
Usłyszeliśmy krzyki i pobiegliśmy z synem do sąsiadki na górkę – wspomina Eugenia Stybak z Hermanowej. – Zobaczyliśmy panią Marysię wiszącą na ogrodzeniu z udem przebitym na wylot metalowym prętem. Syn ponad pół godziny podtrzymywał ją na plecach, bo robiło jej się słabo, a w tym czasie strażacy usiłowali ją uwolnić – dodaje kobieta nie kryjąc emocji.
Bohaterską postawę pana Mirosława pochwalili druhowie. „Otrzymaliśmy informację o osobie nabitej na ogrodzenie. Wyjeżdża pełny skład. Na miejscu zastajemy osobę, której noga przebita była ogrodzeniowym prętem. Zadaniem strażaków było udzielenie pierwszej pomocy osobie poszkodowanej, wycięcie części ogrodzenia za pomocą narzędzi hydraulicznych oraz przekazanie załodze karetki pogotowia” – napisali w poniedziałek na swoim Facebooku strażacy ochotnicy z Hermanowej dodając, że: „Słowa uznania i podziękowania należą się sąsiadowi, Panu Mirosławowi, który od samego wypadku, przez całą akcję ratowniczą podtrzymywał na swoich plecach ranną kobietę”.
Szpic przebił nogę na wylot
Tamtego dnia pan Mirosław, który jest nauczycielem wychowania fizycznego i trenerem piłki nożnej był u swojej mamy z dziećmi. – Już mieli wyjeżdżać, wnuki siedziały w samochodzie – wspomina pani Eugenia. – Wyszłam na podwórze i usłyszałam krzyki. Mirek zaraz wyleciał do mnie i pobiegliśmy do sąsiadki skąd dochodziły odgłosy – dodaje.
45-latek dobiegł jako pierwszy i wziął na barki sąsiadkę, której noga nabita była na metalowe ogrodzenie. Jak opowiada nasza rozmówczyni, okazało się, że pani Maria chciała narwać śliwek. Przystawiła do ogrodzenia drabinę, ale, że ziemia była sucha, drabina przewróciła się, a 70-latka spadła na jego metalowe elementy – Szpic wszedł jej w udo i przebił jej na wylot. Wisiała tak w powietrzu usiłując się podtrzymywać – relacjonuje pani Eugenia i opowiada dalszy przebieg dramatycznych wydarzeń: – Dobiegłam, widzę że syn trzyma na plecach panią Marysię i krzyczy do mnie „dzwoń na pogotowie”. Za niedługo na miejscu zjawili się strażacy i karetka pogotowia. – Syn cały czas trzymał ją na plecach, bo mówiła, że jej słabo. Próbował uspokajać. Mówił, żeby się nie bała, że ją utrzyma, bo silny z niego facet.
Jak dobrze, że są tacy ludzie na świecie
Nasza rozmówczyni wskazuje nam miejsce wypadku. Na ogrodzeniu tuż obok którego rośnie śliwa, widać jeszcze zaschniętą krew. Żeby uwolnić panią Marię, strażacy musieli wyciąć fragment metalowej konstrukcji. Nieopodal leży drabina. Wychodzi do nas pani Alicja, która tamten dzień spędzała z 70-latką. – Nic mi nie powiedziała, że chce narwać śliwek, gdyby tak było, przytrzymałabym ją, może by nie doszło do nieszczęścia – mówi starsza kobieta. Razem z panią Eugenią mają nadzieję, że 70-latka szybko wróci do zdrowia.
O wypadku i bohaterskiej postawie pana Mirosława wiedzą mieszkańcy Hermanowej i nie kryją dumy z sąsiada. – Jak dobrze, że są tacy ludzie na świecie – podkreślali, gdy pytaliśmy ich o 45-latka. Pani Eugenia o synu mówi skromnie: „pomógł bo znalazł się we właściwym miejscu o właściwym czasie”.
Katarzyna Szczyrek



4 Responses to "Chciała zerwać śliwki i… nabiła się na płot. Na ratunek ruszyli sąsiedzi"