Chcą ekspresówki, ale nie kosztem swoich domów

Mieszkańcy Tarnobrzega nie protestują przeciwko „esce”, ale liczą na takie poprowadzenie na mapie ekspresówki, aby ich osiedla ucierpiały jak najmniej. Fot. Bogdan Myśliwiec

Emocje, nerwy i gorąca dyskusja towarzyszyła poniedziałkowemu spotkaniu mieszkańców Tarnobrzega z projektantami drogi ekspresowej S74, która może przebiegać w granicach miasta. Każdy z czterech wariantów drogi wiąże się z przejściem działek na własność Skarbu Państwa i wywłaszczeniami.

„Nie budujcie nam piekła na ziemi”, „Pozwólcie nam współdecydować”, „S74 tak, nie w Zakrzowie”, „Dom to nie walizka, którą można przenieść w inne miejsce” – to tylko niektóre hasła, które mieszkańcy tarnobrzeskich osiedli podmiejskich chcieli przekazać na spotkaniu informacyjnym dotyczącym przebiegu drogi S74 na odcinku od Opatowa do Niska. Na hali MOSiR zjawiło się około 100 osób. Banery, które mieli ze sobą miały zapaść w pamięć projektantom drogi S74 i władzom miasta. Uczestnicy spotkania nie kryli wzburzenia, że z dnia na dzień dowiedzieli się, że mogą stracić dorobek życia lub dotychczasowy komfort mieszkania, na osiedlach podmiejskich.

To co ja mam robić?

– W marcu ubiegłego roku kupiłem działkę na Borowie. Pytałem w Urzędzie Miasta, czy są obok niej planowane jakieś inwestycje. Dostałem zapewnienie, że nie. A teraz, widzę, że „eska” biegnie przez moją działkę! To co ja mam robić? Mam uciekać, czy mogę się budować? Sąsiad dopiero co się wprowadził, inny zamierza się wkrótce budować? Co oni mają robić? Zabierać meble, czy spać spokojnie? – pytał jeden uczestników spotkania, które w poniedziałek zorganizowano na hali MOSiR w Tarnobrzegu.

– W Zakrzowie mieszka kilka rodzin, które przeżyły już raz wysiedlenie z Jeziórka. To był dla nich życiowy dramat. Teraz, przez „eskę” może ich spotkać to nieszczęście jeszcze raz. Czy państwo braliście pod uwagę czynnik społeczny projektując warianty tych dróg? – pytał Paweł Paradowski z osiedla Zakrzów.

– Zarówno ja, jak i wielu mieszkańców Wielowsi przeżyliśmy w 2010 roku powódź, która zabrała nam cały nasz dobytek. Jedni się wyprowadzili, ale inni odbudowali się na nowo. W zasadzie teraz, po 10 latach od tamtej powodzi, my na nowo zaczęliśmy żyć i nagle dowiadujemy się, że znów możemy wszystko stracić! My się na to nie zgadzamy – mówiła mieszkanka Wielowsi, która przyszła na poniedziałkowe spotkanie.

Wiceprezydent uspokajał

Omawianie czterech zaprojektowanych wariantów drogi S74, która może przebiegać przez teren Tarnobrzega i połączy Opatów z Niskiem zajęła projektantom kilka godzin. W spotkaniu uczestniczył również wiceprezydent Mirosław Pluta. – Dzisiaj przedstawiane są tylko warianty drogi, która dzięki porozumieniu Czwórmiasta ma szanse przebiegać przez nasze miasto, skomunikować drogę ekspresową z naszym Tarnobrzeskim Parkiem Przemysłowo – Technologicznym, a w przyszłości i ze specjalną strefą ekonomiczną – mówił wiceprezydent Mirosław Pluta, próbując uspokoić nastroje uczestników spotkania. – Ja państwa rozumiem, ja znam ludzi, którzy zostali wysiedleni, ja wiem, z czym to się wiąże. Dziś rozmawiamy po to, aby jak najwięcej się o tych wariantach dowiedzieć. Lepiej, że możemy rozmawiać o czterech niż o jednym.

Od strony projektowej tłumaczono przebieg każdego z wariantów, wyjaśniano kwestie wywłaszczeń i odszkodowań, zachęcano także, aby uporządkować sprawy spadkowe i adresowe, bo jeśli faktycznie dojdzie do wywłaszczeń, będą one kluczowe, aby uzyskać odszkodowanie. – To nie jest pierwsza droga, którą projektujemy. My już projektowaliśmy całą autostradę. Takie projekty zawsze są trudne i zawsze ktoś musi ucierpieć, ale zawsze staramy się, aby wszystkie czynniki były brane pod uwagę w równej mierze, i ten społeczny i ekonomiczny i środowiskowy – tłumaczył projektant Krzysztof Łubianka.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.