
– Na poniedziałek zapowiadane są akcje poparcia dla Pana. Czuje Pan to, że polskie społeczeństwo jest z Panem?
– Oczywiście. To dodaje mi otuchy i daje przekonanie, że to, co robię jest ważne i potrzebne. To także sygnał dla innych sędziów, że Polacy dostrzegają to co robimy i nie godzą się na to, by za to nas karać.
– Ma Pan takie przekonanie, że to co Polacy teraz robią wobec Pańskiej sprawy, wobec Pana, to wyraz ich sprzeciwu przeciwko temu, co rządząca ekipa wyprawia z polskim wymiarem sprawiedliwości?
– Przy całej wdzięczności, jaką czuję teraz wobec Polaków wspierających mnie, mam świadomość i przekonanie, że te wyrazy poparcia nie są skierowane tylko do mnie. Odbieram to tak, że są adresowane do nas wszystkich. Do tych sędziów, którzy od kilku lat mówią o wartościach konstytucyjnych, jak praworządność, niezależność, niezawisłość sędziów. Widać, że to jest ważne nie tylko dla nas, ale także dla wszystkich obywateli. To cieszy i jest bardzo budujące.
– Jednak Pan stał się swoistą ikoną sędziowską w walce o wolne sądy. W każdym razie jedną z najważniejszych, na pewną jedną z pierwszych…
– Takich sędziów jest na szczęście wielu. Ze mną jest może tak, że mieszkam w Warszawie, więc media mają do mnie stosunkowo łatwy dostęp.
– Ale bywa Pan w całej Polsce...
– Jeśli tylko jestem zapraszany przez obywateli na spotkania, to bardzo chętnie jeżdżę po Polsce. Wszyscy jesteśmy świadkami tego, że na naszych oczach rodzi się nowy typ sędziego – sędzia obywatelski. To sędzia, który spotyka się z ludźmi, rozmawia, odpowiada na pytania, dyskutuje, nie ogranicza swej działalności do sali sądowej. Nie jest to pouczanie ex cathedra, ale dialog i rozmowa. Z tego korzystają nie tylko obywatele, ale i my – sędziowie. Ja na takich spotkaniach bardzo wiele się uczę i jestem za to wdzięczny. Słucham, czego obywatele oczekują od wymiaru sprawiedliwości, jak rozumieją prawo, jak widzą sędziów, po prostu, jakich chcą sądów.
– Za to „sędziowanie obywatelskie” szybko się Pan naraził władzy …
– Dwa albo trzy razy wzywano do mnie do wyjaśnień w związku z tymi spotkaniami obywatelskimi. Potwierdziłem, że uczestniczę w takich spotkaniach i nadal będę to robił.
– Dlaczego o to pytano? Czy sędziom nie wolno spotykać się z obywatelami?
– Moim zdaniem nie tylko wolno, ale jest to nawet obowiązkiem sędziego. Szczególnie w dzisiejszych czasach ważne jest, by sędzia wyjaśniał obywatelom, jaka jest rola wymiaru sprawiedliwości, dlaczego zasady konstytucyjne są ważne dla nas wszystkich. Jestem przekonany, że takie spotkania o charakterze edukacyjnym są cenne.
– Kiedyś na spotkaniu w Przemyślu powiedział Pan, że nie jest Pan przeciwny reformowaniu polskiego sądownictwa, bo ono reformy wymaga. Podtrzymuje Pan to zdanie?
– Naturalnie, że podtrzymuję. Tyko, że to co teraz jest robione, to nie jest reforma, tylko deforma wymiaru sprawiedliwości. Nie tyko obywatele, ale i środowiska prawnicze mówiły i mówią o konieczności uzdrowienia polskiego sądownictwa. Od wielu lat takie organizacje jak Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” czy Stowarzyszenie Prokuratorów „Lex Super Omnia”, czy środowiska adwokackie starają się opiniować zmiany w wymiarze sprawiedliwości i przedstawiają swoje propozycje. Jednak, jak widzimy, politycy za nic mają słowa i wiedzę praktyków i robią po swojemu.
-Może nie słuchają, bo jesteście, jak głoszą rządowe media „kastą”? Jak Pan odbiera tę nazwę? To obraźliwe?
– Taka pewnie jest intencja tak nas nazywających. W odczuciu moim, moich koleżanek i kolegów staramy się naszą działalnością i postawą pokazać, że jesteśmy zwyczajnymi ludźmi. Nie czujemy się kimś nadzwyczajnym i nie staramy pozować na kogoś wyjątkowego.
– A rzecznik dyscyplinarny, to taki „sędziowski prokurator”, też sędzia. To jakiś niezwykły człowiek musi być?
– Myślę, że aby być rzecznikiem dyscyplinarnym trzeba być specyficzną osobą.
– Ławo komuś takiemu w lustro patrzeć?
