Trzy debaty

W środę po południu dwóch panów rozgrzało Internet, dyskutując publicznie w sieci o Polsce. Jak to ktoś napisał sarkastycznie: „Zupełnie bez sensu, nie powiedzieli nic w ogóle na temat przygotowania do komunii w szkole, ani o kupnie dżemu, ani o strefie euro… Mówili o zupełnie innym kraju. I ja chcę tam być.” I ja też, bo Szymon Hołownia i Rafał Trzaskowski merytorycznie, w sympatycznym tonie mówili przez 40 minut o Polsce, o prezydenturze i jej priorytetach, o tym co ich łączy, a jeśli się różnili to z klasą – słowem „pięknie”. To był wspaniały przykład dysputy, jaką warto by było oglądać dużo częściej, w której jej główni bohaterowie mają do siebie wielki szacunek i ten szacunek okazują.

Nie miał tego szacunku Andrzej Duda, który uciekł od debaty w niezależnych mediach, uciekł bez podania przyczyn, pohukując głośno ustami swojego urzędnika, że nie unika debat, bo na dwóch przecież był. No i pięć lat temu też był. Teraz go pewnie nie będzie, bo niezależna telewizja nie pokaże mu wcześniej pytań, bo pytania mogą dotyczyć spraw niewygodnych, bo w końcu nie będzie można niczego wyreżyserować czy ustawić. Ustawka zresztą to jedno z najpopularniejszych słów w dzisiejszych przekazach kampanijnych Andrzeja Dudy, a łamią ją tylko jego przeciwnicy pojawiający się co rusz na trasie przejazdu błyszczących limuzyn przypominający mu co efektowniejsze porażki jego prezydentury. Prezydent Duda tonie zatem jak Podkarpacie pozbawione przez wspierający go rząd pieniędzy na wały powodziowe. Rząd tymczasem wspiera całym sobą, bo premier Morawiecki zamiast ujawniać w Senacie stan finansów państwa krąży jak karne wojsko po Podlasiu, gdzie odwiedzi 12 miejscowości, prowadząc kampanie prezydenta. Ciekawe, czy premier jest na urlopie i kto za tę kampanię płaci, bo ten unik przed Senatem zdaje się nieprzypadkowy, gdyż jak wróble ćwierkają deficyt budżetowy miast planowanego zera ma wynieść 100 mld złotych, a i to nie wszystko, bo część wydatków poza budżet się wypycha. Ale odpowiedzi na te pytania nie usłyszycie Państwo w TVP, ta bowiem przygotowuje kolejną ustawkę, ale o tym już w poniedziałek…

Taka to kampania bez debaty i bez szacunku, szacunku nie tylko dla kontrkandydata, ale przede wszystkim dla 20 milionów ludzi, którzy mieli mieć szansę zobaczenia w akcji dwóch panów ubiegających się o najwyższy urząd w państwie, ale jeden z nich, który tak się składa jest prezydentem – po prostu stchórzył.

Piszę o trzech debatach – o tej, która odbyła się w środę, o tej, której nie było – tak jak się to coraz częściej zdarza w naszym zmęczonym kraju z wieloma rzeczami, oraz o tej, która trwa w najlepsze w Internecie, gdzie zwolennicy jednych rzucają się do gardeł zwolennikom drugich, a najczęściej są to ci, których faworytów już w stawce nie ma. I dzieje się to, kiedy Polska potrzebuje szczególnie zjednoczenia, wspólnoty i wielkiego wysiłku, żeby przywrócić w kraju równowagę i stabilizację. Patrząc na mądrość liderów – kandydatów, patrząc na ich klasę – wierzę, że ogniska tych żywiołowych bitew wygasną, gdyż w końcu wszyscy spotkamy się przy urnach w drugiej turze i wybierzemy demokrację, bo jak inaczej moglibyśmy wybrać.

Tymczasem chciałbym bardzo podziękować tym czterem panom wykutym w skale góry Rushmore, ich sztabom, ich sympatykom, wolontariuszom i współpracownikom oraz – last but not least – ich wyborcom. Kampania wyborcza to wielki wysiłek, wielka ciężka praca, wielkie wyzwanie, a Wy walczyliście do upadłego o lepszą Polskę. Zrobiliście, co w Waszej mocy i to jest podziękowanie dla 9,5 miliona ludzi, a dokładnie 9 502 231 Polek i Polaków, którzy wierzą, że demokracja jest najważniejsza. Mam wielką nadzieję, że o tym nigdy nie zapomnimy. Szczególnie w niedzielę za tydzień.

Jakub Karyś, redaktor naczelny

3 Responses to "Trzy debaty"

Leave a Reply

Your email address will not be published.