
CZARNA SĘDZISZOWSKA. Czy śmierci chłopca można było zapobiec? Na to pytanie muszą teraz odpowiedzieć rzeszowscy śledczy.
Biała trumna, a przy niej serca z białych kwiatów. Wokół najbliżsi, rodzina, koleżanki i koledzy oraz wszyscy ci, którzy nie mogą otrząsnąć się po nagłej śmierci chłopca. Tak w miniony piątek żegnano 9-letniego Norberta z Czarnej Sędziszowskiej w pow. ropczycko-sędziszowskim, który zmarł w poniedziałek, 15 czerwca, nad ranem. Kilka godzin wcześniej jego rodzice wrócili z nim ze szpitala w Rzeszowie, gdzie szukali pomocy dla cierpiącego synka. – To niewyobrażalna tragedia dla rodziny, ale i nas wszystkich. Dziecko każdego z nas mogło być na jego miejscu. To w ogóle nie powinno się wydarzyć – komentowali ze łzami w oczach zgromadzeni tłumnie na pogrzebie. – Norbercik miał przed sobą całe życie…
W piątek, 12 czerwca, Norbert czuł się jeszcze dobrze. – Biegał z młodszym bratem wokół domu – opowiadają Super Nowościom Janusz i Katarzyna Żurkowie, rodzice chłopca. Dostał od nich na urodziny wymarzony zegarek z funkcją mierzenia kroków. Taki sam, jaki ma jego tata. – Przybiegał do mnie co chwilę i krzyczał, że zrobi więcej kroków, że będzie lepszy ode mnie! Był taki szczęśliwy – wspomina ojciec. – Potem z braciszkiem bawili się jeszcze w piaskownicy. Norbert był najstarszy z trójki rodzeństwa. Młodszy braciszek ma 4 latka, siostrzyczka 1,5 roku.
Wieczorem 9-latek poczuł się gorzej. – Skarżył się, że bardzo boli go brzuch – opowiada pani Katarzyna. – Powiedziałam, żeby wykąpał się w ciepłej wodzie, to powinno mu pomóc – dodaje. W nocy chłopiec zaczął wymiotować. – Myśleliśmy, że to grypa żołądkowa, zwykła 3-dniówka, że dam dziecku czopek i przejdzie – opowiada matka. – W następną noc było już lepiej, synek zwymiotował tylko dwa razy, myślałam, że faktycznie przechodzi – dodaje.
W niedzielę państwo Żurkowie wybrali się na komunię do brata. – Norbert chciał zostać w domu. Mówił, że czuje się już lepiej, ale nie na tyle, żeby z nami jechać – opowiadają rodzice. Został pod opieką babci. Około godz. 16 państwo dostali telefon z domu, że z Norbertem jest gorzej. – Teściowa zadzwoniła, że synek poszedł do wanny i nie dał już rady z niej wyjść. Mówiła, że położył się w łazience na posadzce, bo nie miał sił, żeby dojść do łóżka – wspomina pani Katarzyna. Rodzice chłopca natychmiast wsiedli do samochodu i wrócili do domu. – Stwierdziliśmy, że zabierzemy syna do Rzeszowa, bo tam jest większy szpital i wszystkie badania zrobią mu na miejscu – relacjonuje ojciec. Pojechali. – Na przyjście lekarki czekaliśmy pół godziny. Norbercik był już taki słaby, co chwilę pytał „czy długo jeszcze?”. Mówił, że ciężko mu oddychać – opowiadają rodzice. – Bardzo chciało mu się pić, więc kupiłem w automacie wodę, ale gdy tylko ją wypił, natychmiast zwymiotował – dodaje ojciec.
Do gabinetu lekarskiego razem z chłopcem mogła wejść tylko jedna osoba. Weszła z nim pani Katarzyna. – Zmierzono synkowi temperaturę, miał około 35 stopni Celsjusza. Nie miał nawet siły, żeby się położyć – wspomina. – Lekarka podotykała go po brzuchu. Synek strasznie cierpiał, zwijał się z bólu. Miałam nadzieję, że dadzą mu kroplówkę, bo jest odwodniony przez te wymioty, że może wezmą go na oddział, dokładnie przebadają. A lekarka przepisała syrop przeciwwymiotny, leki rozkurczowe, elektrolity i powiedziała, żeby w poniedziałek rano pojechać z nim do lekarza rodzinnego, a gdyby go nie było, z powrotem tutaj, to wezmą go na oddział. Tyle, że już nie doczekał… – dodaje łamiącym się głosem matka.
