Chamstwo w Radzie Miejskiej

Gdy na początku czerwca tzw. nowa większość w przemyskiej Radzie Miejskiej, którą tworzą radni klubów PiS, Regia Civitas, SLD oraz radna niezależna Monika Różycka, odwoływała poprzednie prezydium mowa była o tym, że konieczne jest poprawienie pracy i stworzenie nowych standardów. Standardy obecnie są w istocie nowe, bo jak podkreślają doświadczeni radni, takiego czegoś na sesjach i komisjach jeszcze nie było! Radni wzajemnie na siebie krzyczą, padają słowa „cham” i „burak”, a także „pani się urwała z choinki?”.

Kto obserwuje przemyską Radę Miejską od wielu kadencji, może po prostu doznać szoku. Od kiedy zmieniło się prezydium Rady, które obecnie tworzą przewodniczący Maciej Kamiński z PiS oraz Robert Bal z Regia Civitas i Janusz Zapotocki z SLD, na sali obrad padają słowa, które zwyczajnie nie licują z powagą miejsca i czasem, w którym radni mają decydować o losie miasta i jego mieszkańców. „Cham”, „prostak”, „burak” czy „urwała się pani z choinki?” – tak mówią do siebie radni. Nierzadko dochodzi do odbierania radnym aktualnej mniejszości głosu, są ogłaszane nie wiadomo po co tzw. przerwy techniczne, z sali słychać krzyki, a kamera doskonale pokazuje ironiczne miny panów z prezydium, gdy głos zabiera siedzący nieopodal tegoż prezydent Wojciech Bakun. Ten ostatni też zaliczył „wpadkę” na jednej z komisji. Otóż, między prezydentem Bakunem, a wiceprzewodniczącym Zapotockim doszło do ostrej wymiany zdań, w której włodarz miasta powiedział „Nie będę się zniżał do poziomu burdelarza” oraz nazwał szefa klubu SLD „chamem i prostakiem”. Ten nie pozostał mu dłużny i nazwał Bakuna „burakiem” oraz nie wiedzieć dlaczego, poradził mu wyprowadzić się „na Łapajówkę” mając chyba na myśli wyprowadzkę do pewnej nieodległej wsi. Janusz Zapotocki nie chce komentować ani tamtego zdarzenia, ani w ogóle poziomu dyskusji w przemyskiej RM, Wojciech Bakun mówi o swej tamtejszej wypowiedzi tak: – Jest mi bardzo przykro, że dałem się wówczas sprowokować i padły z moich ust słowa, które absolutnie paść nie powinny – przyznaje prezydent Przemyśla. – Nie chciałbym się usprawiedliwiać, ale czasem trudno nad sobą zapanować będąc obrażanym i prowokowanym – zauważa. – Mogę jedynie „posypać głowę popiołem” i wyrazić ubolewanie, że do takiej sytuacji z mej strony doszło – podsumowuje.

Przemyślanin: – Za takie słowa powinno się zabierać dietę!

