Wierni jednym barwom

DERBY RZESZOWA. Po raz pierwszy w historii staną naprzeciwko siebie w roli szkoleniowców dwóch odwiecznych rywali.

Od dzieciństwa związani ze swoimi klubami. Najpierw jako piłkarze, później trenerzy grup młodzieżowych, a obecnie pierwszych zespołów. Szymon Grabowski, szkoleniowiec Apklan Resovii oraz Marcin Wołowiec, opiekun Stali Rzeszów, już w niedzielę poprowadzą swoje drużyny w 86. derbach stolicy Podkarpacia, których – co ciekawe – jako trenerzy jeszcze nigdy nie przegrali.

Szymon Grabowski od pond 30 lat związany jest z klubem z Wyspiańskiego 22. To resoviak z krwi i kości i od małego był „skazany” na Resovię. Jego tato grał w siatkówkę, ale on postawił na piłkę. – Piłka nożna, siatkówka i koszykówka były to dyscypliny sztandarowe Resovii, więc na wszystko chodziłem, ale zawsze bliżej mi było do piłki – wspomina Grabowski. – Od małego chodziłem na mecze na Wyspiańskiego, ale kiedy dokładnie pierwszy raz, to nie pamiętam, ale pewnie pod koniec lat 80. Pamiętam natomiast, że na moje pierwsze wagary wybrałem się na mecz Pucharu Polski Resovii z Zawiszą Bydgoszcz w 1994 roku.

Grabowski w wieku 17 lat trafił do grającego w „starej” II lidze seniorskiego zespołu. Z ekipą z Wyspiańskiego, która najczęściej balansowała na granicy III i IV ligi, był na dobre i złe . Trenerem został w wieku 27 lat, wówczas występował w zespole prowadzonym przez Tomasza Tułacza i na prośbę rodziców zajął się drużyną z rocznika 2000, w którym występowali m.in. Karol Twardowski czy Mateusz Geniec, których prowadzi dziś. Koszulkę w biało-czerwone pasy zakładał do 2009 roku, potem przeszedł m.in. do Wisłoka Strzyżów, którego jako grający trener wprowadził do IV ligi. 20 czerwca 2017 roku został szkoleniowcem Resovii. W debiutanckim sezonie w III lidze poprowadził zespół do awansu, pozostawiając w pokonanym polu faworyzowany Motor Lublin czy Stal Rzeszów. Teraz z ekipą z Wyspiańskiego walczy o awans na zaplecze ekstraklasy, choć początek restartu rozgrywek II ligi dla resoviaków nie jest zbytnio okazały.

– Nie możemy być zadowoleni z dorobku, jaki mamy – mówi trener Grabowski. – Będziemy chcieli od derbów punktować lepiej, bo myślę, że taki zastrzyk pozytywów w ostatnim meczu ze Skrę jest na tyle duży, że możemy być optymistami i patrzeć w przyszłość, z jakimś tam zadowoleniem – mówi szkoleniowiec Apklan Resovii, której największą bolączką jest ostatnio brak skuteczności. – Jej brak kładzie potem ocenę na całokształt. Gdyby było więcej strzelonych bramek, to odbiór ludzi byłby zdecydowanie inny. Zdaje sobie sprawę, że gra też nie jest na tym poziomie, na którym chcielibyśmy być – stwierdza Grabowski, który wspomnienia derbowe ma jak najlepsze. Na cztery mecze (III liga, II liga i Puchar Polski), w jakich prowadził zespół dwa zakończyły się zwycięstwami, a dwa remisami. – To wszystko jest historią, fajnym obrazem do statystyki, żeby z uśmiechem wspominać, ale teraz jest zupełnie inny, nowy mecz  – mówi Grabowski, który od zawsze utożsamiał się z klubem z Wyspiańskiego. Jako piłkarz w derbowym meczu na wiosnę 2004 roku wystąpił z biało-czerwonym irokezem na głowie. – Byliśmy wówczas na dwóch przeciwległych biegunach. Stal walczyła o coś innego niż my – wspomina. – To były ciężkie czasy dla klubu, ale zawsze się z nim utożsamiałem. Nie wypierałem się Resovii – mówi Grabowski, który przyznaje, że mecze derbowe zawsze niosą dodatkowe emocje. – Jest taki podwójny dreszczyk adrenaliny. Nie staram się jednak dodatkowo nakręcać, bo to samo z siebie naturalnie przychodzi – mówi Grabowski, który nie ukrywa zadowolenia z powrotu kibiców na trybuny. – Cieszymy się bardzo, że akurat na taki mecz kibice w końcu będą, szkoda, że tylko w tej liczbie 356, ale dobre i to. Myślę, że gdyby ta liczba fanów była na meczu z Górnikiem, a tym bardziej z Błękitnymi, to byśmy te spotkania wygrali – stwierdza trener Apklan Resovii, który po raz pierwszy stanie naprzeciw trenerowi Stali, Marcinowi Wołowcowi. – Nie przypominam sobie, żebyśmy się gdzie spotkali na boisku. Znamy się z trenerskiej pracy. Darzymy się wzajemnym szacunkiem i tak na pewno też będzie po tych derbach – dodaje.

