Nie żyje doktor Andrzej Szaniawski, ofiara niesłusznego oskarżenia przez prokuraturę Zbigniewa Ziobry.
Był marzec 2006 r., gdy z szanowanego specjalisty w dziedzinie psychiatrii stał się naraz podejrzanym. W areszcie tymczasowym spędził niemal rok. W sali sądowej – kolejnych kilka lat. – Areszt go złamał, a proces dobijał – komentuje Super Nowościom Maria Ejchart-Dubois, prawniczka związana z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, która była na wszystkich rozprawach doktora Szaniawskiego. – Serce mi się krajało, gdy widziałam go na ławie oskarżonych. Zresztą zawsze się kraje, gdy widzi się na niej niewinnego człowieka…
Zanim jednak Andrzeja Szaniawskiego i oskarżoną razem z nim w tym procesie Urszulę Ludwikowską sąd uznał za niewinnych, musiało upłynąć 7długich lat. – To był jeden z najbardziej przejmujących procesów w moim życiu, bo od samego początku nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, że doszło do najbardziej obrzydliwego naruszenia praw człowieka, a oskarżenia względem doktora Szaniewskiego są zupełnie bezpodstawne – przyznaje nasza rozmówczyni. – Proces był też zdecydowanie za długi jak na taką sprawę… Ona wcale nie była trudna dowodowo. Kilku świadków do przesłuchania i opinia rzeczoznawcy. Proces jednak trwał i trwał, a my ciągle jeździliśmy do sądu w Pruszkowie.
Zatrzymanie
Zacznijmy od początku, od roku 2006, kiedy Andrzej Szaniawski pracował jeszcze w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach. 20 marca został zatrzymany pod zarzutem przyjęcia korzyści majątkowej w postaci pieniędzy. Łapówkę – jak wyliczyli śledczy w łącznej kwocie 2,5 tys. zł. – miał rzekomo przyjąć w 2000 r. Wraz z Szaniawskim zatrzymano wtedy jeszcze doktor Urszulę Ludwikowską, która byłą ordynatorem psychiatrii sądowej w tym samym szpitalu. Ją również – pod zarzutem przyjęcia korzyści majątkowej, ale w postaci „drogocennej” figurki. – Oboje byli biegłymi sądowymi – mówi Maria Ejchart-Dubois i dodaje, że łapówki – zdaniem prokuratury – mieli niby otrzymać w zamian za sporządzenie na potrzeby sądu fałszywej opinii lekarskiej dotyczącej stanu zdrowia sprawcy śmiertelnego wypadku drogowego – piekarza z Ostrołęki. – Ten mężczyzna sam został poszkodowany w tym wypadku i długo przebywał w szpitalu psychiatrycznym – opowiada nasza rozmówczyni. – Sąd chciał, żeby wypowiedzieli się kiedy – biorąc pod uwagę stan zdrowia skazanego – będzie mógł odbywać karę więzienia. Nie chodziło o jej uniknięcie, a odroczenie.
Na podstawie opinii doktora Szaniawskiego oraz doktor Ludwikowskiej odbycie kary zostało mu odroczone o 6 miesięcy. – Z tym że ich opinia była jak najbardziej prawdziwa i wydali ją zgodnie ze stanem faktycznym. Później zresztą potwierdzili to biegli – dodaje Maria Ejchart-Dubois.
Skąd więc podejrzenie o rzekome łapówkarstwo? – Zostali pomówieni przez osobę, która już wcześniej dopuszczała się podobnych przestępstw. Która oszukiwała dla swoich celów. W tym procesie też kłamała – mówi prawniczka. – Jeżeli chodzi o doktora Szaniawskiego, zeznała przed sądem, że przyjmował pieniądze od pacjentów. Że niby wkładało mu je do fartucha. Tyle, że… on go nie nosił, bo taki miał zwyczaj.
A u doktor Ludwikowskiej? – Wyciągnięto jej to, że od rodziny tego piekarza dostała pewną figurkę… – wspomina prawniczka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Ta niby drogocenna, jak twierdziła prokuratura figurka, okazała się szklanym bibelocikiem kupionym na targu we Francji, za grosze. W akcie oskarżenia miała natomiast wartość kilkuset złotych….
Potem okazało się, że naprawdę 45 zł. Tak samo jak to, że doktor Szaniawski żadnych łapówek nie brał. – Tak, ale niestety akt oskarżenia początkowo oparty był wyłącznie na zeznaniach tej kobiety – dodaje prawniczka.
