“To legalna mafia, a nie policja” 

W nocy, kiedy doszło do zajścia, Mariusz pojechał z kolegą z pracy wpłacić tysiąc złotych do wpłatomatu. Chłopak dorabia w miejscowym barze. Foto: Martyna Sokołowska (3)

Na nagraniu z monitoringu widać, jak jeden z policjantów szarpie nastolatka. Funkcjonariusze podczas interwencji mieli też używać wulgarnych słów, wyzywać i być agresywni w stosunku do zatrzymanego chłopaka. Prokuratorskie śledztwo w tej sprawie zostało umorzone, policjant po „rozmowie dyscyplinującej” wrócił do pracy.

Do opisywanych zdarzeń doszło 3 listopada 2019 roku. – Po pracy pojechałem z kolegą wpłacić pieniądze do wpłatomatu. Pracuję w miejscowym barze, tego dnia dostałem wypłatę- opowiada Mariusz Izdebski.  Samochód zaparkowali na chodniku przy wpłatomacie, w niedozwolonym miejscu. W tym momencie przejeżdżał tamtędy radiowóz. Jak relacjonuje Mariusz, aby uniknąć mandatu, zjechali z chodnika i pojechali z kolegą za blok na parking. – Podjechał do nas radiowóz, w środku było dwóch policjantów. Od początku zachowywali się agresywnie, byli wulgarni. Zaczęli nas przeszukiwać – relacjonuje 17-latek.  Samochód był  “czysty”, policjanci nie znaleźli przy chłopakach żadnych niedozwolonych substancji. Przy Mariuszu znaleźli kilkanaście tabletek schowanych w woreczku strunowym. – Policjanci zaczęli wypytywać co to jest. Kiedy odpowiedziałem, że tabletki od bólu głowy, stali się jeszcze bardziej agresywni – relacjonuje nastolatek.  Tabletki, jak wyjaśnia, miał przy sobie bo choruje na migrenę. Schowane w woreczku, bo stłukł szklaną butelkę, a jakiej były oryginalnie zapakowane. – W barze mamy sporo strunowych woreczków, bo chowamy tam drobny bilon. Po prostu wziąłem jeden i wrzuciłem do niego tabletki – wyjaśnia.  W międzyczasie na miejsce przyjechał drugi patrol. – Jeden z policjantów zaszedł mnie od tyłu i zaczął przeszukiwać. Rozejrzał się dookoła, czy w oknach nie ma ludzi, a na budynkach kamer i uderzył mnie w kark. W tym czasie byłem już przykuty kajdankami do drzwi samochodu – opowiada Mariusz. Zajście nagrała kamera wycelowana wprost w samochód zatrzymanych nastolatków.

– Policjanci byli cały czas wulgarni i agresywni, grozili mi. Zabrali mi też telefon, czytali prywatne wiadomości, oglądali zdjęcia, podśmiechiwali się ze mnie – opowiada chłopak.  Policjanci zabrali go na komendę. Tam, jak relacjonuje 17-latek nadal mieli zachowywać się agresywnie. – Wyjęli teleskopową pałkę i mi nią grozili. Jeden z policjantów kazał mi zjeść kilkanaście tabletek, które miałem przy sobie. Inny powiedział, że zaraz będę  “latał po ścianach”, straszyli, że noc spędzę na “dołku” – opowiada.  W międzyczasie policjanci zbadali narkotestami tabletki, które miał przy sobie chłopak. Okazało się, że nie są to narkotyki, ani żadna niedozwolona substancja. – Nagle zrobili się mili, odwieźli mnie pod blok, w którym mieszkam. Bolał mnie kark, więc brat zawiózł mnie na SOR – relacjonuje.  Lekarz zbadał chłopaka i wykonał obdukcję. Na karku stwierdził zaczerwienienie i zadrapania. Chłopak o nieprawidłowościach, do jakich miało dojść podczas policyjnej interwencji poinformował prokuraturę. Złożył też skargę do komendanta policji na zachowanie funkcjonariuszy biorących udział w interwencji. Sprawą zainteresował także Rzecznika Praw Dziecka. 

– Będę walczył o sprawiedliwość, bo chyba nie tak powinna wyglądać praca policji. Nie zrobiłem nic złego, a zostałem potraktowany jak bandzior – podsumowuje nastolatek.  Od listopada 2019 roku chłopak jest pod stałą opieką Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Sanoka.

