Kto zabił Kosteckiego?

Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta

– Choć od śmierci Dawida Kosteckiego minął rok, ta sprawa wciąż budzi emocje. Najbliżsi „Cygana” nie wierzą w jego samobójstwo. Mogą mieć rację?

– Niestety mogą. W ostatnich latach w więzieniach w Polsce, bardzo wyraźnie wzrosła liczba zgonów, w tym w znaczącej większości zgonów na skutek samookaleczeń, bójek, a nawet zabójstw. Służba Więzienna nie chce się do tego przyznawać, więc statystyki tego nie pokazują. Penitencjaryści jednak mają bardzo złe zdanie o obecnym funkcjonowaniu więzień i obawiają się, że znaczna część zgonów to porachunki między więźniami. W przypadku Dawida Kosteckiego można mieć też o tyle poważne wątpliwości, że on zeznając w śledztwie strasznie się naraził zorganizowanym grupom przestępczym. Można sobie wyobrazić, że któraś z nich wydała na niego „wyrok”. Przy czym tutaj (nie mając wglądu w akta postępowania) nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy Kostecki został powieszony – od współwięźniów, w czasach gdy sam w latach 80. bywałem w różnych aresztach i więzieniach, słyszałem o takiej metodzie, która polega, że się zakłada pętlę na szyję, a współwięźniowie siadają na leżącym na „koi”. Taki człowiek praktycznie nie może się bronić, a nacisk kilku dorosłych mężczyzn siedzących na nim powoduje także, że odruchy bezwarunkowe związane ze zgonem są stłumione. Niejasne jest też to nakłucie na szyi. Bo też mogłoby to oznaczać, że wcześniej był obezwładniony jakąś substancją psychoaktywną. Ale trzeba też sobie zdawać sprawę, że w warunkach więziennych można też wykonać „wyrok” na wiele innych sposobów. Można tak zaszczuć współosadzonego, znęcając się nad nim fizycznie i psychicznie, że albo sam się zdecyduje na samobójstwo, albo nie będzie się bronił. Wiemy, że Kostecki był zawodowym bokserem, ale większość więźniów jest bardzo sprawna fizycznie – ćwiczą chociażby z nudów – a wielu z nich to pokaźne osiłki, z którymi, szczególnie kiedy jest ich dwóch czy trzech, nawet zawodowy bokser sobie nie poradzi.

– Kto mógł mieć powody, żeby „Cygan” zamilkł na zawsze?

– To niestety, może wyjaśnić tylko śledztwo, pod warunkiem że pójdzie w kierunku zabójstwa bądź zlecenia zabójstwa. Najbardziej naturalna hipoteza, jaka przychodzi mi do głowy, to grupa przestępcza, która straciła na „aferze podkarpackiej”. Stracili pewnie sporo pieniędzy, urwała im się możliwość handlu kobietami i szantażowania policjantów, urzędników czy polityków. Ale to tylko spekulacje. Kostecki wcześniej był skazywany cztery razy za pobicia i udział w zorganizowanych grupach przestępczych. Być może w tych sprawach trzeba szukać ewentualnych zleceniodawców. Pod warunkiem jednak, że rzeczywiście miało miejsce zlecenie zabójstwa.

– Często dochodzi do zleconych zabójstw?

– Tego nie jestem w stanie stwierdzić. Jeżeli chodzi o świat, to pewnie są jakieś dane amerykańskie czy z bardziej praworządnych państw europejskich. Ale w Polsce nikt takich danych nie publikuje, a podejrzewam, że nawet nie zbiera. No, może specjaliści od resocjalizacji do celów badawczych, ale ja nie trafiłem na takie badania. Popatrzmy jednak na statystyki. Liczba zgonów w zakładach karnych skoczyła ze 105 – 107 w latach 2014/2015 do 171 – 159 w 2018 i 2019 roku. Prób samobójczych było (oficjalnie, bo te statystyki – oględnie mówiąc – są mało wiarygodne) 157 i 154 w latach 2014/15, a w latach 2017 – 19 było odpowiednio 186, 168 i 173. Również niezbyt wiarygodne dane pokazują wzrost danych o gwałtach i znęcaniu się z 26 i 30 w latach 2014 i 2015 do 43, 42 i 34 pomiędzy 2017 a 2019 rokiem. Przy czym trzeba zauważyć, że bardzo często ofiarą gwałtu lub znęcania się jest więcej niż jedna osoba. Jaki procent tych zgonów, czy efektów okrucieństwa fizycznego i psychicznego, wynika z atmosfery więziennej, a jaki z ewentualnych porachunków „nadanych” z zewnątrz, można się tylko domyślać. Intuicja podpowiada, że może to być kilka – kilkanaście procent.

