
– Gdy pierwszy raz usłyszałam o pomyśle pana Rafała to byłam pewna, że to niesamowity człowiek. Ktoś, kto chce przerobić swoją pasję, coś co kocha, w pomoc dzieciom nieuleczalnie chorym. Zwłaszcza teraz w dobie pandemii kiedy każdy gest pomocy jest dla nas niezwykle cenny – mówi Partycja Fronc, koordynatorka wolontariatu w hospicjum.
– W imieniu wszystkich dzieci i całego personelu serdecznie dziękujemy – mówił Rafał Ciupiński, prezes hospicjum. – Biec kilkadziesiąt km dziennie (łącznie ponad 2 tys. km), przez 100 dni, po to by promować ideę hospicjum i zachęcać do wsparcia finansowego Fundacji, to nie lada wyczyn. Mówienie o naszych problemach i naszych potrzebach przez tak długi czas przełożyło się także na wsparcie finansowe. Do kasy fundacji wpłynęło ponad 3 tys zł. I pieniądze cały czas płyną.
Skąd pomysł na akcję? – Biegam od sześciu lat (z dwuletnia przerwą) dla własnej przyjemności. Pomysł na przebiegnięcie 100 półmaratonów w ciągu 100 dni zrodził się w mojej głowie już dawno temu. Chciałem bowiem nie tylko systematycznie biegać, ale też wspomóc potrzebujące dzieci. Codzienny bieg miał być odzwierciedlenia ich codziennej pracy i walki o każdy dzień tych dzieci. Ja wyszedłem tylko trochę poza strefę komfortu – mówi wcale nie zmęczony 35 km trasą z Kolbuszowej, Rafał Skowroński. – Dlatego postanowiłem codziennie biegać na rzecz Podkarpackiego Hospicjum dla Dzieci. I tak codziennie przez 100 dni. Wstawałem o godzinie 4.30 i biegłem. Potem powrót do domu, szybki prysznic, śniadania i na siódmą szedłem do pracy. Nie wiem, ale chyba będzie mi tego wyzwania brakowało. Chociaż bywały dni, że trudno było o zrobienie tego pierwszego kroku. Na szczęście nie było ich dużo i zawsze potrafiłem się zdopingować do zrobienia go. A potem, no cóż, biegnąc podziwiałem piękne wschody słońca. Sama przyjemność.
Poniedziałek był 101. dniem akcji podczas której pan Rafał przebiegł symboliczną trasę z Kolbuszowej do Rzeszowa. Jeżeli jeszcze ktoś chce wspomóc hospicjum może to zrobić na stronie fundacji pod hasłem „Biegnij chłopcze”.
Anna Moraniec