Do domu wrócili około godz. 20. – Dałam synkowi syrop przeciwwymiotny, położył się, mówił, że trochę mu lepiej. Nie wymiotował, tylko bardzo chciało mu się pić. Położył się spać – wspomina pani Katarzyna.
W nocy Norbert zwymiotował. – Bardzo obficie – mówi ojciec. – Uparł się że musi się wykąpać, że nie pójdzie tak spać. Pan Janusz zabrał synka pod prysznic. – Wszedł i chyba już po dwóch minutach usiadł. Był taki słaby – relacjonuje. – Zdążyłem tylko wytrzeć go ręcznikiem, a on stał opierając się o umywalkę i mówił, że nie ma siły iść. Pan Janusz zaprowadził go do łóżka. – Synek położył się i zaczął ciężko oddychać. Mówił, że nie może złapać oddechu. Usiadł na krześle obok i nagle osunął się do tyłu.
Ojciec wyniósł chłopca przed dom, na świeże powietrze. – Tam jeszcze zwymiotował i zaczął mdleć. Całkiem już opadł z sił i stracił przytomność – opowiada wstrząśnięty mężczyzna. – Zacząłem go reanimować, a żona w tym czasie dzwoniła po karetkę. Po około 20 minutach przyjechali ratownicy. Reanimowali go, podawali adrenalinę. Jeden robił masaż serca, a ja uciskałem pompkę do podtrzymywania oddechu. Po 20 minutach czy pół godzinie przyjechała druga karetka z panią doktor – dodaje. Około wpół do 4 nad ranem stwierdzono zgon dziecka.
Do której prokuratury trafi śledztwo?
Sprawa śmierci 9-latka jest w prokuraturze. – Śledztwo zostało wszczęte pod kątem narażenia małoletniego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia przez lekarzy z Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie – potwierdził Super Nowościom w ubiegłą środę prokurator Piotr Pawlik, szef Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.
Zostanie przekazane do Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie lub rzeszowskiej Prokuratury Regionalnej. – Decyzja odnośnie do jednostki prokuratury, która będzie prowadzić to postępowanie jeszcze nie zapadła – przyznał Super Nowościom w piątek prok. Paweł Król, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.
W ubiegły czwartek odbyła się sekcja zwłok chłopca, dlatego w piątek mógł już zostać pochowany. Pogrzeb odbył się w rodzinnej miejscowości o godz. 15. 9-latka żegnały tłumy. – Ogrom tragedii przytłacza – komentowała nam ze łzami w oczach jedna z mieszkanek Czarnej Sędziszowskiej. – Wciąż nie możemy otrząsnąć się z szoku. To był taki radosny chłopiec. Nie możemy pogodzić się z tym, że nie żyje. To potworna tragedia dla rodziców i całej społeczności.
O komentarz do sprawy poprosiliśmy dyrekcję szpitala. „Kliniczny Szpital Wojewódzki nr 2 im. Św. Jadwigi Królowej w Rzeszowie potwierdza fakt przyjęcia dziecka w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej. Dziecko zostało zbadane przez lekarza pediatrę i wydano zalecenia odnośnie dalszego leczenia. Szpital wydał dokumentację medyczną organom prokuratury” – czytamy w komunikacie, który został nadesłany do naszej redakcji.
– Naszym zdaniem, gdyby synek został prawidłowo zaopiekowany, mógłby teraz żyć – mówią zrozpaczeni rodzice 9-latka. – Mamy ogromny żal, że nie wykonano mu badań, że nie został zatrzymany na oddziale. Liczyliśmy, że jeżeli pojedziemy do dużego szpitala w Rzeszowie, Norbercik otrzyma pomoc, że jest tu tyle sprzętu, lekarzy, że mu pomogą. A nasze dziecko nie żyje…
Katarzyna Szczyrek




31 Responses to "Morze łez na pogrzebie 9-latka"