
Uczniowie odpoczywają na wakacjach i o powrocie do szkoły na razie nie myślą. Rodzice, nauczyciele, dyrektorzy placówek oświatowych i szefowie samorządów głowią się jednak nad tym, co ich czeka już za niecałe sześć tygodni. Ministerstwo skąpi im na razie pewnych informacji.
Wakacje mają to do siebie, że choć czeka się na nie miesiącami to potrafią się bardzo szybko skończyć. W tym roku, wydaje się, że nie tylko uczniowie, ale i Ministerstwo Edukacji Narodowej chciałoby, aby trwały jak najdłużej. Pandemia zamiast odpuszczać, przybiera na sile i decyzje, które podejmie premier Morawiecki i minister Piontkowski w sprawie powrotu dzieci do szkół, będą miały nieodwracalne skutki. Póki co nie ma żadnych nowych przepisów dotyczących powrotu do nauki w salach lekcyjnych, brak także potwierdzenia, że to w ogóle nastąpi. W tym tygodniu na Twitterze Ministerstwa Edukacji Narodowej pojawiły się dwa wpisy na temat powrotu dzieci do szkół od września 2020 roku.
Szef resortu, Dariusz Piontkowski deklaruje w jednym z nich, że MEN chce, aby uczniowie wrócili do „tradycyjnej nauki w szkołach”. Zapewnia także, że są opracowywane przepisy, które zagwarantują dzieciom bezpieczeństwo w placówkach oświatowych.
Pyta nie, które nasuwa się jako pierwsze w związku z powrotem dzieci do szkoły dotyczy tego, jak zostanie zorganizowana nauka, a drugie, co się będzie działo, jeśli w danej placówce wybuchnie ognisko koronawirusa.
– Pracujemy nad odpowiednimi regulacjami prawnymi. Gdyby pojawiło się ognisko epidemii czy realne zagrożenie dla zdrowia uczniów i nauczycieli, chcemy, aby dyrektor, po zasięgnięciu opinii GIS mógł szybko zareagować. Ważna będzie również rola kuratora –informuje minister.
Rozumieć należy, że jeśli w szkole pojawi się dziecko lub osoba dorosła, u której wykryty zostanie koronawirus, to wszyscy lub część osób, które miały z nimi kontakt trafią na kwarantannę? Czy szkoły trzymają dodatkowe pieniądze na środki dezynfekujące? Takich szczegółów ministerstwo nie zdradza.
O przygotowania do nowego roku szkolnego zapytaliśmy prezydenta Tarnobrzega.
– Przygotowujemy nasze placówki do nowego roku szkolnego, tak, jak to było zaplanowane przy budowaniu tegorocznego budżetu, a więc zanim ogłoszono w kraju pandemię – mówi Dariusz Bożek. – Prowadzone są wszystkie zaplanowane remonty, więc, gdyby uczniowie mieli od września rozpocząć rok szkolny, szkoły będą na ich przyjęcie gotowe. Za sobą mamy też przecież etap nauczania zdalnego, więc gdyby zaistniała potrzeba kontynuowania nauki w takiej właśnie formie, na pewno byłoby to dużo łatwiejsze organizacyjnie niż w marcu, gdy trzeba było taki tryb pracy z uczniami wprowadzić z dnia na dzień.
Prezydent Tarnobrzega przyznaje także, że ważne jest iż samorząd ma już doświadczenie pracy w czasie pandemii.
– Mamy już jakieś doświadczenia, ale i pozyskaliśmy do tego czasu także trochę sprzętu komputerowego niezbędnego do pracy zdalnej. Z budżetu miasta zakupiliśmy tablety, którymi wsparliśmy uczniów naszych szkół w zdalnej nauce, pozyskaliśmy też dotacje z dwóch programów rządowych, za które kupiliśmy laptopy.
Rodzice i nauczyciele zastanawiają się, czy możliwy jest całkowity powrót dzieci do szkół? Czy możliwa jest organizacja nauki w systemie pół na pół, to znaczy, że część lekcji miałaby się odbywać w szkole, a część zdalnie? Włosi wprowadzają od września pojedyncze ławki, czy u nas możliwe jest takie rozwiązanie?
Małgorzata Rokoszewska



One Response to "Wakacje na półmetku, a minister milczy"