Prokurator umorzył śledztwo

Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Brzozowie. Toczyło się z artykułu 231 paragraf 1. Kodeksu Karnego i dotyczyło przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.  W sprawie przesłuchani zostali m.in. pokrzywdzony nastolatek i jego kolega z pracy, który w chwili zdarzenia był z nim, matka 17-latka, jego brat, który po zdarzeniu podwoził go na SOR oraz wszyscy policjanci biorący udział w interwencji.  Jak czytamy w uzasadnieniu umorzenia śledztwa, wszyscy funkcjonariusze zaprzeczyli, aby podczas interwencji miało dojść do nieprawidłowości, prokurator uznał ich zeznania „za spójne i wzajemnie się uzupełniające”. Sprawdzony został także monitoring z kamer, które zarejestrowały zdarzenie. Jego analiza nie pozwala jednak zdaniem prokuratora na jednoznaczne stwierdzenie, że chłopak został uderzony przez funkcjonariusza.  Prokurator stwierdził też, że do obrażeń, jakie wykazała obdukcja, mogło dojść zarówno przed jak i po zajściu. 

– Z uwagi na niedające się usunąć wątpliwości stwierdzić należy, iż brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy – czytamy w uzasadnieniu umorzenia sprawy, którą prowadził prokurator Ryszard Sawicki, zastępca Prokuratora Rejonowego w Brzozowie. Pokrzywdzony 17-latek nie zgodził się z postanowieniem prokuratora i je zaskarżył. Jego skargę rozpatruje Sąd Rejonowy w Brzozowie. Decyzja co do dalszego biegu sprawy jeszcze nie zapadła.

Policja: kontrola nie wykazała nieprawidłowości 

Sprawę na wniosek pokrzywdzonego 17-latka wyjaśniała też sanocka policja. Powodem zatrzymania nastolatka było jak informuje nas Izabela Rowińska-Ciępiel, rzecznik sanockiej policji było „ujawnienie przy nim tabletek zapakowanych w woreczek strunowy, tzw. dilerkę”. – Policjanci podejrzewali, że mogą to być środki, których posiadanie jest zabronione – mówi nam rzecznik sanockiej policji. Jak dodaje, policjanci mieli uzasadnione podejrzenie, że osoby będące w samochodzie mają coś do ukrycia, mogły złamać prawo lub posiadają przy sobie przedmioty pochodzące z przestępstwa, a 17-latek podczas interwencji zachowywał się nerwowo. – Istniała obawa ucieczki, dlatego konieczne było wobec niego użycie środka przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek – wyjaśnia rzecznik. 

Rozmowy dyscyplinujące” z interweniującymi policjantami 

– Postępowanie wykazało, że użycie kajdanek było zgodne z prawem i zasadne, niemniej jednak sposób użycia nie był prawidłowy, dlatego z policjantem przeprowadzono rozmowę dyscyplinującą. W toku postępowania ustalono też, że młody mężczyzna został przez drugiego z funkcjonariuszy szarpnięty za kaptur. Czynności służbowe zakończyły się przeprowadzeniem rozmowy dyscyplinującej z policjantem – mówi nam Izabela Rowińska-Ciepiel.  Policjanci nie byli dotychczas karani dyscyplinarnie, w związku z nieprawidłowościami przy użyciu środków przymusu bezpośredniego. Obaj pełnią służbę na zajmowanych dotychczas stanowiskach.

Policja skarży nastolatka 

Sprawa będzie miała dalszy ciąg. Po opublikowaniu w Internecie nagrania, w którym chłopak opowiada o szczegółach zdarzenia, komendant sanockiej policji postanowił złożyć przeciwko 17-latkowi i osobom komentującym to nagranie, które w niepochlebny sposób wypowiadają się o funkcjonariuszy biorących udział w akcji.  

– W związku z nagraniem opublikowanym w Internecie, w którym sanoccy policjanci zostali pomówieni przez osobę wypowiadającą się na temat interwencji policyjnej oraz komentarzami, jakie pojawiły się pod tą publikacją, przygotowywany jest pozew wobec osób, które naruszyły dobra osobiste funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji w Sanoku poprzez ich pomawianie i znieważanie – informuje rzecznik. 

Martyna Sokołowska

18 Responses to "“To legalna mafia, a nie policja” "

Leave a Reply

Your email address will not be published.