„Jeśli zamknięcie szpital, ludzie będą umierali na ulicy”

Pielęgniarki mogą stracić podwyżki, które wywalczyły po dramatycznym proteście głodowym w październiku 2018 roku. Fot. Martyna Sokołowska

SANOK. Pielęgniarki zapowiadają protest.

Sanocki szpital jest w dramatycznej sytuacji finansowej. Dyrektor, szukając oszczędności, chce zamrozić płace i wycofać podwyżki wszystkim etatowym pracownikom. Pielęgniarki zapowiadają protest. – Nie pozwolimy ratować placówki kosztem naszej pracy, a co za tym idzie i bezpieczeństwa mieszkańców – mówi Małgorzata Sawicka, szefowa Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w SP ZOZ w Sanoku. 

Sanocki szpital tonie w długach. Z informacji przekazanych nam przez dyrektora Grzegorza Panka wynika, że na tę chwilę placówka ma 36 milionów długu, z czego zobowiązania wymagalne wynoszą 9,5 miliona. Co miesiąc zadłużenie rośnie o kolejne 700 tysięcy złotych. Powiat nie ma pieniędzy, aby dokładać do szpitala. Jedynym ratunkiem jest kredyt restrukturyzacyjny, ale aby go wziąć, szpital musi wykazać zabezpieczenie w nieruchomościach na kwotę 50 mln zł, a wymogu tego nie jest w stanie spełnić. Dyrektor placówki i starosta sanocki apelowali do sąsiednich samorządów o wsparcie finansowe oraz do burmistrza Sanoka, ale żadne konkretne propozycje dotąd nie padły.

Pod koniec 2018 roku szpitalowi groziła likwidacja. Zarząd powiatu przyjął plan naprawczy, który miał wyprowadzić lecznicę na prostą, tak się jednak nie stało.

Dyrektor: – Szukam rozwiązań

Aby ratować dramatyczną sytuację dyrektor postanowił zamrozić płace i wycofać podwyżki wszystkim etatowym pracownikom. Cięcia mają objąć cały personel z wyjątkiem lekarzy kontraktowych.

– Skorzystałem z uprawnień, które daje mi kodeks pracy. Zgodnie z nim za obopólną zgodą kierownictwa placówki i związków może zawierać porozumienia wyłączające funkcjonowanie pewnych przepisów dotyczących wynagrodzeń – wyjaśnia Grzegorz Panek, dyrektor sanockiego szpitala. – To czasowe rozwiązanie – dodaje szef sanockiej lecznicy.

W przypadku pielęgniarek i położnych chodzi o zapisy dotyczące waloryzacji płac i podwyżek pensji zawarte porozumieniu z dnia 26. października 2018 roku po proteście głodowym tej grupy zawodowej. – Zdaję sobie sprawę, że jest to rozwiązanie, które nie spodoba się pracownikom i wchodzenie z nimi w jakiekolwiek spory jest ostatnią rzeczą, na jaką mam teraz ochotę, ale staram się wykorzystywać każde rozwiązanie, aby szpital schodził z długów i w tym trudnym dla nas wszystkich czasie przetrwał – argumentuje Grzegorz Panek.  

Na zajęcie stanowiska wobec pisma dyrektora związkowcy mają czas do 6 lipca. Jednocześnie dyrektor wystąpił do starosty z wnioskiem o przeprowadzenie kontroli prawidłowości realizacji porozumienia zawartego pod koniec października 2018 roku. – Dalsze postępowanie będzie uzależnione od wyniku kontroli i zaleceń pokontrolnych – informuje dyrektor Panek. 

Pielęgniarki zapowiadają protest 

Małgorzata Sawicka, szefowa Związku Pielęgniarek i Położnych sanockiego szpitala wyliczyła, że przyjęcie porozumienia będzie kosztowało pielęgniarki około 300 złotych, o tyle obniży się ich pensja. – Nie ma mowy, aby szpital był ratowany naszym kosztem – komentuje. 

– Jeszcze przed chwilą wszyscy nam klaskali, nazywali nas bohaterami, mówili o tym, jaka to służba zdrowia jest ważna, jak walczy w pierwszym froncie z koronawirusem, a teraz chcą nam wsadzić ręce do kieszeni i wyciągać nasze pieniądze. Nie zgadzamy się na to, nie damy sobie zabrać nawet pół złotówki – dodaje Małgorzata Sawicka i zapowiada, że jeśli dyrektor nie wycofa się z zarządzenia, pielęgniarki zorganizują protest. – Jesteśmy w pełnej gotowości do protestu, wyjdziemy na ulicę i będziemy rozdawać ludziom ulotki z informacją, że nasz szpital tonie – mówi Sawicka.

Wyborcza rozgrywka? 

Pismo w tej sprawie Małgorzata Sawicka skierowała do radnych, zarządu i starosty 18 czerwca. Od tego czasu czekała na kontakt i wyznaczenie terminu spotkania. Starosta sanocki Stanisław Chęć jak relacjonuje nasza rozmówczyni zwlekał z wyznaczeniem terminu i zasłaniał się jednak trwającą na jego zlecenie w szpitalu kontrolą. – Moim zdaniem chciał uniknąć szumu przed wyborami prezydenckimi – komentuje szefowa związku.

Do spotkania w końcu doszło, ale nic z niego nie wynikło. Przedstawicielki pielęgniarek i położnych zjawiły się więc na powiatowej sesji, gdzie wyartykułowały swoje stanowisko. – Zastanówcie się, co szykujecie ludziom, jeśli zamkniecie szpital w czasie pandemii, ludzie będą umierali na ulicy. Czy tego chcecie? – pyta Sawicka. 

Ze starostą sanockim nie udało nam się porozmawiać. Sytuacja w sanockim szpitalu ma być omawiana podczas najbliższego posiedzenia zarządu. 

Radny: „Rządy PiS to dla szpitala katastrofa” 

W środę opozycyjni radni złożyli do przewodniczącego rady powiatu sanockiego wniosek o pilne zwołanie sesji nadzwyczajnej poświęconej sytuacji ekonomicznej sanockiego szpitala oraz podejmowanych w nim przez starostę działań naprawczych. W sesji mają wziąć udział przedstawicielki związków zawodowych działających w sanockim szpitalu oraz dyrektor placówki. 

– Agonia sanockiego szpitala trwa. Placówka tonie w długach, plan naprawczy jest fikcją, a kolejne pomysły zarządu powiatu napawają grozą. Totalna bezradność ekipy rządzącej powiatem sanockim przeraża. Szpital pod rządami PiS w Sanoku jest w katastrofalnej sytuacji finansowej, a my na spotkaniu od starosty słyszymy, że trzeba się zastanowić, zaktualizować plan naprawczy. Pomysły poręczenia kredytu dla szpitala w kwocie ok 50 mln zł przez inne samorządy są delikatnie mówiąc bez sensu. Ta ekipa zamknęła już oddziały położniczy, noworodki i ginekologię w naszym szpitalu. Wówczas wskazali winnych wszystkich dookoła o sobie nie wspominając. Nie wiem jak rozwinie się ta sytuacja, ale bez konkretnego planu i działań naprawczych szpitalowi grozi zamknięcie – podsumowuje Sebastian Niżnik, dzisiaj powiatowy radny, a dwie kadencje temu starosta sanocki.

Martyna Sokołowska

8 Responses to "„Jeśli zamknięcie szpital, ludzie będą umierali na ulicy”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.