
Na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego znaleziono ludzkie kości, w pobliżu prawo jazdy 79-letniego mieszkańca Śląska. Dokument został wydany w Australii. Czy to do tego mężczyzny należą znalezione szczątki? Kiedy i w jakich okolicznościach zginął? Na mnożące się pytania w tej tajemniczej sprawie odpowiedzi szuka Prokuratura Rejonowa w Lesku.
Na ludzkie szczątki natknęli się w poniedziałek rano pracownicy modernizujący schronisko Chatka Puchatka. W krzakach przy drodze technicznej prowadzącej z Przełęczy Wyżnej na szczyt Połoniny Wetlińskiej, około 300 metrów za punktem kasowym, zauważyli kurtkę. W pobliżu leżały kości. Okazało się, że są to ludzkie szczątki. Określenie płci tej osoby ze względu na daleko posunięty rozkład tkanek okazał się niemożliwy.
Na miejsce przyjechała policja i prokurator. Przez kilka godzin zbierali i zabezpieczali ślady, które mogą być pomocne w próbie wyjaśnienia tego, co wydarzyło się na szlaku oraz przyczyny i okoliczności śmierci osoby, której szczątki zostały znalezione.
Australijski trop
W pobliżu szczątków znaleziono prawo jazdy wydane w Australii na 79-letniego mieszkańca Śląska. Prokurator podążając tym tropem ustalił najbliższą rodzinę tego mężczyzny. – Udało nam się dotrzeć do jego byłej żony, która podczas przesłuchania poinformowała, że od lat 90. tych nie miała z tym mężczyzną żadnego kontaktu – powiedział nam Edward Martuszewski, wiceszef Prokuratury Rejonowej w Lesku, która zajmuje się wyjaśnianiem okoliczności zagadkowej śmierci.
Prokurator zaznacza jednak, że równie dobrze dokument może nie mieć nic wspólnego ze sprawą. Śledczy nie informują, czy przy szczątkach znaleziono inne przedmioty umożliwiające ewentualną identyfikację szczątków. Wiadomo natomiast, że w pobliżu znalezienia szczątków zachowały się ślady obozowiska i palenia ogniska.
Szczątki zostały zabezpieczone do badań. Aby potwierdzić tożsamość mężczyzny konieczne będzie wykonanie szczegółowych badań lekarskich, genetycznych i antropologicznych. Tym zajmie się specjalistyczna instytucja i biegli.
Patomorfolog na podstawie kości próbuje też ustalić przyczynę zgonu, choć jak zaznacza prokurator, będzie to bardzo trudne, a być może i niemożliwe.
Jak udało nam się ustalić, mężczyzna z dowodu osobistego nie widniał w policyjnym rejestrze osób zaginionych.
Wypadek czy zbrodnia?
Wyjaśnianiem okoliczności zagadkowej śmierci zajmuje się leska policja pod nadzorem miejscowej prokuratury. – Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte w czwartek 3 września z artykułu 155 KK w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci – mówi nam Edward Martuszewski, wiceszef Prokuratury Rejonowej w Lesku. – To standardowa procedura w takich przypadkach – dodaje prokurator.
Na razie nie wiadomo też czy do śmierci mężczyzny przyczyniły się osoby trzecie, czy był to nieszczęśliwy wypadek, ani czy zgon nastąpił z przyczyn naturalnych. Jak informuje prokurator, na obecną chwilę nic nie wskazuje, aby do śmierci osoby miało dojść w wyniku zbrodni, nie ma śladów próby ukrycia zwłok. – Będziemy sprawdzać każdy trop, ale być może nigdy nie uda się ustalić, co wydarzyło się w lesie, kim była zmarła osoba i jaka była przyczyna jej śmierci – podsumowuje prokurator.
Martyna Sokołowska


