
Łańcucka prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci 15-letniego Aleksandra, wychowanka Niepublicznego Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Łańcucie. – W poniedziałek jego współlokator, po odebraniu śniadania poinformował wychowawcę, że kolega z pokoju leży na łóżku i prawdopodobnie nie żyje. Wychowawca wezwał pomoc medyczną – mówi Super Nowościom prok. Marek Jękot, szef Prokuratury Rejonowej w Łańcucie. Lekarz pogotowia ratunkowego stwierdził zgon chłopca. Śledztwo w tej zagadkowej sprawie będzie prowadzone w kierunku niemyślnego spowodowania jego śmierci.
– Zgłoszenie o śmierci 15-letniego wychowanka otrzymaliśmy około godz. 10 – mówi nam sierż. sztab. Wojciech Gruca, oficer prasowy łańcuckiej komendy policji – Ciało nastolatka zostało zabezpieczone do badań sekcyjnych. Okoliczności jego śmierci wyjaśniamy pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Łańcucie.
Po szczegóły dotyczące tej sprawy zwróciliśmy się do szefa łańcuckiej prokuratury. – 7 września Prokuratura Rejonowa w Łańcucie została poinformowana przez dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Łańcucie o ujawnieniu w Niepublicznym Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Łańcucie zwłok małoletniego wychowanka w wieku 15 lat. Ze wstępnych ustaleń wynika, że małoletni skierowany został przez sąd do NMOW w Łańcucie, w którym przebywał od czwartku 3 września. Wspólnie z innym wychowankiem umieszczony został w dwuosobowym pokoju, gdzie pod nadzorem miał przebywać przez siedem dni, stosowanie do wewnętrznych procedur bezpieczeństwa wynikających z sytuacji epidemicznej – relacjonuje Marek Jekot, Prokurator Rejonowy w Łańcucie.
– 15-letni Aleksander został do nas dowieziony z policyjnej izby dziecka w Katowicach – mówi Super Nowościom Robert Tendaj, dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Łańcucie. Wcześniej chłopiec przebywał w domu dziecka w Bytomiu. – Zgodnie z obowiązującymi u nas procedurami, został poddany testowi na przeciwciała koronawirusa i umieszczony w siedmiodniowej grupie kwarantannowej. Test dał wynik negatywny. Po siedmiu dniach miał mieć wykonany następny test i jeżeli wynik byłby negatywny, zostałby skierowany na zajęcia szkolne.
Jak dowiedzieliśmy się od dyrektora placówki, chłopiec był spokojny, nie sprawiał żadnych trudności wychowawczych. – Pracownicy, którzy dozorowali jego pobyt nie stwierdzili żeby się na coś skarżył. Miał kontakt z rodziną, nie zgłaszał żadnych problemów – potwierdza nam dyrektor Tendaj dodając, że 15-latek nie był chory, miał jedynie katar.
W pokoju przebywał razem z 16-latkiem. – Obaj zostali dowiezieni do nas w tym samym dniu z policyjnej izby dziecka z Katowicach. Tam się poznali – opowiada nam dyrektor placówki. – Ten drugi chłopak był już naszym wychowankiem przed wakacjami. 15-latek był u nas po raz pierwszy.
To, że Aleksander najprawdopodobniej nie żyje zauważył właśnie16-latek. Powiadomił o tym wychowawcę, który pełnił tamtego dnia dyżur i przeszedł do nich ze śniadaniem oraz żeby zmierzyć im temperaturę. Na miejsce wezwano policję i karetkę pogotowia.
W ośrodku zjawił się prokurator. – Przeprowadził oględziny miejsca ujawnienia zwłok oraz oględziny ciała z udziałem biegłego lekarza. Zabezpieczono zapis monitoringu z korytarza placówki obejmującego wejście do pomieszczenia w którym przebywał zmarły małoletni. Przesłuchano w charakterze świadków pracowników NMOW w Łańcucie sprawujących opiekę nad małoletnim. Zwłoki zabezpieczono w Prosektorium w Rzeszowie – wylicza prokurator Marek Jękot. – Śledztwo prowadzone będzie o czyn z art. 155 kk – nieumyślne spowodowanie śmierci. Przeprowadzenie sekcji zwłok zaplanowano na czwartek 10 września przez specjalistę z zakresu medycyny sądowej – dodaje prokurator.
– Nie wiemy co się stało, my też czekamy na wynik sekcji – przyznał nam dyrektor Robert Tendaj. – Według rozmów z wychowawcą, który pełnił nocny dyżur, żadne incydenty nie miały miejsca. Musimy poczekać na ustalenia prokuratury.
Katarzyna Szczyrek



2 Responses to "Tajemnicza śmierć 15-latka w poprawczaku w Łańcucie"