W ekipie z Wyspiańskiego w niedzielę na pewno zabraknie Sebastiana Zalepy. – Na tę chwilę nie pomoże nam w kilku meczach i to jest ciężka sytuacja. Do tego dochodzą następni kontuzjowani. Na pewno sztab medyczny ma co robić, a ja jako trener też mam jeśli chodzi o próbę poskładania w taki sposób, żeby przynosiło to dobry efekt. Mam nadzieję, że co by nie było, kto by nie zagrał, to ten efekt będzie zadowalający w każdym następny meczu – mówi Grabowski, dla którego niedzielne derby będą 99. meczem ligowym, w którym poprowadzi resoviaków. – Nie tak dawno dostałem informację, że ta 100 już „pękła”, ale może były w nią wliczane mecze Pucharu Polski. Jak by nie patrzeć, to czy jest 104 czy 99 to jest to pokaźna liczba jak na nasze polskie warunki na szczeblu centralnym. Fajnie, że mogłem do tej pory pracować i tyle meczów rozegrać. Mam nadzieję, że kolejne przede mną i ten jubileusz będzie kiedyś jeszcze znaczniejszy – mówi trener Grabowski.

Biało-niebieski od podstawówki

Ekipa z Hetmańskiej do niedzielnego meczu będzie przystępować w kiepskich nastrojach po środowej porażce 0-3 w Stalowej Woli i dwóch czerwonych kartkach dla Artura Pląskowskiego i Marcela Kotwicy. – Emocje na pewno jeszcze nie opadły. Staramy się jednak przejść do następnego etapu – mówił w czwartek Marcin Wołowiec, trener biało-niebieskich, który podobnie jak Szymon Grabowski, nie przegrał jeszcze derbów Rzeszowa w roli szkoleniowca (3 zwycięstwa i remis). – Chociaż znamy się od wielu lat, to nie miałem nigdy okazji rywalizować z trenerem Grabowskim, zarówno w grupach młodzieżowych, które prowadziliśmy, jak i w seniorach. Nie przypominam sobie również, abyśmy gdzieś na boisku kopali przeciwko sobie – wyjaśnia Wołowiec. Zapytany o relacje z obecnym szkoleniowcem „pasiaków”, odpowiada: – Są one dobre. Znamy się długo, pracujemy jako trenerzy, więc naturalną koleją rzeczy jest to, że gdzieś tam mijaliśmy się. Oczywiście nie spotykamy się często, ale jeżeli już, to rozmawiamy ze sobą i w miarę to wszystko wygląda. Absolutnie więc nie ma żadnych niedomówień i myślę, że Szymon to może potwierdzić.

