
We wtorek w Bejrucie (Liban) doszło do olbrzymiej tragedii. W wyniku eksplozji zginęło co najmniej sto osób a rannych zostało blisko cztery tysiące. Wybuch doprowadził do olbrzymich zniszczeń w promieniu kilkuset metrów. Jako prawdopodobną przyczynę podaje się pożar chemikaliów w rejonie portu, gdzie miało znajdować się 2750 ton saletry amonowej.
Ponad sto ofiar, czterdzieści razy więcej rannych, tysiące ton gruzu, przepełnione szpitale i potężny krater w ziemi – to efekt tragicznego wybuchu, do którego doszło we wtorek ok godz. 17 czasu polskiego w Bejrucie, stolicy Libanu. Jako przyczynę zdarzenia władze libańskie podają wybuch składowanych w okolicznym porcie 2750 ton saletry amonowej, która wcześniej została skonfiskowana przez władze. Wybuch miał zostać spowodowany przez nieodpowiednie spawanie otworu w magazynie, który miał być zabezpieczeniem przed włamywaczami.
Eksplozja zmiotła z powierzchni ziemi kilkadziesiąt dużych budynków. W porcie uszkodzony został okręt ONZ, w promieniu kilkuset metrów urwane zostały balkony i wybite szyby w pobliskich blokach mieszkalnych. Na ulicach widać pełno zniszczonych, spalonych pojazdów i konstrukcji. Eksplozja spowodowała powstanie potężnych kłębów dymu. Wybuch był na tyle silny, że było go słychać na Cyprze, który jest oddalony od Bejrutu o 240 km.
Do Libanu spływają kondolencje z całego świata. Swoje wsparcie przekazał też prezydent Polski Andrzej Duda. – Dziesiątki zabitych, tysiące rannych. Armagedon – napisał na Twitterze prezydent. Kilkadziesiąt krajów zadeklarowało pomoc humanitarną w tym organizację szpitali polowych, wysyłanie paczek z żywnością i odzieżą oraz wsparcie jednostkami strażaków.
Kamil Lech