Odtrąbiono sukces
Wróćmy jeszcze do samego zatrzymania doktora Szaniawskiego i doktor Ludwikowskiej. To były czasy kampanii antykorupcyjnej Zbigniewa Ziobry wymierzonej w lekarzy. – Tak, to był czas rozprawiania się PiS-u z lekarzami i pamiętam, że zatrzymanie tej dwójki odtrąbiono w ogóle jako wielki sukces prokuratury – przypomina Maria Ejchart-Dubois. – Mówiono wtedy, że to wielka afera korupcyjna, jedna z macek ośmiornicy ostrołęckiej. Niestety,bb długo zajęło rozwiązywanie supła kłamstw skupionych wokół urojonej grupy przestępczej… której w rzeczywistości w ogóle nie było. Zwykle w takich sprawach to proces jest szokujący, ale nas zszokowało i nadal szokuje to, że oni w ogóle zostali zatrzymani! I to na taki długi czas – dodaje nasza rozmówczyni.
Doktor Szaniawski spędził w areszcie tymczasowym niemal rok, a doktor Ludwikowska 9 miesięcy. – I wciąż trudno uwierzyć, że olbrzymia krzywda tych ludzi opierała się na zwykłym kłamstwie. Raz, że oni w ogóle nie powinni byli do niego trafić, a dwa, że na pewno nie na tak długo – komentuje prawniczka. – Doktor Szaniawski nie był wtedy jeszcze tak bardzo chory. Złamało go to uwięzienie. Mocno podupadł na zdrowia. Ale już wtedy miał cukrzycę i złamaną szczękę. Ale jego cierpienie dla nikogo nie było wtedy ważne. Szczękę później trzeba było znowu łamać, bo źle się zrosła. Wszystko dlatego, że długo nie mógł doczekać się pomocy. Z kolei doktor Ludwikowska miała groźnego tętniaka płuc. Już sam ten fakt powinien być powodem, dla którego trzeba było odstąpić od zatrzymania. Tymczasem drobną, bo ważącą zaledwie 47 kilogramów kobietę wożono do przychodni ze skutymi rękami i nogami. To jakiś absurd! – nie kryje złości Maria Ejchart-Dubois.
Spadli z bardzo wysoka…
Jak wspomina Pani sam proces? – Przed oczami wciąż mam doktora Szaniawskiego… – przyznaje – Oni byli szanowanymi lekarzami. Wysokość z której nagle spadli była bardzo duża. Po doktorze bardzo było widać, że go to wszystko złamało. Niesamowicie przykro było na to patrzeć. On już nie był tą samą osobą.
Udało jej się z nim kilkukrotnie porozmawiać. – To nie były jakieś długie rozmowy, raczej wymiana kilku zdań na sądowym korytarzu w oczekiwaniu na rozprawę – przyznaje nasza rozmówczyni. – Doktor Szaniawski był bardzo skryty, zamknięty w sobie. Miał też kłopoty z mówieniem. Widać było po nim, że ogromnie mu to wszystko doskwiera.
Ostatecznie obydwoje lekarze zostali uniewinnieni. – Przerażające w tym wszystkim jest to, że mogło zdarzyć się każdemu i w każdym czasie. W tej chwili jesteśmy w o tyle gorszej sytuacji, że jakieś urojone procesy ministra Ziobry to nie jedyne zagrożenie. PiS stara się przejąć kontrolę nad sądami, które i tak w dużej mierze są już mu podporządkowane. Wtedy tak jeszcze nie było… Ta sprawa najlepiej pokazuje dlaczego sądy powinny być niezależne od każdej władzy.
***
O śmierci Andrzeja Szaniawskiego Maria Ejchart-Dubois dowiedziała się w miniony poniedziałek. Poinformowała o niej Renata Kim, która w 2015 r. opisała w tygodniku „Newsweek” sprawę lekarza. Doktor Szaniawski tak komentował w nim swoje uniewinnienie i zasądzone mu odszkodowanie za doznane krzywdy – 450 tys. zł: – Chyba nie można naprawić tego, co się stało. Nie będę już nigdy lekarzem. A poza tym, jakby poważniej traktować opinie lekarzy, to się ze mnie zrobił wrak – mówił gorzko dziennikarce w wywiadzie.
Katarzyna Szczyrek



13 Responses to "Jak z lekarza zrobiono łapówkarza"