Rodzice zmarłego 9-latka: – Nasz synek mógłby żyć!

Zdruzgotani pan Janusz i Katarzyna Żurkowie z Czarnej Sędziszowskiej w pow. ropczycko-sędziszowską nie mogą się pogodzić ze śmiercią synka. Fot. Wit Hadło

CZARNA SĘDZISZOWSKA. Sprawę śmierci chłopca bada Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie.

9-letni Norbert poczuł się źle w ubiegły piątek. – Wieczorem syn zaczął się skarżyć, że boli go brzuch, w nocy zaczął wymiotować – opowiada Janusz Żurek z Czarnej Sędziszowskiej, ojciec chłopca. – Myśleliśmy, że to grypa żołądkowa, w sobotę czuł się już lepiej. W niedzielę po południu stan chłopca się pogorszył. – Słabł i bardzo wymiotował – dodaje pani Katarzyna, matka Norberta. Rodzice zawieźli go do szpitala w Rzeszowie. – Syn zwijał się z bólu, skarżył się, że nie może oddychać – płacze matka i dodaje: – Lekarka przyszła do nas po pół godzinie, podotykała syna po brzuchu, nawet nie zrobiono mu prześwietlenia. Przepisała tabletki rozkurczowe, syrop przeciwwymiotny, elektrolity i kazała wrócić do domu, a następnego dnia zgłosić się do lekarza rodzinnego – dodaje kobieta. Kilka godzin później chłopiec już nie żył…

Ze szpitala państwo Żurkowie dotarli do domu około godz. 20. Norbert dostał syrop i położył się spać. – Bardzo chciało mu się pić. Wypił wodę i zwymiotował bardzo obficie na łóżko. Wstał i zaczął ściągać pobrudzone prześcieradło. Uparł się, że musi się wykąpać, bo tak nie pójdzie spać. Zaprowadziłem go pod prysznic – opowiada pan Janusz. W łazience Norbert zasłabł. – Zdążyłem go tylko wytrzeć szybko ręcznikiem, bo syn nie mógł już ustać na nogach. Opierał się o umywalkę, mówił, że nie da rady dojść do łóżka o własnych siłach – dodaje ojciec.

Pan Janusz odprowadził chłopca do pokoju i położył na łóżku. – Położył się i z trudem zaczął łapać oddech. Mówił, że nie może oddychać! Usiadł jeszcze na krześle, które stało koło łóżka i osunął się bezwładnie do tyłu – relacjonuje zdruzgotany ojciec. Rodzice wynieśli go przed dom, na świeże powietrze. – Tam jeszcze zwymiotował. Mdlał – relacjonuje matka. Pani Katarzyna zadzwoniła w tym czasie po karetkę. – Z Sędziszowa jechali 24 minuty! – mówi kobieta. – Wychodziłam na drogę, patrzyłam czy ich nie widać. Pan Janusz dzwonił z pytaniem, kiedy dotrze. – W końcu przyjechali i zaczęli ratować syna. Ratownicy go reanimowali, podawali adrenalinę. Jeden robił masaż serca, a ja uciskałem pompkę do podtrzymywania oddechu. Po 20 minutach, czy pół godzinie przyjechała druga karetka z panią doktor – wspomina ojciec chłopca. Niestety, życia dziecka nie udało się uratować.

Sprawa jest już w prokuraturze

Sprawą śmierci 9-latka zajęła się Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie. – Śledztwo zostało wszczęte pod kątem narażenia małoletniego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia przez lekarzy z Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie – potwierdza prokurator Piotr Pawlik, szef Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie. – Chłopiec został przyjęty w niedzielę, gdzie udzielono mu pomocy medycznej i z zaleceniami skierowano do domu. Zgon nastąpił w poniedziałek we wczesnych godzinach porannych. Śledztwo jest w toku. Sekcja zwłok prawdopodobnie odbędzie się w czwartek. Wtedy udzielimy więcej informacji w tej sprawie – dodaje prokurator.

– Nie chcemy ferować wyroków, ale naszym zdaniem, gdyby synek został prawidłowo zaopiekowany, mógłby teraz żyć. Mamy żal, że nie wykonano mu badań – mówią zrozpaczeni rodzice. – Był takim radosnym dzieckiem, w przyszłym roku miał iść do komunii. Nigdy nie chorował. Miał tyle marzeń, chciał polecieć z tatą do Włoch. Rodzice zapowiadają, że zrobią wszystko, żeby poznać prawdę o śmierci ich dziecka. – Nie zostawimy tak tej sprawy – dodają małżonkowie.

Katarzyna Szczyrek

28 Responses to "Rodzice zmarłego 9-latka: – Nasz synek mógłby żyć!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.