W wolnym, demokratycznym kraju prezydent powinien być mężem stanu, który łączy wszystkie siły polityczne i społeczne, a zarazem niezależnym arbitrem, stojącym ponad sporami partyjnymi i dbającym jedynie o interes narodowy i sprawne funkcjonowanie pozostałych władz w państwie. Obowiązująca konstytucja zalicza urząd prezydenta do organów władzy wykonawczej (obok Rady Ministrów), jednak nadaje mu także prawo inicjatywy ustawodawczej oraz pewne uprawnienia kontrolne. Prezydent ma m.in. prawo do przedłożenia projektu dowolnej ustawy oraz zgłaszania poprawek do już istniejących projektów ustaw, jednak nie ma on żadnej gwarancji, że zostaną one uchwalone, bo do tego potrzebna jest już odpowiednia większość parlamentarna. Silnym orężem w prezydenckich rękach jest natomiast prawo weta ustawodawczego. Teoretycznie głowa państwa może zakwestionować każdą uchwaloną przez parlament ustawę (poza ustawą budżetową), natomiast Sejm, aby odrzucić prezydenckie weto, potrzebuje większości kwalifikowanej trzech piątych głosów w obecności połowy ustawowej liczby posłów. Tyle teoria, w praktyce wygląda to jednak dokładnie odwrotnie.
Dobiegająca końca kadencja Andrzeja Dudy jest – w moim przekonaniu – najgorszą prezydenturą po 1990 roku. Urzędujący prezydent nie buduje wspólnoty narodowej. Nie jest samodzielnym politykiem, to widzą już nawet wyborcy PiS, jest tylko podwykonawcą woli prezesa Kaczyńskiego, decyzji, które zapadają w głowie zwykłego posła na Nowogrodzkiej. Być może, aby zagłuszyć wyrzuty sumienia, iż jest tylko pełniącym obowiązki prezydenta i figurantem, tak często pokrzykuje i wykrzywia twarz w grymasie na wiecach wyborczych. Jako prawnik, doktor nauk prawnych, doskonale wie, że nigdy nie powinien był się zgodzić na ustawy dotyczące sądownictwa wprowadzone przez PiS.
Czy po wielokrotnych nowelizacjach ustawy o Sądzie Najwyższym, mamy większe poczucie sprawiedliwości? Czy krócej czeka się na postępowanie sądowe i wyrok? Nie sądzę. Ale też nie o to chodziło w „reformowaniu” sądownictwa. PiS musi zawsze mieć jakiegoś wroga. Raz byli to nauczyciele, raz lekarze rezydenci, potem Unia Europejska. Duda o „wyimaginowanej wspólnocie, z której niewiele dla Polski wynika” bredził przed okazałym dworkiem w Leżajsku wyremontowanym za unijne pieniądze. Za fundusze z Brukseli miasto wybudowało też obwodnicę, dzięki której zniknęły korki. Jednak ulubionym celem ataków prezydenta byli tzw. „komunistyczni” sędziowie. Nie mam zamiaru bronić sędziów, bo nie o nich tu chodzi. Oni też popełnili błędy, nie odczytali sygnałów społecznych, że należy się zmienić, zreformować. Jednak to co proponuje partia rządząca Polską jest tylko aktem zemsty na wymiarze sprawiedliwości, a nie jego reformą. W tej reformie powinno chodzić o obronę prawa do sprawiedliwości dla każdego Polaka. O zachowanie podstawowych praw obywatelskich gwarantowanych przez konstytucję i deklarację praw człowieka, czyli prawa do obrony, do uczciwego procesu, do rzetelnych i niezawisłych sędziów.
Na naszych oczach spełnia się jednak marzenie partyjnych sekretarzy z czasów słusznie minionych: „Partia rządzi, partia sądzi”. Moim zdaniem prezydent Duda też jest za to odpowiedzialny. Za te podziały w Polsce, za rozpętanie wojny polsko-polskiej, za nienawiść. Jest odpowiedzialny, bo nie zrobił nic, żeby to zatrzymać, choć jako prezydent miał ku temu największy mandat. Większy niż premier czy marszałek Sejmu, bo prezydent jest wybierany w wyborach bezpośrednich, a nie mianowany przez partię. Mam świadomość, że prezydentowi trudniej jest coś samodzielnie wykreować – zasadniczo bowiem prowadzenie bieżącej polityki pozostawione jest przez twórców konstytucji w rękach rządu – natomiast bez trudu może on pełnić, w zależności od przyświecających mu intencji, rolę hamulcowego lub skutecznego destruktora. Teraz funkcję głowy państwa sprawuje ktoś, kto nie potrafi samodzielnie podjąć decyzji. W najbliższą niedzielę zdecydujemy czy chcemy mieć głowę państwa czy stawiamy na figuranta.
PS. Tuż przed odlotem do USA urzędujący prezydent znowu pokrzyczał i „odleciał”: „ W czasach, kiedy rządziła PO, której członkiem jest pan Rafał Trzaskowski, Rosja napadła na Ukrainę”. Bez komentarza.
Redaktor Mariusz Włoch



10 Responses to "Głowa państwa czy figurant?"