Kto odpowiada za horror przy ul. Wiktora?

O tej działce przy ul. Wiktora w Kolbuszowej, gdzie w skandalicznych warunkach przebywało około 20 psów w usłyszał cały region.Fot. Paweł Galek (2)

Posesja przy ul. Wiktora w Kolbuszowej w ostatnich dniach zdążyła okryć się czarną sławą w regionie. Teren ten jest mocno zagracony szkłem, deskami i gruzem. Wszędzie jest pełno brudu, much, zwierzęcego moczu i kup. Są też rozkładające się zwłoki psów. Wszystko to potwornie śmierdzi. Jednym słowem, koszmar. Spotkaliśmy się z okolicznymi mieszkańcami, którzy od kilku lat proszą o zajęcie się tym problemem.

Sytuacja na działce przy ul. Wiktora wyszła na jaw po kontroli, jaką w minioną środę dokonali wolontariusze z Mielca. Teren był dość zagracony, pełno było szkła, desek i gruzu.

Smród, odchody i zwłoki psów

Wokół biegała liczna wataha bardzo agresywnych psów. Były wychudzone, głodne, ze zmianami skórnymi, pełne pcheł i kleszczy. Naliczyłyśmy ich ok. 20 – relacjonuje Ewelina Kaźmierczak z mieleckiego inspektoratu Straży Ochrony i Ratownictwa Zwierząt. – W domu zamkniętych, widocznych było kolejnych kilkadziesiąt. Jest jeszcze piwnica tegoż pustostanu, w której suczki rodziły potomstwo. Teren był pełen brudu, much, smrodu, moczu i kup. – Jednak najgorszym z „doznań” było znalezienie zwłok małego szczeniaka i dorosłego psa. Nie wiemy ile jeszcze może być tam martwych zwierząt, bo pustostan jest mocno zagracony. Coś okropnego. Naszym celem, będzie odebranie wszystkich piesków i pozbawienie praw do posiadania zwierząt tego pana, którego sytuacja przerosła – zaznacza. – Ta sytuacja trwa już od 8 lat – mówi nam jeden z sąsiadów. – Psy budzą nas w nocy głośnym ujadaniem średnio trzy-cztery razy. Po takim „śnie” człowiek czuje się jakby ktoś mu przywalił. W dzień na mojej posesji zwierzęta obszczekują mnie jak złodzieja. A kiedy nie ma wiatru, jest ogromny smród, mniej więcej taki jak z chlewni. Tak śmierdzi, że w domu nie można otworzyć ani okna, ani drzwi. Jest tragedia – skarży się mężczyzna.

Kto weźmie odpowiedzialność?

Problem na własnej skórze wielokrotnie doświadczyła pani Magdalena Salach. – Dość często chodziłam tamtędy ze swoim psem. Z tym, że zazwyczaj musiałam go nosić na rękach – wspomina. – W płocie otaczającym posesję są dziury, którymi psy wyskakiwały na ulicę. Otaczała mnie liczna wataha, bardzo agresywna. I tak było za każdym razem. Dzwonienie na Straż Miejską i policję nic nie dawało. Zastanawiam się, co by było, gdyby tamtędy szła matka z dwójką małych dzieci i psem na smyczy. Kto by wziął odpowiedzialność za tragedię? – Innym aspektem sprawy są warunki, w jakim żyją te zwierzęta. Moją uwagę dwa lata temu przykuł ten ceglany dom. Słyszałam tam szczekanie i skomlenie. No i teraz okazuje się, że rozgrywa się tam dramat – twierdzi. – Nie byłam tam w środku, bo bałam się. Nie wiadomo, czego po tych psach można się spodziewać. Tam są suki ze szczeniakami, więc pewnie są agresywne. Zdjęcia z tego miejsca są wstrząsające. Można było tego uniknąć, gdyby wcześniej ktoś tym się zajął. Przecież od lat skarżą się na to przechodnie i sąsiedzi.

Jedną osób, obok pani Magdy, które od lat zgłaszają problem do wszystkich możliwych instytucji, jest pani Monika Janusz. – Chcemy, żeby ktoś zajął się tymi psami. Ich właściciel je kocha, ale sytuacja wymknęła się mu spod kontroli. Wystarczyło wcześniej do niego zaglądnąć, wysterylizować te zwierzęta i jakoś je zaszczepić – wylicza pani Monika.

Zobowiązaliśmy właściciela”

Co na to Grzegorz Dzimiera, komendant Straży Miejskiej? – Rozmawiałem już o tym z właścicielem posesji i Powiatowym Lekarzem Weterynarii. Wspólnie ustaliliśmy, że ten pan niezwłocznie tak zabezpieczy swoją posesję, żeby te psy nie wydostawały się na zewnątrz i nie stwarzały zagrożenia na przechodniów. Po drugie, ma on zwrócić się do burmistrza z prośbą o sfinansowanie sterylizacji suczek. Żeby to stado się nie rozrastało – podkreśla. – Poza tym wszystkie psy mają być objęte podstawową opieką weterynaryjną, czyli zostaną: przebadane, odrobaczone, odpchlone i odkleszczone. Właściciel zobowiązał się też, że będzie budował kojce, żeby te zwierzęta przebywały w warunkach, które będą godziwe. Jak to wszystko zinwentaryzujemy, trzeba będzie pomyśleć nad tym, żeby one sukcesywnie trafiały do adopcji. Z tym, że na pewno to nie będzie łatwe – zastrzega komendant.

Paweł Galek

2 Responses to "Kto odpowiada za horror przy ul. Wiktora?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.