Łatwo jest zabić kogoś w więzieniu?

– I tak, i nie. Jeżeli Służba Więzienna działa sprawnie, to bardzo trudno. Cele są monitorowane. Potencjalna ofiara ma łatwy dostęp do dzwonka przywołującego „klawisza”. Wychowawcy pilnują, aby nie dochodziło do konfliktów w celach, a także, żeby w celach nie siedzieli przestępcy, którzy mogą mieć „konflikt interesów” chociażby taki, że ktoś kogoś wsypał w śledztwie. W Polsce teraz jednak nie da się powiedzieć, że Służba Więzienna działa sprawnie. Odeszło wielu doświadczonych funkcjonariuszy zniechęconych rozliczeniami politycznymi i kumoterstwem w obsadzaniu funkcji kierowniczych. Więzienia są przepełnione. W wielu miejscach „klawisze” dogadują się z subkulturami więziennymi w ten sposób, że ma nie dochodzić do awantów, a w zamian za to funkcjonariusze przymykają oczy na przemyt zakazanych przedmiotów (kart telefonicznych, narkotyków, alkoholu) lub porachunki między osadzonymi czy wręcz prostytucję. Kiedy część uprawnień służby więziennej „deleguje” się na struktury zorganizowane przez bandytów, to siłą rzeczy nie sposób zapobiec przemocy wobec współwięźniów. Ta przemoc może wynikać z relacji w celach i na oddziałach, ale może też wynikać z próśb czy zleceń przyniesionych z zewnątrz.

– W służbowej notatce sporządzonej po oględzinach ciała Kosteckiego, prokurator napisał o „możliwym zbrodniczym charakterze śmierci”. Na jego szyi znaleziono dwie ranki. Czy Pana zdaniem prokuratura wyjaśniła wątpliwości, które pojawiły się tuż po śmierci „Cygana”, a na które powoływali się pełnomocnicy jego rodziny?

– No właśnie. Prokurator sam ma wątpliwości. Tego, co naprawdę mogło się zdarzyć w więzieniu może podejrzewać każdy, kto choć trochę przepyta więźniów lub byłych więźniów. A wygląda na to, że prokuratura jednak nie wyjaśniła wszystkich wątpliwości. Wniosek złożony przez pełnomocników rodziny o powtórzenie sekcji zwłok, sugeruje, że ta sekcja była albo źle przeprowadzona, albo niekompletna. Prokuratura wniosek odrzuciła. Tymczasem z punktu widzenia tych ranek, które podobno wyglądały jak ukłucia strzykawki, bardzo chciałbym wiedzieć, jak wyglądało badanie toksykologiczne. Czy w ogóle było, i jakie dało wyniki. A może jednak go nie było, albo było zrobione wbrew zasadom. To jedno z kluczowych pytań. W sumie dziwię się, że prokuratura odmówiła. Gdyby Kostecki był ofiarą katastrofy smoleńskiej, to badanie powtarzano by „do oporu” nawet kilkadziesiąt razy.

– Pełnomocnicy nie odpuszczają. Mecenas Roman Giertych zapowiedział, że będzie dążył do wyjaśnienia tej sprawy. Myśli Pan, że to możliwe, skoro śledztwo zostało umorzone?

– Słusznie, że nie odpuszczają. Śledztwo można wznowić jeżeli znajdą się nowe dowody. Chociażby na takiej zasadzie działa policyjne „archiwum X”. Może w przyszłości ktoś sobie coś przypomni i na przykład zezna w innym śledztwie, albo zgłosi się na policję lub do rodziny. Ale też jest drugi aspekt sprawy. Więzienia to jest taki trochę test na praworządność w państwie. Jeżeli w więzieniach łamane są prawa człowieka, to wiadomo, że są łamane także poza murami. Dlatego każda sprawa związana z działaniem lub zaniedbaniem służby więziennej, czy każdej innej służby mundurowej wymaga ponadstandardowego sprawdzenia. Jeżeli będziemy odpuszczać takie sprawy, to prędzej czy później sami staniemy się ofiarą braku praworządności. Służby państwowe nie mogą mieć poczucia, że są bezkarne. Bo jeżeli tak jest, to każdego obywatela może spotkać los Tomasza Komendy, Igora Stachowiaka lub młodego mężczyzny, zastrzelonego w Koninie na placu zabaw dla dzieci, bez żadnego istotnego powodu.

Rozmawiała Katarzyna Szczyrek

23 Responses to "Kto zabił Kosteckiego?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.