– To prezydium nie tylko nie polepszyło standardów i poziomu dyskusji w Radzie Miejskiej, ale wręcz je pogorszyło – stwierdza pewien przemyślanin. – Pomijając już, że ni stąd ni zowąd prowadzący aktualnie obrady zabiera radnym głos, albo ogłasza niepotrzebne przerwy, to prezydium wcale nie panuje nad obradami i radnymi i cała ta szopka przypomina jakieś kłótnie na bazarze, a nie sesje RM – uważa. – Nie ma jakiejś kary za krzyki i wyzwiska podczas obrad dla radnych? – pyta. – Jakby jeden z drugim stracili pół diety albo i całość za takie zachowanie, to nauczyliby się panować nad nerwami i językiem – dodaje z przekonaniem. Nie ma jednak zapisów prawnych, które pozwałyby na ukaranie radnego za zachowanie niestosowne do powagi sali obrad. Przemyska Rada Miejska nie ma też komisji ds. etyki radnego. Jest za to wolna amerykanka i coraz bardziej brutalne słowa padają na sesjach. – Byłam krytykowana przez przedstawicieli obecnej większości w Radzie za rzekomo złe prowadzenie obrad – wspomina dziś Ewa Sawicka z klubu Koalicji Obywatelskiej. – Tymczasem to, co teraz wyprawia się na sali obrad, nie mieści się w głowie – kontynuuje była przewodnicząca przemyskiej RM. – Krzyki, odbieranie głosu radnym z KO i Wspólnie dla Przemyśla, obraźliwe słowa i to padające ze strony …prezydium – wylicza. – Przykład idzie z góry, a pan przewodniczący Kamiński wzoruje się chyba na partyjnych kolegach i koleżankach zasiadających dziś w prezydium Sejmu – domniemywa radna. – Widzimy, jak oni traktują posłów opozycji. To samo dzieje się na naszym lokalnym „podwórku” – dodaje. – Takich poziomu i atmosfery nigdy jeszcze w przemyskiej RM nie było – zauważa z ubolewaniem Tomasz Kulawik z klubu SLD. – Zamiast merytorycznie rozmawiać radni pokrzykują do siebie wzajemnie, pozwalają sobie na jakieś personalne „wycieczki” nie mające nic do rzeczy, a także wspomniane słowa, które na sali obrad nigdy nie powinny padać – podkreśla. – Dla mnie to osobiście bardzo przykre, bo sam staram się mówić o sprawach miasta, a nie innych radnych i nikogo nie obrażam – stwierdza Kulawik. – Tak jest naprawdę lepiej dla miasta, jego mieszkańców i dla wizerunku Rady – zapewnia. – Nie wiem kiedy to wszystko się zaczęło dziac i kiedy się skończy, ale oby tak się stało – ma nadzieję radny SLD.

Radny: – To konsekwentnie realizowany plan!

Były wiceprzewodniczący przemyskiej RM z klubu Wspólnie dla Przemyśla, Andrzej Zapałowski, który także na początku czerwca został z prezydium odwołany przez tzw. nową większość widzi jednak czas, w którym coś dziwnego zaczęło dziać się w Radzie. – Proszę zauważyć, że na samym początku kadencji sprawa wyglądała inaczej – zaczyna. – Jednogłośnie wybrano wówczas Ewę Sawicką na przewodniczącą oraz mnie i Macieja Kamińskiego na jej zastępców w prezydium – wspomina. – Radni ówczesnej mniejszości wykazywali jakąś chęć współpracy z nami i prezydentem – przyznaje. – Potem, gdy radna niezależna wróciła do Rady ze zmienionymi poglądami nowa większość współpracować już nie chce, a Ewa Sawicka była szczególnie krytykowana – stwierdza radny Zapałowski. – To wszystko zostało dokładnie opisane w wiadomym liście lokalnego działacza PiS do marszałka Marka Kuchcińskiego opisującym strategię, jak zdyskredytować prezydenta Bakuna i popierających go radnych – zauważa. – To nic przypadkowego, tylko systematycznie wykonywany plan! – dodaje z przekonaniem.

Aktualny wiceprzewodniczący przemyskiej RM z ramienia Regia Civitas i jednocześnie szef tego klubu, Robert Bal o żadnym planie nic nie mówi, mówi za to o tym, że: – Niektórzy radni chyba nie chcą merytorycznie rozmawiać – zastanawia się. – Zamiast tego uciekają się do utarczek słownych, zawoalowanych albo i nie personalnych zaczepek, a jak im coś nie pasuje krzyczą i „buczą” – wylicza. – To przykre i mieszkańcy Przemyśla też to dostrzegają – zauważa. – Źle, że odium takiego zachowania spada na wszystkich radnych. Niektórym kolegom poradziłbym, że jeśli mają powiedzieć coś, czego potem trzeba się wstydzić, to chyba lepiej nic nie mówić

***

Przemyśl to urocze i stare miasto z tradycjami, a sala obrad Rady Miejskiej to nie bazar, ani ring, tylko miejsce, gdzie wybrani przez mieszkańców ludzie mają decydować o losie miasta i mieszkańców. Warto by radni o tym pamiętali i rozumieli powagę swoich mandatów oraz potrafili panować nad swoimi językami, nerwami i odczuwaną być może wzajemną antypatią. Dotyczy to wszystkich radnych, bez żadnych wyjątków.

Monika Kamińska

2 Responses to "Chamstwo w Radzie Miejskiej"

Leave a Reply

Your email address will not be published.