Podobnie jak Szymon Grabowski z Resovią, tak Marcin Wołowiec związany jest ze Stalą od dzieciństwa. – Jeśli dobrze liczę, to będą to już 34 lata – podsumowuje szkoleniowiec biało-niebieskich. A wszystko zaczęło się od trenera Ryszarda Kuźmy. – Chodziłem do szkoły nr 15 przy Szopena. W czasie szkolnych rozgrywek obserwował nas właśnie trener Kuźma, który wówczas prowadził w Stali Rzeszów mój rocznik. Dostałem zaproszenie, żeby przyjść do klubu i tak to się wszystko zaczęło. Do dziś pamiętam swój pierwszy trening. Akurat był on na głównej płycie, tyle że za bramkami, bo wtedy były takie możliwości – dodaje Wołowiec, który jeszcze w czasach juniorskich wykazywał spore zainteresowanie pracą trenera. – Pamiętam, że już wówczas otrzymywałem od trenera Kuźmy jakieś małe zadania, żebym pomagał w treningu i np. przypilnował grupę w czasie rozgrzewki. Także od trenera Kuźmy dostałem pierwsze książki o tematyce trenerskiej, więc śmiało można powiedzieć, że to właśnie on ukształtował mnie jako szkoleniowca. Brakło mi tego, żeby pograć w piłkę, więc szukałem gdzieś szansy zostania przy futbolu właśnie w pracy trenerskiej. Zaraz po skończonych studiach dostałem telefon, żeby przyjść do Stali i pracować z dzieciakami. To był 2002 r. i z małą przerwą na pracę w Sokole Sieniawa, jestem w Stali do teraz. Na pewno czuję się z nią mocno związany i tego nic już nie zmieni – zapewnia szkoleniowiec ekipy z Hetmańskiej. Nie trzeba zatem chyba nikogo specjalnie przekonywać, jak człowiekowi ze Stali zależy na wygraniu niedzielnych derbów. – Po tym, co wydarzyło się w Stalowej Woli, każdy mecz jest dobry na przełamanie. Niemniej jednak derby na pewno budzą nieco więcej emocji, niż inne spotkania. Chcemy się odgryźć za środową porażkę i być tymi, którzy w niedzielnym meczu okażą się lepsi – przekonuje Wołowiec, którego zespół nie będzie mógł liczyć na bezpośrednie wsparcie swoich kibiców. – Graliśmy już derby na Resovii, kiedy była możliwość przyjęcia 999 widzów i wówczas kibice Stali też nie zostali wpuszczeni. Mam jednak nadzieję – i o to prosimy – że będziemy czuli ich wsparcie – kończy Wołowiec.

APKLAN RESOVIA – STAL RZ.
niedziela, godz. 13.05 (transmisja TVP3)

rm, mj

***
Bogata oferta SMS Resovia

Jesteś zawodnikiem piłki nożnej, który nieustannie pragnie podnosić swoje umiejętności i wspinać się po szczeblach futbolowego rzemiosła? Jeśli tak, to ta oferta jest właśnie dla ciebie. Szkoła Mistrzostwa Sportowego Resovia, legitymująca się Złotą Gwiazdką w Programie Certyfikacji Szkółek Piłkarskich zaprasza grających w piłkę chłopców i dziewczęta do włączenia się w jej szeregi.

Prowadzenie zajęć sportowych i dydaktycznych z największą pasją i troską o rozwój swoich wychowanków przy użyciu najodpowiedniejszych do tego środków, co sukcesywnie przynosi oczekiwane rezultaty – to największe walory SMS Resovia. Prócz profesjonalnej opieki sportowej, placówka może pochwalić się największą bazą sportową na Podkarpaciu, na którą składa się pięć boisk piłkarskich, w tym jedno ze sztuczną nawierzchnią. O poziomie szkolenia SMS-u świadczą również absolwenci, grający na szczeblu centralnym, a nawet międzynarodowym: Kamil Antonik (Arka Gdynia), Szymon Feret (Apklan Resovii) i Karolina Bednarz (młodzieżowa reprezentantka Polski).

SMS Resovia koncentruje się na naborze do klas: IV, VII i liceum. Rekrutacja odbywa się w systemie on-line (www.smsrzeszow.pl), zaś oficjalne testy naborowe zaplanowano na 27 czerwca.

Leave a Reply

Your email address will not be published.