– Mam nadzieję, że nie, ale obawiam się, że to złudna nadzieja. Chyba do pełnienia tej roli zostały dobrane szczególne osoby. Świadczą o tym zarówno wypowiedzi publiczne tych osób, jak i ich działanie. Te działania w pierwszej kolejności są nakierowane nie na tych sędziów, którzy rzeczywiście dopuszczają się łamania prawa, czy etyki zawodowej, ale na tych, którzy bronią praworządności.
– Wróćmy do Pańskiej bieżącej sprawy. We wtorek (9 czerwca) Izba Dyscyplinarna ma zdecydować, czy uchylić Panu immunitet sędziego. Z jakiego powodu?
– Tzw. Izba Dyscyplinarna będzie zajmowała się wnioskiem prokuratury. Ta chciałaby mi zarzucić, że podczas sprawy dotyczącej tzw., głosowania w sali kolumnowej w Sejmie, którą rozpoznawałem jako sąd, robiłem to w trybie jawnym i przy obecności mediów na sali rozpraw.
– A nie miał Pan do tego prawa?
– Miałem! Zezwala na to Kodeks postępowania karnego. Wszystko działo się zgodnie z obowiązującymi przepisami. Poza tym, nie było żadnych powodów, by ta sprawa toczyła się z wyłączeniem jawności. Tutaj nie było jakiejkolwiek tajemnicy, którą można byłoby ujawnić osobom nieuprawnionym. Przecież wszyscy, dzięki mediom, na bieżąco obserwowaliśmy to, co w grudniu 2016 r. działo się w Sejmie. Chodziło o umorzenie przez prokuraturę śledztwa, którego przedmiotem było wykluczenie z obrad Sejmu posłów opozycji. Ewidentnie uniemożliwiono im wykonywanie obowiązków poselskich. Uznałem, jako sąd, że sprawa ze względu na swoją wagę i zainteresowanie publiczne powinna toczyć się w trybie jawnym. Żadna ze stron nie zgłaszała sprzeciwu. Także prokurator, który prowadził to śledztwo i był obecny na sali sadowej! Dzisiaj prokurator wnioskuje o uchylenie mego immunitetu, by mi zarzuć, że w trakcie posiedzenia sądu ujawniłem osobom nieuprawnionym informacje, których ujawniać nie powinienem. To absurdalne.
– Co Pan wówczas zdecydował w tamtej sprawie?
– Zdecydowałem, że prokuratora nie powinna umarzać śledztwa i nakazałem jego kontynuowanie. Z materiału dowodowego jasno wynikało, że posłowie opozycji nie mieli możliwości swobodnego obradowania. Ponadto, wskazałem, że niektóre osoby przesłuchiwane w tym śledztwie mogły dopuścić się przestępstwa składania fałszywych zeznań. Chodziło m.in. o prominentne osoby z obozu partii rządzącej.
– Czy wniosek o uchylenie Panu immunitetu to rodzaj odwetu za to postanowienie i ujawnienie opinii publicznej przebiegu sprawy?
– Trudno to inaczej odbierać. Nie zrobiłem wówczas niczego, czego nie wolno byłoby mi jako prowadzącemu sprawę sędziemu zrobić. Nie zrobiłem niczego nadzwyczajnego! Doprawdy nie wiem dlaczego prokuratura chciałaby mi przedstawić jakiś zarzut. Jestem przekonany, że chodzi o zastraszenie środowiska sędziowskiego. Pokazanie, że jeśli sędzia wyda orzeczenie, które jest nie po myśli partii rządzącej, wówczas czeka go odwet, represje. Wychodzi na to, że dzisiaj wyroki nie mają być wydawane przez niezależne sądy, ale mają być dyktowane przez polityków.
– Wyjaśnimy: żeby można było Panu postawić zarzut musi pan stracić immunitet. Właśnie w tej sprawie we wtorek toczyć się ma sprawa przed Izbą Dyscyplinarną. Zapowiada Pan, że udziału w niej brać Pan nie będzie.
– Naturalnie, że nie! Przypomnijmy, że 8 kwietnia tego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zawiesił przepisy, na podstawie których funkcjonuje tzw. Izba Dyscyplinarna. Gdybym stanął więc przed Izbą Dyscyplinarną tym samym sam złamałbym prawo. Naruszyłbym orzeczenie sądu europejskiego.
– Przepraszam, bo chyba coś jest niejasne…Izba Dyscyplinarna jest zawieszona przez TSUE, ale nadal funkcjonuje? Czegoś nie rozumiem…
– Nie tylko pani tego nie rozumie. To jest całkowicie niezrozumiałe także dla całego szeregu prawników i obywateli!
– Zapytam wprost: czy Izba Dyscyplinarna działa nielegalnie?
