeń, po których stracił wiarę w policję i państwo.
– Uczestniczył Pan w strajku jako poszkodowany przedsiębiorca?
– Obecnie mieszkam w Norwegii i tam pracuję w firmie transportowej, a do Polski przylatuję na studia MBA do Warszawy. Planowałem otworzyć startup w Polsce, ale w tej niepewnej sytuacji gospodarczo-politycznej boję się po prostu ryzyka. Jestem byłym Podhalańczykiem, który był na misjach wojskowych w Iraku i Kosowie. Nie mogę patrzeć na to, co się dzieje w Polsce, więc mimo urlopu w naszym kraju, postanowiłem pojechać na strajk w imieniu mojej siostry i jako wsparcie dla swojej dziewczyny. Moja siostra prowadzi jednoosobową działalność od wielu lat i to, co słyszałem od niej bardzo mnie przygnębiło i sprawiło, że straciłem wiarę w dobre intencje naszego rządu. Od dwóch lat prowadzi walkę z ZUS-em i państwową biurokracją. Drugi powód mojej partycypacji w strajku to wsparcie dla mojej dziewczyny, która musiała zamknąć jednoosobową działalność we Wrocławiu i przez to straciła kilkadziesiąt tysięcy złotych.
– Był Pan wewnątrz przysłowiowego „kotła”, stworzonego przez oddziały policji?
– Na Facebooku dostaliśmy informacje, że strajk jest legalny, więc szliśmy z przekonaniem, że wszystko jest zgodne z prawem. Gdybyśmy tego nie wiedzieli, to zrezygnowalibyśmy z tego strajku. Przez policyjny megafon słyszeliśmy komunikaty, aby się rozejść, bo strajk jest nielegalny, więc zaczęliśmy być zdezorientowani i nie wiedzieliśmy, co się dzieje, skoro strajk był legalny wg informacji z obozu organizatorów. Okazało się, że w dzień strajku, chwilę przed jego rozpoczęciem wprowadzono nowe rozporządzenie, które nagle strajk czyni nielegalnym i na podstawie tego nowego rozporządzenia dostaliśmy mandaty. Dla mnie osobiście była to jakaś kpina i pokazanie, że mamy do czynienia z jakąś farsą i naciąganiem prawa. Następnie dostaliśmy komunikat, że jedno zgromadzenie jest legalne, a inne nie i że jeśli nie opuścimy miejsca zgromadzenia, to policja może użyć środków przymusu bezpośredniego. Nie wiedzieliśmy, co robić, zanim podjęliśmy decyzję policja zaczęła się formować w kordon i nas otaczać z każdej strony, również radiowozami, tak aby nikt nie mógł opuścić tego placu. Na dobrą sprawę zostaliśmy spacyfikowani, zanim jeszcze rozpoczął się oficjalnie strajk. Nie dano organizatorom dojść do słowa.
– Były jakieś przesłanki ku temu, że funkcjonariusze będą mieli bardzo agresywne nastawienie względem protestujących?
– Ze swojej perspektywy stwierdzam, że nie było najmniejszych przesłanek, aby policja zastosowała tak agresywne środki. Nie była na pewno właściwe zastosowana zasada proporcjonalności, a więc było użycie przesadnych środków w stosunku do zagrożenia. Wyglądało to jak z góry sprawnie zaplanowana i przemyślana akcja. Wszyscy policjanci mieli przy sobie gaz i pałki szturmowe. Ludzie byli spokojni i pokojowo nastawieni dopóki nie zaczęli nas ogradzać kordonem oraz wyłapywać pojedyncze osoby, nawet nie wiem dlaczego. Policjanci w bardzo agresywny sposób wyłapywali kolejnych strajkujących, co dodatkowo prowokowało ludzi.
– Protestujący prowokowali policję, czy odwrotnie?
