Musztarda po obiedzie


Końcem lipca prace rozpoczął ministerialny zespół, który ma przygotować Polskę do drugiej fali epidemii COVID-19. Zespół podzielił się na pięć grup roboczych: ds. zbierania informacji z pozostałych krajów europejskich „o sposobach i procedurach, jakie zastosowały w zwalczaniu epidemii na kolejnych etapach jej rozwoju”, ds. oceny stanu przygotowań polskiej służby zdrowia i służb, które zwalczają epidemię, ds. szpitali jednoimiennych i ich wykorzystania w walce z COVID-19, ds. strategii przeprowadzania testów na obecność koronawirusa, ds. szczepień przeciw grypie i ich potencjalnego wpływu na ograniczenie zasięgu epidemii. I tu rodzi się pytanie: dlaczego dopiero teraz? Czy powołanie gremium, które zajmie się zbieraniem informacji z pozostałych krajów europejskich oznacza, że do tej pory nikt tego nie robił? To wręcz niewiarygodne, choć może tłumaczyć samozadowolenie rządzących, którzy z wielką pewnością siebie utrzymywali dotychczas, że Polska jest liderem w walce z koronawirusem. Jeszcze więcej pytań wiąże się z podgrupą ds. strategii przeprowadzania testów. Przecież już 30 kwietnia ministerstwo zdrowia deklarowało, że w ciągu kilku dni zostanie przedstawiony do konsultacji dokument zawierający strategię przeprowadzania testów na obecność koronawirusa. Jest początek sierpnia, dokumentu nie ma, natomiast powstała grupa robocza, która ma wypracować strategię. Kolejny temat. Po co powoływać najbardziej nawet szacowne grono osób, które ma się pochylać nad szpitalami jednoimiennymi, skoro te zostały przetestowane w warunkach bojowych i wiadomo, że ten model będzie trudny do utrzymania? Ba, zaczęto je przywracać do normalnej działalności. I że cały intelektualny i organizacyjny wysiłek instytucji odpowiedzialnych za funkcjonowanie ochrony zdrowia powinien się koncentrować wokół odpowiedzi na pytanie, jak, w warunkach pandemii, zapewnić ciągłość opieki wszystkim pacjentom, którzy ze swoimi problemami zdrowotnymi, niezwiązanymi z koronawirusem, nie mogą już czekać. Jeśli mówimy, że gospodarka i społeczeństwo nie przeżyją drugiego lockdownu, tym bardziej nie wytrzymają go pacjenci. I jeszcze szczepienia przeciw grypie. O tym, jak niebezpieczny będzie sezon grypowy 2020/2021 ze względu na pandemię koronawirusa, mówiono już wiosną. Tymczasem wiceminister zdrowia Waldemar Kraska mówił niedawno, że w tym roku zamówiono 1,5 miliona dawek szczepionki. I że „liczba ta może być zwiększona, jeżeli będą chętni na szczepienie”. W Polsce mamy niemal 38 mln mieszkańców. 1,5 mln dawek z trudem wystarczy dla tych 4 procent, które szczepiły się w ubiegłych latach. Ministerstwo Zdrowia zdaje się nie wiedzieć, że w innych krajach świata też wiedzą o niebezpieczeństwach związanych ze współistnieniem wirusów grypy i SARC-CoV-2. I, co więcej, że inne kraje do tego sezonu grypowego od jakiegoś czasu już się przygotowują., m.in. zamawiając większą ilość szczepionek. Planowanie zwiększenia zamówienia pod ewentualną większą liczbę chętnych może być przysłowiową „musztardą po obiedzie”. Bo gdzie domówią większą dostawę? Przepłacą za jakieś badziewie wyprodukowane w stodole? Tak jak było w przypadku maseczek, testów czy respiratorów? Trudno nie odnieść więc wrażenia, że rząd nie ma pomysłu, jak realnie zwiększyć liczbę zaszczepionych, oprócz zapowiedzianej przez ministra zdrowia „rozmowy edukacyjnej” z prezydentem Andrzejem Dudą, który nie szczepi się przeciw grypie, bo nie. Eksperci już od dłuższego czasu alarmują: działać trzeba tu i teraz. Nie wymyślać strategii na październik i listopad, bo to, ilu będzie chorych jesienią i zimą, decyduje się w tej chwili, 1 sierpnia mieliśmy rekordową dobową liczbę zachorowań, aż 658 osób. Czy więc nowy ministerialny twór zdąży na czas z wymyślaniem strategii? Czy skończy „z tarczą” czy „na tarczy”? Wkrótce się dowiemy. Przetestujemy to na sobie. Niestety.

Redaktor Monika Kamińska

17 Responses to "Musztarda po obiedzie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.