– TSUE ją zawiesił. Uznał, że są wątpliwości, czy jest niezależnym sądem. Nie będę stawał przed niby – sądem, ani tym bardziej stosował się do jego decyzji! Świadczyłoby to o tym, że sam ignoruję porządek prawny i nie szanuję sprawowanego przeze mnie urzędu sędziego. Nie mogę respektować decyzji czegoś co nie wiadomo czym jest i nie wiadomo na podstawie czego funkcjonuje. Dzisiaj sędziowski immunitet uchyli jakiś sąd specjalny, a jutro może prezes rządzącej partii?
– To gdzie Pan będzie we wtorek podczas rozpatrywania Pańskiej sprawy przed niby-sądem?
– Pod gmachem Sądu Najwyższego. Nie mam zamiaru uciekać.
– A jeśli Izba Dyscyplinarna „odbierze” Panu immunitet?
– To nie stawię się na wezwanie prokuratury, bo nie będę firmował decyzji niby – sądu, a tym samym podważał orzeczenia TSUE. O moim immunitecie orzeknie coś, co nie powinno funkcjonować, a zatem stawianie zarzutu przez prokuratora będzie kontynuacją tego bezprawia i po prostu naruszeniem obowiązującego prawa. Jeśli prokurator będzie chciał doprowadzić mnie przy pomocy policji albo aresztować, to to zrobi. Nie boję się i nie mam zamiaru się ukrywać.
– Wiemy już, że 28 czerwca wybierać będziemy prezydenta RP. Myśli Pan, że gdyby miejsce Andrzeja Dudy zajął ktoś inny, to byłaby nadzieja na zatrzymanie tego, co obecna władza robi z wymiarem sprawiedliwości?
– Pan Andrzej Duda przez całą kadencję pokazał, że nie jest strażnikiem Konstytucji, jakim powinna być głowa państwa. Pokazał, że nie tylko nie przeszkadza mu łamanie Ustawy Zasadniczej, ale wręcz to aprobuje. Prezydent powinien stać na straży Konstytucji i to jest moja odpowiedź na pytanie.
– Zasady, na których odbędą się te wybory budzą wątpliwości prawników. Pańskie także?
– Owszem. Mamy sytuację, gdy nowi kandydaci mają o wiele krótszy czas na zebranie podpisów poparcia, niż wcześniejsi. To poważne naruszenie zasady równości wyborów, którą gwarantuje Konstytucja.
– Czy myśli Pan, że gdyby wygrał kandydat inny, niż Andrzej Duda, to ekipa rządząca mogłaby zakwestionować ważność wyborów? Przecież sami takie wybory „wymyślili”…
– Nie wykluczam tego. Mamy taki czas i takich rządzących, że wszystkiego można się spodziewać. Pamiętajmy, że o prawidłowości wyborów będzie rozstrzygała nowa izba Sądu Najwyższego – Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Zasiadają w niej osoby, które zostały wybrane w wadliwej procedurze, przez neoKRS – organ zdominowany przez polityków partii rządzącej…
– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Monika Kamińska
***
Sędzia Igor Tuleya (ur. 1970) jest znany Polakom nie tylko z łam gazet, czy szklanego ekranu. To sędzia, który od kilku lat jeździ po całej Polsce i spotyka się z obywatelami, by rozmawiać o wymiarze sprawiedliwości, także w zakresie tego, co czyni z nim pod płaszczykiem reformy obecnie rządząca Polską ekipa. Mówi się o nim, że jest sędzią niezłomnym, ale dla władzy stał się sędzią wyklętym. W nadchodzący wtorek (9 czerwca) zawieszona przez Trybunał Sprawiedliwości UE Izba Dyscyplinarna ma zdecydować, czy odebrać mu immunitet i tym samym pozwolić postawić mu zarzut. Za co? Za to, że nie uczynił ważnej dla opinii publicznej sprawy niejawną! W poniedziałek (8 czerwca) o godz. 18.00 organizacje obywatelskie (Komitet Obrony Demokracji) i społeczne (Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Amnesty International, Wolne Sądy) oraz stowarzyszenia prawnicze: sędziów (Iustitia, Themis, towarzyszenia sędziów rodzinnych i administracyjnych) adwokatów (Defensor Iuris) i prokuratorów (Lex Super Omnia) organizują akcję wsparcia dla sędziego „150 x 150 Stańmy Murem za sędzią Igorem Tuleyą” z hasłem „Dziś Tuleya, jutro Ty”. W 150 miastach Polski spotkać ma się minimum 150 osób, które swą obecnością okazywać będą solidarność z szykanowanym prawnikiem.
Obywateli, którzy we wtorek rano mogą przybyć do Warszawy organizatorzy zachęcają do tego, by razem z Igorem Tuleyą byli przed gmachem Sądu Najwyższego. A sędziowie zachęcają kolegów, by w geście solidarności o godz. 9.00 przerwać czynności procesowe na pół godziny.



26 Responses to "Sędzia wyklęty. Nie zrobiłem niczego nadzwyczajnego!"