Akcja #Hot16Challenge2, czyli rapowanie dla poratowania naszej służby zdrowia w dobie koronawirusa przynosi nie tylko pieniądze dla niej, ale też kolejne zaskoczenia dla nas. Nie tak dawno zdawało się, że 16-wiersz w wykonaniu Andrzeja Dudy z ostrym cieniem mgły, to będzie najbardziej zaskakujący kawałek, ale jednak nie. Nikt chyba nie powie, że nie zaskoczyła go piosenka „Państwo z dykty” w wykonaniu pewnego młodego człowieka studiującego filozofię o ładnym słowiańskim imieniu Ziemowit.
Słowa utworu, delikatnie mówiąc, nie zostawiają suchej nitki na rządzącej koalicji: „Rządzi nami Zjednoczona Prawica; Mnie już od tego strzela k*****a; Jak tak dalej pójdzie Totalna kaplica” – rapuje młody człowiek na koniec dodając, oczywiście w rytmie, że PiS czeka „polityczna mogiła”. Piosenka szybko stała się sensacją i to bynajmniej nie z powodu wulgaryzmów, bo te są swoistą normą w raperskich utworach. Otóż śpiewający ją Ziemowit nosi nazwisko Gowin. I nie jest to przypadkowa zbieżność nazwisk z Jarosławem Gowinem, szefem koalicyjnego „Porozumienia” współtworzącego Zjednoczoną Prawicę. Rapujący młodzieniec to syn byłego wicepremiera.
Zostawmy jednak młodego pana Ziemowita, bo choć jego piosenka jest lepsza i treściwsza niż to, co o ostrym cieniu mgły odśpiewał prezydent RP, nie pan Ziemowit jest jednak w związku z nią postacią centralną. Wiadomo było, że po takim „numerze” Jarosław Gowin będzie zewsząd „atakowany”, by jakoś twórczość syna skomentował. Można posła Gowina lubić, albo nie, można się z nim politycznie zgadzać, albo nie, można go w końcu, co czynią niektórzy, krytykować za zbyt elastyczny „kręgosłup polityczny”, ale jednego odmówić mu nie można. Nie można mu odmówić, że posiada umiejętność udzielania dyplomatycznych wypowiedzi opanowaną w stopniu niemal doskonałym. Nawet jego słynne „Głosowałem, ale się nie cieszyłem”, choć niektórych śmieszyło, było tak naprawdę majstersztykiem dyplomacji. Teraz też J. Gowin zachował kamienną twarz i stoicki spokój. Na pytania, cóż on, bądź co bądź członek Zjednoczonej Prawicy, na którą delikatnie mówiąc nerwy biorą jego syna, na piosenkę o tym, odpowiada: – Syn jest dorosły – dodając jeszcze zapewnienia o dobrych relacjach rodzinnych.
Czyli Gowin senior dyplomatycznie wybrnął, jak zawsze. Ale nie wszyscy w obozie Zjednoczonej Prawicy słyną ze sztuki dyplomacji, a też, nie czarujmy się, z kultury słowa i gestu. O „Państwo z dykty” i jego wykonawcę zapytano szefa klubu parlamentarnego PiS i wicemarszałka Sejmu RP w jednym, Ryszarda Terleckiego. – To jakiś świr – powiedział o Ziemowicie Gowinie tenże. Na uwagę pytającego, że to wszak syn Jarosława Gowina, Terlecki skrzywił się z niesmakiem i z udawanym zdziwieniem wycedził: – Tak? Nie wiedziałem. W to, że marszałek Terlecki nie wiedział, kto zacz ów młody Ziemowit Gowin uwierzyć raczej trudno. Skąd jednak taka ocena rapującego okraszona w dodatku takim grymasem, w którym niestety panu marszałkowi jest jeszcze bardziej nie do twarzy, niż normalnie? Przecież marszałek Terlecki, który wywodzi się ze środowiska hipisów na pewno zna bardziej wulgarne słownictwo, niż to, którego użył Z. Gowin w swym 16-wierszu. Czyżby, jak mówi porzekadło: zapomniał wół, jak cielęciem był? Naturalnie rodzi się pytanie: czy lider „Porozumienia” koledze ze Zjednoczonej Prawicy takie słowa pod adresem swego syna zapomni? J. Gowin pytany o te słowa stwierdził dyplomatycznie, że porozmawia o tym z Terleckim w cztery oczy i na pewno bez użycia słów typowych dla rapu.
W to można uwierzyć, ale w to, że J. Gowin będzie miły, raczej nie. Najprawdopodobniej kulturalnie i dyplomatycznie zmiesza Terleckiego z błotem. Może to dziwne, ale jakoś mi nie żal tego ostatniego…
Redaktor Monika Kamińska



4 Responses to "Według marszałka Terleckiego, syn posła Gowina to… świr"