Polska może się zmienić.
Polska może odzyskać równowagę.
Polska może przestać zajmować się Polską, a zająć normalnym życiem.
Przed nami wybór, który może przerwać tę wieloletnią polsko-polską wojnę.
Nie wierzysz?
Osiem milionów wyborców ma swój rząd, ma swój Sejm, ma ludzi, którzy decydują o jego życiu w sposób, w jaki demokratycznie wybrali. Nikt tego wyboru nie podważa, nikt go również nie zmieni. Nikt nie może też w jakikolwiek sposób, jakichkolwiek „niezręczności” tej władzy powstrzymać. A Polska jest podzielona mniej więcej pół na pół, a zatem około 10 milionów wyborców nie ma swojego głosu, a władzy nikt w żaden sposób nie kontroluje. Ogromna rzesza ludzi przeciwko temu protestuje, a i w tej drugiej grupie jest wielu takich, którzy woleliby, żeby ktoś tej władzy czasem spojrzał na ręce. I kiedy skaczą sobie do gardeł w obronie własnych racji jedni i drudzy, to nie ma bezpiecznika, który by te spory załagodzić umiał.
A Polska na taki bezpiecznik zasługuje. Polska taki bezpiecznik uruchomić może. Właśnie w niedzielę, 12 lipca.
To niepowtarzalna szansa na stabilizację, na powstrzymanie tych szaleństw sprowadzających nasz kraj na krawędź rozumu i spychających nas do najniższej ligi pariasów Europy.
Jaki jest wybór, by tę stabilizację uzyskać?
Z jednej strony mamy podporządkowanego własnej partii i jej prezesowi, uwikłanego w partyjne interesiki posłusznego wykonawcę zleceń, z drugiej zaś niezależnego, wykształconego Europejczyka, który wraz z prawdziwą pierwszą damą zrobi furorę na świecie i wzmocni wizerunek Polski, jednocześnie wsłuchując się w głos wszystkich Polaków.
A taki wybór oznacza, że nie będzie już smrodu łamania prawa i Konstytucji, nie będzie już żenujących międzynarodowych kompromitacji, nie będzie już nocnych internetowych randek, klęcznika w kościele, komicznych min i żałosnej angielszczyzny. Nie będzie tej całej głupoty niczym z discopolowych refrenów.
Tej okrutnej dla nas wszystkich żenady.
Bo prezydentem Polski będzie facet z krwi i kości, któremu inni władcy współczesnego świata podstawią zawsze krzesło, z którym będą się liczyć, którego będą szanować.
A razem z nim będą szanować Polskę i Polaków – uśmiechniętych Europejczyków, mądrych, dobrych, solidarnych, którzy dają przykład – tak jak w 1989 roku, kiedy to porwaliśmy za sobą pół Europy do wielkich i niezapomnianych zmian budujących nasze życie i nasz świat. Zmian, które zbudowały nowoczesną Europę.
Nie mamy wyboru. Mamy prostą decyzję.
Taką jak my sami: mądrą, dobrą i ważną.
Warto dać jej szansę. Kompletnie niczego nie ryzykujemy.
A zyskać możemy bardzo wiele.
Jakub Karyś, redaktor naczelny



13 Responses to "Przeczytaj, kimkolwiek jesteś. Czas czytania 5 minut, prezydentura – 5 lat"