– To policja ciągle prowokowała swoją agresją, ograniczaniem naszej przestrzeni oraz wyłapywaniem ludzi z tłumu w sposób mocno agresywny. Myślę, że o to im chodziło, aby później nas zdyskredytować. Wynika to z moich doświadczeń i wiedzy, jaką posiadam ze swojej służby jako żołnierz zawodowy. Jednak jest to tylko moja subiektywna opinia. Było mocno niebezpiecznie, mieliśmy poczucie zagrożenia ze strony policji. Podczas akcji tłamszenia i zaciskania się kordonu było naprawdę niebezpiecznie, wyciągali kolejnych ludzi, po prostu wrzało. Moja dziewczyna, po tym jak zostaliśmy stłamszeni jak sardynki, nagle poczuła się słabo, prawie zemdlała i miała poważne problemy z oddychaniem oraz chciało jej się wymiotować, prawdopodobnie ze stresu. Kilkukrotnie prosiłem o pomoc, rozmowę z dowódcą oraz wypuszczenie nas z „kotła”. Niestety policjanci nie reagowali. Tak samo było w przypadku pana, który przewrócił się obok mnie i prawdopodobnie miał zawał, ponieważ trzymał się za serce. Zacząłem szybko reagować, krzyczałem, aby policja, go wypuściła, a tłum zrobił miejsce, aby ten człowiek mógł oddychać, ktoś z tłumu zaczął mu pomagać, a ja pilnowałem, aby ludzie trzymali dystans i nie zabierali mu tlenu.
– Co było dalej?
– W końcu po naszych krzykach wyciągnięto tego pana do radiowozu, zamiast karetki, której w ogóle nie było na miejscu. Widziałem też mocno zdenerwowaną kobietę w ciąży, którą prawdopodobnie wyciągnięto siłą. Niektórzy policjanci poza kordonem, byli pomocni i spokojni. W większości byli to bardzo młodzi funkcjonariusze, którzy sprawiali wrażenie, jakby zostali ściągnięci prosto ze szkółki. Byli nieprzygotowani i chaotyczni. Podczas legitymowania mnie nawet się nie przedstawił. Później dowiedzieliśmy się, że zostajemy zatrzymani i będziemy wywiezieni poza Warszawę do Starych Babic. Słyszałem, że ludzi porozwozili po całym województwie, a niektórych nawet do Łodzi i wypuścili w środku nocy. Widziałem koło siebie młodą dziewczynę, która została zagazowana i była w złym stanie przez długi czas, starszego pana oraz kobietę w ciąży. Panował chaos.
– Gdyby nie było policji, to manifestacja miałaby spokojniejszy charakter?
– Jestem przekonany, że tak. Z tego co widziałem, rozmawiałem, choć ręczyć za wszystkich nie mogę. Mój odbiór był taki, że ludzie byli pokojowo nastawieni, a jedyne co chcieli zrobić, to wyrazić swoje niezadowolenie i zwrócić uwagę rządu na ich problemy i potrzeby. Ludzie nie mają za co żyć, firmy bankrutują, a rząd nic nie robi.
– Czy Pan jako uczestnik ucierpiał?
– Fizycznie nie ucierpiałem, bo byłem bardzo spokojny i nie dałem się sprowokować. Ale zostałem okłamany, zmanipulowany i wprowadzony w błąd przez policję. Policja nas celowo wprowadzała w błąd, nie pouczyła o naszych prawach, dopiero po 5 godzinach dostaliśmy notatkę o pouczeniu do podpisania. Podczas wypełniania protokołów panował chaos, nie poinformowano mnie czy mam jakieś zastrzeżenia i czy chcę je złożyć. Bo jak się dowiedzieliśmy później, po naszym zwolnieniu i konsultacjach prawnych, przyjęcie mandatu nie anuluje ewentualnej kary z Sanepidu w wysokości 5-30 tys. zł.
– Weźmie Pan udział w kolejnych strajkach?
– Chciałbym, bo marzy mi się wolny kraj od obecnej patologii i reżimu władzy. Kraj, w którym każdy obywatel będzie miał równe prawa, będzie jedność, solidarność, wsparcie i szacunek Państwa względem zwykłego obywatela. Marzy mi się ustrój, jak w Szwajcarii i zrobienie porządku na szczytach władzy, jak w Islandii oraz edukacja jak w Finlandii. Takiej Polski życzę sobie i moim rodakom.
Rozmawiał Rafał Bolanowski



20 Responses to "Zostałem okłamany, zmanipulowany i wprowadzony w błąd przez policję"