
Jeżdżą po piaszczystej skarpie, a kołami quadów i motocykli crossowych miażdżą i odkopują ludzkie kości. Mieszkańcy Krawców w pow. tarnobrzeskim po każdym takim pseudo rajdzie zbierają wydobyte spod ziemi ludzkie szczątki i fragmenty ubrań ofiar I wojny światowej i zakopują na nowo tam, gdzie ich miejsce.
Piaszczysta skarpa w okolicy Grębowa w pow. tarnobrzeskim kryje 95 udokumentowanych ciał żołnierzy poległych w czasie I wojny światowej. Wiele wskazuje jednak, że jest ich tam o wiele więcej, bo część mogił to groby zbiorowe. Przez teren ten przechodziły dwa fronty. W 1914 i 1915 r. Zgodnie z wiedzą historyków i regionalistów, pochowani są tu żołnierze armii rosyjskiej, niemieckiej i austrowęgierskiej. Było wśród nich także wielu Polaków wcielonych do armii zaborców. Położona wśród drzew i pagórków mogiła od lat niszczeje. Los tych, którzy spoczęli tu ponad 100 lat temu nie jest jednak obojętny mieszkańcom okolicznych wsi. To ich staraniem i z pomocą wojska, teren na samym szczycie skarpy ogrodzono, postawiono także symboliczny grób i tablicę pamiątkową „poświęconą żołnierzom poległym w I wojnie światowej”. To oni przychodzą wyrywać chwasty wokół nagrobka i stawiają znicze. Pamiętają i pamięć o tym miejscu przekazują także młodszemu pokoleniu. Gdy trzeba organizują także zasadzki na qudowców i motocrossowców, którzy urządzają sobie rajdy po tym przesiąkniętym krwią terenie.
– W ostatnią niedzielę znów ktoś tu jeździł. To od razu widać. Skarpa jest piaszczysta, więc quady i motocrossy żłobią w niej potężne bruzdy – mówi Jan Matyka, sołtys Krawców. – My pilnujemy tego miejsca od lat. Przychodzimy tu także po większych deszczach, bo czasami wystarczy większa ulewa, aby wypłukała spod ziemi kolejne szczątki. Tu jest grób na grobie. Nieraz wystają spod ziemi skrzyżowane kości. Próbuje się je wyciągnąć, żeby je poszanowaniem zakopać, ale się nie da. Człowiek był tu chowany na człowieku. Od samego podnóża tej skarpy aż po jej szczyt.
– Ja tu przychodzę od dziecka. Jeszcze jako uczeń, przychodziłem tu ze szkoły, aby zapalić znicze, do dziś zresztą nauczyciele dbają, aby miejscowa młodzież znała to miejsce i darzyła je szacunkiem – przyznaje Jan Drozd z Krawców. – Widziałem i zakopywałem tu już wiele kości. Były też czaszki, fragmenty odzieży. Całkiem niedawno deszcz wypłukał wojskowe buty. Wszystkie te szczątki, które wyjdą na powierzchnię, zakopujemy. O to miejsce należy jednak porządnie zadbać. Przeprowadzić badania tego terenu, może ekshumacje. Zabezpieczyć ten teren, żeby nie dochodziło do takich sytuacji jak teraz, kiedy ludzkie kości wychodzą spod ziemi, są bezczeszczone i po prostu niszczone.
Jan Matyka podczas naszej wczorajszej wizyty w miejscu pochówku pokazał kilka kości, które znalezione zostały po niedzielnej jeździe quadami.
– W miejscu bezpośrednio prowadzącym do mogiły znajdującej się na szczycie skarpy nasypaliśmy ziemię, aby utrudnić wjazd kierowcom, trochę to pomogło, ale nad tym terenem nikt nie ma tak naprawdę kontroli. Ci kierowcy są szybcy, przyjeżdżają, pokręcą się po skarpie i odjeżdżają. Mają kaski, są zamaskowani, a ich pojazdy nie mają tablic rejestracyjnych. Gdy „złapałem” ostatnio jednego takiego, to pokazał mi tylko nieprzyzwoity gest i zwiał – żali się sołtys Matyka.
Wójt gminy Grębów Kazimierz Skóra od dawna wydeptuje ścieżki do instytucji, które mogłyby pomóc w zadbaniu o mogiłę. Z tego, co się niedawno dowiedział, znalazły się środki na ten cel od marszałka woj. podkarpackiego. Jest pomysł, by pochować szczątki pochowanych w tym miejscu żołnierzy w specjalnej kwaterze na miejscowym cmentarzu.
Małgorzata Rokoszewska



2 Responses to "Jeżdżą po kościach ofiar wojny"