
Zaostrza się konflikt pomiędzy dyrektorem Szpitala Specjalistycznego w Sanoku, a pracującymi w nim pielęgniarki. Poniedziałkowe negocjacje odnośnie do ich płac nie przyniosły przełomu. Pielęgniarki podtrzymują swoją gotowość do protestu. – Żarty się skończyły! Nie pozwolimy, aby naszymi pensjami ratowano szpital – mówią.
Spotkanie dyrektora sanockiego szpitala z przedstawicielkami Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych rozpoczęło się w poniedziałek o godz. 9.30 i trwało zaledwie kwadrans. Jak relacjonuje dyrektor szpitala Grzegorz Panek, przebiegało w spokojnej atmosferze. – Nikomu nie zależy na eskalowaniu konfliktu, a już na pewno nie mi. Pracujemy w jednym zakładzie, wszyscy gramy do jednej bramki, więc zarówno mi jak i pielęgniarkom zależy na dojściu do porozumienia – komentuje dyrektor.
Rozmowy ostatniej szansy?
Dyrektor na spotkaniu przedstawił swoją propozycję wyrównania i dalszego wzrostu wynagrodzeń pielęgniarek zatrudnionych w sanockim szpitalu. – Wynagrodzenia pielęgniarek zostały już ustalone moim rozporządzeniem, ale biorąc pod uwagę porozumienie zawarte w 2018 r. panie pielęgniarki w dalszym ciągu oczekują „ciut więcej”, więc biorąc po uwagę naszą obecną sytuację finansową to „ciut więcej” leży właśnie na stole – mówi dyrektor Panek.
Jak wyjaśnia Małgorzata Sawicka, szefowa Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w sanockim szpitalu, w zawartym w 2018 r. porozumieniu strony przyjęły reguły, zgodnie z którymi miały rosnąć pensje pielęgniarek. – Z analizy przyjętych współczynników pracy i aktualnej kwoty bazowej, którą narzuca Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu niektórych pracowników medycznych wynika, że dyrektor musi podnieść wynagrodzenia zasadnicze pielęgniarek i położnych o kwotę nie mniejszą niż 20 procent różnicy pomiędzy aktualnym, a docelowym wynagrodzeniem w 2021 r. – wyjaśnia Sawicka. – Takie zapisy zostały zawarte w porozumieniu i nie zamierzamy się z nich wycofywać – dodaje. Dyrektor zaproponował doliczenie do poborów 10 proc. zaległej kwoty. – Dla nas to nie do przyjęcia i taka jest nasza odpowiedź. Absolutnie nie zgadzamy się na taką opcję. Nie ma takiej możliwości, aby pracodawca utrzymywał szpital naszym kosztem – po raz kolejny podkreśliła Małgorzata Sawicka. Do rozmów strony mają wrócić w środę.
„Mamy dość”
– Jesteśmy już zmęczone tą sytuacją – komentuje pani Janina, pielęgniarka pracująca na oddziale laryngologicznym w sanockim szpitalu. – W głowie mi się nie mieści, że od lat musimy walczyć o pieniądze i szacunek – dodaje. W sanockim szpitalu przepracowała ponad 40 lat. – Zawsze musiałyśmy iść na ustępstwa. Nikt nas nie słuchał. Ile to razy jeździłyśmy z koleżankami na strajki do Warszawy, poświęcałyśmy wolny czas i energię, aż się wierzyć nie chce, że dalej musimy walczyć – mówi. – Kocham swoją pracę, poświęciłam jej całe życie, ale nie mam już siły walczyć. Jeśli obniżą mi pensję, odejdę na emeryturę – zapowiada.
Protest sparaliżuje pracę szpitala
Pielęgniarki potwierdziły pełną gotowość do protestu. A sprawne funkcjonowanie lecznicy jest bardzo ważne, szczególnie teraz w dobie pandemii koronawirusa, bo jest to jedyna placówka w regionie, która dysponuje oddziałem zakaźnym. To właśnie tutaj trafiają pacjenci z podejrzeniem zakażeniem koronawirusem z powiatu sanockiego, leskiego, bieszczadzkiego i brzozowskiego. W sumie to prawie 200 tysięcy mieszkańców.
Szpital dysponuje ponad 300 łóżkami dla chorych, ma świetnie rozwiniętą kardiologię, neurologię i pediatrię. W sezonie letnim to tutaj trafiają pacjenci z całych Bieszczadów. Średnio rocznie odnotowuje ponad setkę lądowań śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. To drugi wynik w Podkarpaciu, po Rzeszowie. Dla porównania w ubiegłym roku w Przemyślu odnotowaniu 16 lądowań, w Jaśle dwa, w Mielcu jedno.
Martyna Sokołowska



7 Responses to "Dość ratowania szpitala naszym kosztem!"