Pacjent, zamiast iść do przychodni, mógłby sam sprawdzić czy ma grypę

Refundacji testów na grypę raczej więc nie będzie. Tym bardziej, że zgodnie z Ustawą o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych może to zrobić podmiot odpowiedzialny za lek. Dopiero po tym rusza procedura weryfikacyjna, zakończona decyzją administracyjną resortu zdrowia. FOT. TOMASZ WASZCZUK / AGENCJA GAZETA

– W tym roku każdy będzie brał grypę za COVID-19 – mówi Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP). Oznacza to szturm na przychodnie i szpitale, co w czasie epidemii może skutkować szybszym rozprzestrzenianiem się wirusa. – Do mojego szpitala, w którym jest przychodnia podstawowej opieki zdrowotnej, w czasie ubiegłorocznej grypy zgłaszało się ok. 50 pacjentów dziennie do jednego lekarza, a pracuje tam ich siedmiu. Tak więc każdego dnia w sezonie grypowym przez POZ przewijało się nawet 350 osób – wyjaśnia skalę problemu.

Stąd ich pomysł na refundowanie szybkich testów, które pozwoliłoby odsiać część osób, nie wymagających pilnej pomocy lekarskiej. Dlatego związek wniósł do Ministerstwa Zdrowia, by Państwowy Zakład Higieny wybrał jeden z lepszych, szybkich testów na grypę i by znalazł się on na liście leków refundowanych. Wówczas każdy w aptece będzie mógł kupić taki test za ok. 3 zł i zbadać w domu, czy ma grypę, czy nie. A następnie zdecydować, co dalej robić. – Przerzucanie testów na SOR-y, izby przyjęć czy nawet POZ to nieporozumienie. Nie wyobrażam sobie, by 350 osób dziennie diagnozować testami na grypę. Idealnym rozwiązaniem będzie, jeśli każdy pacjent będzie miał test w domu i w razie niepokojących objawów sam go wykona, a potem skorzysta z teleporady – przekonuje Waldemar Malinowski. Podkreśla, że jego placówka przebadała pod kątem przeciwciał osoby, które na początku roku wykazywały ciężkie objawy podobne do COVID-19 – okazało się, że nie miały koronawirusa, ale grypę. – To znaczy, że podobnej sytuacji możemy spodziewać się nadchodzącym sezonie. To będzie panika – tłumaczy.

Nie idźmy tym tropem

Lekarze mają jednak wątpliwości, czy pacjenci potrafią dobrze zinterpretować wyniki. Zdaniem dr Grażyny Cholewińskiej-Szymańskiej, konsultant wojewódzkiej w dziedzinie chorób zakaźnych, testy są raczej dla pracowników medycznych, którzy ponoszą odpowiedzialność za ich wykonanie i ewentualne błędy w odczycie. – Jeżeli kobieta robi test ciążowy i jest on pozytywny, to przecież jeszcze nic nie znaczy. Dopiero musi iść do ginekologa i to potwierdzić. Podobnie jest z testami na HIV. Zawsze w instrukcji jest tam napisane, że obojętnie, jaki wyjdzie wynik, należy go potwierdzić u lekarza. Jeśli ktoś źle odczyta test, uzna, że nie jest chory na grypę i nie zacznie się leczyć, może poważnie zachorować albo nawet umrzeć – podkreśla.

Przeciwniczką powszechnych testów na grypę do samodzielnego wykonania w domu jest też Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. – Nie tędy droga. Z perspektywy lat i doświadczeń całego świata wynika, że podstawą do walki z grypą nie są testy wymazowe, czyli potwierdzenie lub nie choroby, ale szczepienia – mówi. I dodaje, że z tego powodu PPOZ od lat wnioskuje m.in. o wprowadzenie do kalendarza obowiązkowych szczepień dla dzieci bezpłatnych szczepień przeciw grypie oraz o wprowadzenie szczepionki refundowanej dla pacjentów 50 plus.

Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.