Tęsknota za piwem pod parasolami

– Jest na co narzekać, ale staramy się zachowywać umiarkowany optymizm – słyszymy od właściciela lokalu na rzeszowskim Rynku. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Okazuje się, że rzeszowianie obawiają się przesiadywania wewnątrz lokali. Bezpieczniej czują się w ogródkach letnich.

W połowie marca lokale gastronomiczne zostały ograniczone do prowadzenia działalności jedynie na dowóz lub na wynos. Od 18 maja restauracje, zachowując pewien reżim sanitarny, mogły wznowić działalność.

Miniony weekend był pierwszym od dłuższego czasu, kiedy rzeszowianie mogli skorzystać z ogródków letnich oraz wnętrz restauracji, kawiarni i barów zlokalizowanych m.in. na rzeszowskim Rynku. Szaleństwa nie było. Niemniej jednak, przedstawiciele lokali starają się spoglądać z optymizmem w przyszłość. – Czwartek i sobota były obiecujące. Troszeczkę tych klientów przez cały dzień się przewinęło. Znacznie słabszy ruch odnotowaliśmy w piątek i niedzielę. To jednak nie jest to, co było wcześniej – słyszymy od jednego z managerów restauracji.

Ucierpią lokale poza Rynkiem?

Wymogi i zalecenia dla gastronomii przewidują m.in. limit osób w lokalu (na 1 osobę musi przypadać co najmniej 4 mkw.), zachowanie 2 m odległości między stolikami oraz zachowanie dystansu 1,5 m od gości siedzących przy osobnych stolikach. Te obostrzenia w głównej mierze odbijają się na przychodach lokali, które nie znajdują się bezpośrednio na płycie Rynku. – U nas było beznadziejnie. Nie dość, że stoliki zmniejszyły liczbę klientów dwukrotnie, to ludzie nie chodzą. Środek jest również pusty. Dla nas to nie jest opłacalne – tłumaczy właścicielka lokalu.

Problemem restauratorów pozostają ceny za wynajem ogródków letnich. Ratusz nie zdecydował się (wzorem innych miast) na jakiekolwiek ulgi. Cena wywoławcza w mieście za 1 mkw. wynajmu wynosiła 1,30 zł (netto) za jeden dzień. – Prawdopodobnie w tym tygodniu wyślemy do władz miasta pismo ws. zmniejszenia aktualnych cen za wynajem ogródków letnich – dowiadujemy się od najemcy.

Zyski uzależnione od pogody

Okazuje się, że znaczna większość mieszkańców Rzeszowa nie chce niepotrzebnie ryzykować i wybiera miejsca w ogródkach lub przy ustronnym stoliku wewnątrz restauracji. – Troszkę obawiają się siedzenia wewnątrz lokali. Wybierają ustronne, pojedyncze, schowane stoliki – mówi nam właściciel dwóch rzeszowskich lokali. Biorąc pod uwagę niezbyt duże zainteresowanie przesiadywaniem wewnątrz restauracji, kluczową kwestią, która wpłynie na przychody lokali, będzie pogoda. Jeżeli ta dopisuje, to restauratorzy posiadający ogródki letnie, mogą przyjąć więcej klientów.

Wszystko wskazuje na to, że zarówno mieszkańcy, jak i właściciele lokali zatęsknili wzajemnie za sobą, bo choć z wiadomych względów, aktualne przychody będą znacznie odbiegać od tych, które były notowane w okresie sprzed pandemii koronawirusa, to pomimo stosunkowo niskiej frekwencji są oni zadowoleni z możliwości prowadzenia działalności. Możemy się również spodziewać, że z każdym kolejnym dniem na rzeszowskim Rynku będą coraz większe tłumy.

Rafał Bolanowski

7 Responses to "Tęsknota za piwem pod parasolami"

Leave a Reply

Your email address will not be published.